„Dzisiaj już niczego nie musisz udowadniać”. Tak pożegnano wybitnego lekarza

2026-09-11 18:09

Od innych wymagał wiele, od siebie jeszcze więcej. Pomagał, dzielił się wiedzą i wychowywał kolejne pokolenia lekarzy. Na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie pożegnano prof. Andrzeja Kuliga, wybitnego patomorfologa, który zmarł w wieku 93 lat. Podczas uroczystości wybrzmiały słowa wdzięczności za jego pomoc, dobro i miłość. Bliscy przypomnieli też opowieści, których tak bardzo lubili słuchać.

Stolica Małopolski stanowiła początek drogi zmarłego, gdzie zdobywał medyczną wiedzę i budował podstawy późniejszej kariery. Kolejne dekady związał z łódzkimi placówkami klinicznymi, zajmując odpowiedzialne funkcje kierownicze i szkoląc nowe kadry. Ostatecznie historia zatoczyła koło po jego śmierci 5 września 2026 roku. Zgromadzeni bliscy towarzyszyli naukowcowi w ostatniej drodze właśnie na słynnym krakowskim cmentarzu.

Przewodniczący nabożeństwa kapłan nakreślił podczas mszy wybitne losy zmarłego medyka. Duchowny zaakcentował wymowny powrót profesora do rodzinnych stron oraz wskazał na jego spotkanie ze stwórcą. Zebrani usłyszeli słowa o badaczu, który wnikliwie analizował ludzkie ciało, aby następnie przekuwać tę ogromną wiedzę w skuteczne ratowanie zdrowia chorych.

Homilia zarysowała sylwetkę profesora jako specjalisty o wyjątkowo wyśrubowanych standardach pracy. Oczekiwał stuprocentowego zaangażowania od współpracowników, lecz dla samego siebie wyznaczał najtrudniejsze zadania. Ksiądz stanowczo zaakcentował otwartość badacza, który nigdy nie ignorował kierowanych do niego próśb o pomoc. Każdy poszukujący ratunku człowiek otrzymywał od niego konkretną reakcję.

Kapłan podsumował losy wiecznie zapracowanego naukowca bezpośrednim zwrotem „Dzisiaj już niczego nie musisz udowadniać”. Przemowa ta stanowiła ostateczne ukoronowanie trudów wybitnego medyka. Kazanie odebrano jako szczery akt wdzięczności za pozostawioną dobroć, niesioną ulgę w momentach kryzysowych oraz szczere uczucie dla otoczenia.

Zgodną z kazaniem relację przedstawił publicznie jeden z krewnych zmarłego. Mężczyzna potwierdził, iż naukowiec wymagał od domowników dążenia do perfekcji i oczekiwał sukcesów na każdym polu działalności. Tak surowe zasady mocno utrwaliły się w umysłach krewnych dokładnie tak samo, jak wspólnie przeżywane momenty oraz fascynujące opowieści przekazywane przez seniora rodu.

Osobista przemowa bliskich zawierała głębokie wyrazy podziękowania za wszystkie wspólne lata życia. Ceremonia cmentarna przyniosła ważne stwierdzenie, że wybitny dorobek zmarłego pozostanie przede wszystkim w rodzinnej pamięci. Krewni uznali to niematerialne dziedzictwo za znacznie cenniejsze niż sucha wiedza uwieczniona na kartach branżowych podręczników medycznych.

Oprócz udanego życia prywatnego lekarz zbudował niezwykle imponującą karierę naukową. W latach 1950–1955 z powodzeniem kształcił się na Wydziale Lekarskim krakowskiej Akademii Medycznej, czerpiąc wiedzę od samej profesor Janiny Kowalczykowej. Począwszy od 1970 roku rządził Katedrą Patomorfologii w Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Uczelnia ta powierzyła mu również zadania prodziekana oraz dziekana na Wydziale Lekarskim, czyniąc go ponadto prorektorem monitorującym sprawy nauki i szkolenia.

Pomiędzy 1983 a 1991 rokiem doświadczony lekarz zarządzał Polskim Towarzystwem Patologów. Armia mianowała go głównym ekspertem państwowym do spraw patomorfologii, a następnie w 1997 roku przejął stery w Zakładzie Patomorfologii Klinicznej słynnego Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Zasłużony badacz aktywnie wspierał także system powstawania procedur egzaminacyjnych dla młodych adeptów kończących studia.

Przez lata ciężkiej pracy dla pacjentów naukowiec zebrał cenne wyróżnienia państwowe, w tym Złoty Krzyż Zasługi oraz Medal Komisji Edukacji Narodowej. Najwyższe władze doceniły ponadto medyka Orderem Odrodzenia Polski, wręczając mu dumnie noszony Krzyż Kawalerski, Oficerski, a z czasem również Komandorski.

Uroczystości zorganizowane w Krakowie połączyły ogromne sukcesy zawodowe lekarza z jego cichym życiem prywatnym. Żałobnicy o wiele chętniej powracali wspomnieniami do jego pięknych opowieści, celebrowanych rocznic oraz ratunku oferowanego w sytuacjach absolutnie bez wyjścia. Lekarz, nieustannie nakładający na współpracowników gigantyczną presję, opuścił ten świat, słuchając wyłącznie słów wielkiej wdzięczności ze strony zebranych osób.

Pogrzeb Jakuba C. "Yankesa" na cmentarzu w Grębałowie