Pan Leszek stracił nogę pod kołami tramwaju. Sąd oddalił jego pozew

2026-09-16 14:35

Leszek Kulebuk (58 l.) z Krakowa stracił nogę po tym, jak tramwaj linii nr 52 wciągnął go pod koła. Mężczyzna domaga się renty od ubezpieczyciela MPK, jednak Sąd Rejonowy dla Krakowa Nowej Huty oddalił jego pozew. 58-latek walczy dalej i składa apelację od wyroku.

Dramatyczny wypadek w Krakowie. Pan Leszek wpadł pod tramwaj

Do tragicznego wypadku doszło 4 marca 2021 roku przy ulicy Piasta Kołodzieja w Krakowie. Kiedy 58-letni Leszek Kulebuk opuszczał wagon tramwaju linii 52, drzwi nagle zamknęły się i uwięziły jego lewą dłoń. Mężczyzna przez moment biegł obok ruszającego składu, jednak ostatecznie wpadł pod jadący pojazd. Motorniczy nie zauważył, co się stało i pojechał dalej. Poszkodowany z poważnymi obrażeniami trafił do placówki medycznej. Z powodu otwartego złamania lekarze musieli amputować mu prawą nogę. Miał również połamaną drugą kończynę, złamane trzy żebra oraz zerwaną skórę głowy z szarpaną raną ucha i odsłoniętą czaszką. Spędził dwa miesiące na oddziałach intensywnej opieki medycznej, ortopedii i chirurgii plastycznej. Jego leczenie rehabilitacyjne trwa do dziś.

– Wypadku nie pamiętam, ocknąłem się na szpitalnym łóżku. Lekarze nie wiedzieli, jak mi powiedzieć, że nie mam nogi – wspomina z zawodu budowlaniec.

Obecnie porusza się za pomocą kul inwalidzkich lub na wózku. W codziennych obowiązkach, takich jak zakupy czy sprzątanie, wspiera go siostra. Dodatkowo korzysta z pomocy opiekunki z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, która odwiedza go na dwie godziny dziennie.

Sprawa trafiła do sądu. Pan Leszek walczy o rentę

Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Krakowie, zaznacza, że od zdarzenia minęło sporo czasu i obecnie sprawa toczy się w sądzie, a przewoźnik nie występuje w niej w charakterze strony. Zapytany o to, jak system zabezpieczeń pozwolił na ruszenie tramwaju z przyciśniętą ręką pasażera, odsyła do ustaleń biegłych. Prokuratura zdecydowała o umorzeniu śledztwa, stwierdzając brak winnych. Ekspert od rekonstrukcji wypadków orzekł, że prowadzący pojazd mógł widzieć sylwetkę obok wagonu, ale dostrzeżenie zakleszczonej dłoni było niemożliwe.

Na podstawie tej opinii sąd uznał, że 58-latek przyczynił się do wypadku w 85 procentach. Uzasadniano to faktem, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu i opuszczał pojazd po sygnale dźwiękowym informującym o zamykaniu drzwi.

Reprezentujący poszkodowanego Janusz Cymer z kancelarii Kurier podkreśla brak dowodów na to, że jego klient wysiadał po dzwonku ostrzegawczym. Prawnik dodaje, że stan nietrzeźwości nie miał znaczenia dla samego przebiegu zdarzenia. Pełnomocnik informuje o dostarczeniu materiału wideo, który ma udowadniać wadliwe działanie mechanizmu drzwiowego w tamtym konkretnym pojeździe.

Data rozpatrzenia apelacji nie została jeszcze wyznaczona. Leszek Kulebuk pozostaje jednak optymistą co do finału sprawy.

Tekst: Artur Drożdżak

Sonda
Czy sądy w Polsce wydają sprawiedliwe wyroki?
Samochód nagle stanął w płomieniach