Spis treści
Tragedia rodzinna w Mierzawie. Dariusz R. zaatakował teściów
Dramat rozpoczął się w piątek (19 czerwca) od awantury między Dariuszem R. a jego żoną Joanną, która uczy w miejscowej szkole. Według policyjnych ustaleń, po kłótni kobieta wyszła z domu, a mąż ruszył jej śladem. Skierował się do oddalonego o niespełna kilometr domu jej rodziców. To tam rozegrał się koszmar, podczas którego 49-latek sięgnął po nóż i brutalnie rzucił się na 80-letniego Tadeusza B. oraz jego 76-letnią żonę Renatę. Życia seniora nie dało się uratować. Poważnie ranną kobietę natychmiast przetransportowano śmigłowcem lotniczego pogotowia ratunkowego do placówki medycznej w Krakowie. Przeszła tam skomplikowany zabieg i obecnie jej stan jest stabilny.
Po dokonaniu makabrycznego czynu sprawca wskoczył na hulajnogę elektryczną i zbiegł z miejsca zdarzenia. Do niewielkiej Mierzawy natychmiast ściągnięto policyjne posiłki z całego regionu świętokrzyskiego. Mundurowi pilnowali zarówno posesji, gdzie doszło do rozlewu krwi, jak i miejsca zamieszkania podejrzanego. Szybko wyszło na jaw, że poszukiwany mężczyzna to policyjny emeryt, który zakończył służbę w mundurze zaledwie trzy lata wcześniej.
Kulisy policyjnej akcji w Mierzawie. Jak wpadł Dariusz R.?
Poszukiwania byłego stróża prawa były niezwykle skomplikowane, gdyż obława toczyła się w gęstych lasach i na bagnistym podłożu. Funkcjonariusze nie przerywali pracy ani na moment, prowadząc działania w trybie całodobowym. Skoncentrowali swoje siły głównie w rejonie zamieszkania 49-latka i miejsca samej zbrodni. Dzięki napływającym informacjom od lokalnej społeczności oraz przejezdnych, mundurowi mieli pewność, że podejrzany wciąż ukrywa się w granicach Mierzawy. Zanim doszło do ostatecznego ujęcia, śledczym udało się zabezpieczyć jednoślad, z którego korzystał podczas ucieczki. Finał obławy nastąpił w poniedziałek (22 czerwca), gdy zbieg pojawił się niedaleko własnej posesji. Został ujęty w niewielkim skupisku sosen.
– Podczas zatrzymania nie stawiał oporu, widać było, że jest zmęczony. Ukrył się w okolicy, w której czuł się bezpiecznie. Nie miał przy sobie niebezpiecznych przedmiotów – poinformował "Super Express" Kamil Tokarski, rzecznik prasowy świętokrzyskiej policji.