Teść Władysława Kosiniaka-Kamysza zapowiada atak na Polskę w 5 miesięcy. Wójt tłumaczy swoje słowa

Zbigniew Wojas zarządzający małopolską gminą Gdów, a prywatnie teść ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, miał ostrzec lokalną społeczność przed nadchodzącą inwazją Rosji w perspektywie pięciu miesięcy. Zaskakująca deklaracja wójta wywołała dyskusję o ewentualnym przecieku tajnych danych państwowych, chociaż on sam przekonuje, że jedynie powtarzał ogólnodostępne komunikaty płynące ze strony rządu oraz krajowych służb.

Żołnierze w okopach. Obok na miniaturach Władysław Kosiniak-Kamysz i Zbigniew Wojas. O sprawie przeczytasz w Eska Kraków.
Autor: Sergey Nikonov/Shutterstock, Art Service/Super Express, ZbigniewWojasGdow/Facebook/ Shutterstock

Słowa teścia Władysława Kosiniaka-Kamysza o rosyjskiej inwazji

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz jest zięciem gospodarza małopolskiej gminy Gdów, Zbigniewa Wojasa. Z uwagi na te koligacje rodzinne, serwis NaszaPolska.pl postanowił nagłośnić kontrowersyjną wypowiedź samorządowca z powiatu wielickiego, która padła 22 września podczas lokalnego spotkania w miejscowości Niewiarów.

Kiedy padło pytanie, czy w przeciągu najbliższych pięciu miesięcy możliwa jest zbrojna napaść Rosji na terytorium naszego kraju, lokalny polityk odpowiedział z pełnym przekonaniem: „tak, tak, tak”.

Wójt kontynuował temat, omawiając procedury szybkiego wywozu dzieci oraz sygnalizując ewentualne przerwy w dostępie do podstawowych mediów takich jak prąd czy woda. 

Te deklaracje wywołały ogromne poruszenie, głównie ze względu na fakt, że samorządowiec jest blisko spokrewniony z obecnym szefem resortu obrony narodowej. Ludzie zaczęli głośno zastanawiać się, czy teść prominentnego ministra dysponuje ściśle tajną wiedzą, o której zwykli obywatele nie mają najmniejszego pojęcia.

Zwróciliśmy się bezpośrednio do głównego zainteresowanego z prośbą o uściślenie, czy jego ostrzeżenie dotyczy ataku konwencjonalnego, czy wyłącznie działań o charakterze hybrydowym. Chcieliśmy również ustalić, czy opierał się na publicznych komunikatach wywiadu, czy czerpał wiedzę od szefa MON. Do chwili wypuszczenia tego tekstu nie otrzymaliśmy jego stanowiska.

Zbigniew Wojas, teść szefa MON, wyjaśnia sens swojej wypowiedzi

Z wójtem małopolskiego Gdowa skontaktowali się dziennikarze Faktu. Włodarz tak tłumaczy sens swoich słów:

„Rozmawiam z mieszkańcami o różnych zagrożeniach. Wszyscy o tym mówią, również o alarmach. Warszawa się przygotowuje, szkoły przygotowują się do ewakuacji. Duże miasta podejmują takie działania, podobnie jak gminy wiejskie. Mówiłem, że może nastąpić jakieś niebezpieczeństwo ze Wschodu. Czy będzie to za pół roku, za rok, za dwa lata, czy może w ogóle do tego nie dojdzie - tego nie wiemy. Chodzi o to, żebyśmy byli przygotowani, zabezpieczyli szkoły i zadbali o dzieci, aby w razie zagrożenia można było je bezpiecznie ewakuować, bez wywoływania strachu i paniki" – wyjaśnił lokalny polityk w rozmowie z dziennikiem.

Zbigniew Wojas kategorycznie zaprzeczył teoriom, jakoby szef MON przekazywał mu tajne szczegóły wykraczające poza oficjalne raporty państwowe. „Nie było takiej rozmowy. W domu rodzinnym również nie rozmawiamy o tym, tylko o sprawach prywatnych, rodzinnych” – skwitował gospodarz gminy.

Warto nadmienić, że szef rządu Donald Tusk występował we wrześniu na mównicy sejmowej, zaznaczając, iż niedługo mogą nastąpić „poważne zdarzenia wymagające od nas skupienia, powagi i przede wszystkim mentalnej gotowości do zdania trudnych egzaminów”. Premier wprost przyznał, że według pozyskanych przez służby raportów analitycznych, Moskwa planuje hybrydowe ataki dronowe i rakietowe na sojuszników Kijowa, co obejmuje także terytorium RP.

LESZEK MILLER: NIE WIERZĘ W ATAK ROSJI! TO OSTATNIA WOJNA W HISTORII LUDZKOŚCI | Alfabet Millera

ROLKI