Piotr Fronczewski jako Franek Kimono. Jak powstał pierwszy polski rap?
Piotr Fronczewski kojarzy się wielu osobom z poważnymi rolami filmowymi i teatralnymi, ale w latach 80. zaskoczył wszystkich swoim muzycznym wcieleniem. Jako Franek Kimono stał się postacią, którą dzisiaj wielu uznaje za pierwszego polskiego rapera. Projekt ten nie był jednak wynikiem osobistych ambicji aktora, a pomysłem kompozytora Andrzeja Korzyńskiego. Fronczewski został zatrudniony do tego zadania jako profesjonalista, który miał nadać charakterystyczny głos ścieżce dźwiękowej. W tamtym czasie nikt nie używał określeń takich jak hip-hop, a same piosenki były raczej melorecytacjami (mówieniem do rytmu) niż typowym śpiewaniem.
I można się oczywiście śmiać, ale na polskim rynku to był pewien pionier rapu i hip-hopu, który dzisiaj przybiera już zupełnie inną formę, chociaż wtedy miał być to zdecydowanie jedynie pastisz. Choć trzeba wiedzieć, że wtedy nikt tego rapem ani hip-hopem nie nazywał - opowiadała dziennikarka w audycji ESKA Music News.
Cały zamysł opierał się na parodii ówczesnej muzyki disco, która dominowała w klubach i na zabawach. Franek Kimono miał być postacią przerysowaną, która w zabawny sposób wyśmiewa modę panującą na parkietach. Mimo że założeniem był żart, polska publiczność przyjęła te piosenki bardzo dobrze i chętnie bawiła się przy nich na imprezach. Teksty o King Bruce Lee Karate Mistrzu stały się kultowe, a sam aktor zyskał nową grupę fanów.
King Bruce Lee Karate Mistrz i moda na karate. Skąd wziął się wizerunek artysty?
Wizerunek Franka Kimono był mocno osadzony w realiach lat 80., kiedy w Polsce panowała ogromna fascynacja wschodnimi sztukami walki. Wszystko zaczęło się od premiery filmu "Wejście smoka" z Brucem Lee, który przyciągał tłumy do kin. Twórcy projektu postanowili wykorzystać ten trend, dlatego bohater nosił charakterystyczne ubranie do ćwiczeń i śpiewał o byciu mistrzem walki. Największy hit z tamtego okresu, czyli "King Bruce Lee Karate Mistrz", błyskawicznie trafił na listy przebojów i był masowo kupowany na kasetach magnetofonowych oraz płytach winylowych.
Dla Piotra Fronczewskiego wcielenie się w taką postać wiązało się z pewnym ryzykiem zawodowym. Jako ceniony aktor obawiał się, że udział w prześmiewczym projekcie muzycznym może zaszkodzić jego karierze i zamknąć mu drogę do poważnych ról, na których mu zależało. Czas pokazał jednak, że Franek Kimono przyniósł mu ogromną sympatię ludzi, a słuchacze docenili poczucie humoru i dystans aktora do samego siebie. Piosenki te, choć miały być tylko żartem, na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki rozrywkowej.
Spektakularna promocja płyty na Nowym Świecie i powrót w hicie W aucie
Promocja albumu Franka Kimono była zorganizowana z rozmachem, którego nie powstydziliby się dzisiejsi influencerzy czy współcześni raperzy. Aby zwrócić uwagę mieszkańców Warszawy, na kilka minut całkowicie wstrzymano ruch na ulicy Nowy Świat. Specjalna kolumna samochodów przejechała z ówczesnego hotelu Bristol do sklepu Empik, gdzie aktor podpisywał swoje wydawnictwo. Wszystko to odbywało się w asyście policji, co wzbudziło ogromne zainteresowanie przechodniów.
Ciekawa była też promocja płyty Franka Kimono, bo w momencie kiedy ją wypuszczono, na kilka minut wstrzymano ruch uliczny na warszawskim Nowym Świecie, a korowód samochodów przejechał z ówczesnego Bristolu do sklepu Empik. Wszystko to w eskorcie policji, a właśnie tam Franek Kimono miał podpisywać swoje płyty - wspomniała prowadząca w materiale ESKA Music News.
Choć postać ta na długo zniknęła z mediów, to po latach przypomniał o niej znany raper Sokół. W duecie z Pono zaprosił on Piotra Fronczewskiego do nagrania piosenki "W aucie". Aktor ponownie wcielił się w rolę Franka Kimono, tym razem występując w teledysku jako barman na dancingu, który wspomina dawne lata.
Sam kawałek był traktowany jako żart muzyczny, ale Franek Kimono bardzo dobrze się tam wpisał, ponieważ grał barmana na dancingu i opowiadał o minionych już czasach, o których być może Sokół i Pono, a także na pewno ich słuchacze, nie pamiętali - podsumowała dziennikarka.
Piosenka stała się ogromnym hitem w latach dwutysięcznych i udowodniła, że postać stworzona kilka dekad wcześniej nadal potrafi bawić kolejne pokolenia Polaków. Współpraca z raperami była strzałem w dziesiątkę, przywracając blask mistrzowi karate w zupełnie nowym kontekście muzycznym. Franek Kimono, choć narodził się jako parodia, na stałe wpisał się w polską popkulturę i stał się symbolem pewnej epoki.