Wypadek na krakowskim Zabłociu wstrząsnął lokalną społecznością, a na jaw wychodzą nowe okoliczności tej drogowej tragedii. Ustalono, że sprawca poruszał się pojazdem o mocy 400 koni mechanicznych. Kierowca zlekceważył obowiązujące w tym miejscu ograniczenie do 30 km/h, jadąc ponad dwukrotnie szybciej.
To mógł być każdy z nas – mówią w rozmowie z Super Expressem.
Rejon ulic Nadwiślańskiej oraz Solnej to często wybierana trasa rekreacyjna, na której w weekendy pojawia się wielu przechodniów wracających z Bulwarów Wiślanych. Znak drogowy jasno informuje tam o strefie uspokojonego ruchu i limicie prędkości do 30 km/h. 26-latek siedzący za kierownicą całkowicie zignorował te przepisy, pędząc znacznie szybciej niż pozwala na to prawo.
Kierowca jechał około 70 km/h. Trwają czynności w sprawie, przesłuchujemy świadków wypadku – powiedział w rozmowie z Super Expressem prokurator Mariusz Boroń.
Pojazd sprawcy, który wjechał w pieszych, przeszedł wcześniej modyfikacje tuningowe, dzięki którym silnik generował moc 400 koni mechanicznych. Śledczy pracujący na miejscu tragedii wskazali, że bezpośrednią przyczyną utraty panowania nad autem była rażąco nadmierna prędkość. Sytuację dodatkowo pogorszyła śliska po opadach deszczu nawierzchnia.
Z dramatycznego wypadku ocalała jedynie ośmiomiesięczna dziewczynka, która podróżowała w wózku dziecięcym prowadzonym przez rodziców. Niemowlę zostało natychmiast przetransportowane do krakowskiej lecznicy, a jego stan określono jako zagrażający życiu. Lekarze specjaliści nieprzerwanie monitorują parametry życiowe dziecka, podkreślając, że o szansach na przeżycie zadecyduje kilka najbliższych dób.
Z ustaleń służb wynika, że w sportowym volkswagenie podróżowały łącznie cztery osoby. Oprócz sprawcy wypadku w aucie znajdowały się jeszcze dwie pasażerki oraz jeden pasażer, pochodzący z terenów Małopolski i Mazowsza.
Grupa znajomych przyjechała do stolicy Małopolski, aby spędzić tam weekend. Osoby towarzyszące 26-latkowi złożyły już zeznania jako świadkowie, po czym pozwolono im wrócić do domów. Sam Hubert B. ma w poniedziałek 24 sierpnia stanąć przed obliczem prokuratora.