- Kilka dni temu ogień strawił budynek należący do sześcioosobowej rodziny Migdałków z Choczni, niszcząc zarówno dach, jak i wyposażenie.
- Błyskawiczna interwencja sąsiadów uratowała 70-letnią kobietę zmagającą się z POCHP.
- Dom nie nadaje się do użytku, dlatego poszkodowani założyli zbiórkę na jego odbudowę.
Płomienie strawiły dom w powiecie wadowickim
„Pojechałam po brata, odebrać go z pracy. Gdy wróciliśmy nasz dom płonął. Na podwórku było pełno strażaków, którzy gasili płomienie" – relacjonuje 35-letnia Daria Migdałek w wywiadzie dla "Super Expressu". W trakcie wyjazdu po krewnego kobiecie towarzyszyli jej synowie, czyli czteromiesięczny Fabian oraz czteroletni Alan.
„Obaj są wcześniakami. Alan urodził się na początku szóstego miesiąca ciąży. Był skrajnym wcześniakiem, lekarze długo walczyli o jego życie" – wspomina pani Daria. Kobieta dopowiada, że stosunkowo od niedawna przebywa w domu z młodszym dzieckiem, które po przyjściu na świat musiało spędzić półtora miesiąca w specjalistycznej placówce medycznej w Prokocimiu.
Pożar wybuchł około godziny 13:00, kiedy wewnątrz przebywała 70-letnia Jadwiga, matka Darii. Seniorka cierpi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POCHP) i musi bez przerwy korzystać z aparatury tlenowej. Interwencja mieszkających obok sąsiadów pozwoliła na sprawną ewakuację kobiety z płonącego budynku, a także bezpieczne wyniesienie na zewnątrz cennego sprzętu medycznego.
Czteroletni syn pani Darii ciężko zniósł widok spalonego domu
„Na widok pożaru Alan wpadł w histerię. Płakał za zabawkami, które zostały w środku, jednak tak naprawdę widok ognia całkowicie zburzył jego poczucie bezpieczeństwa" – tłumaczy Daria Migdałek. Budynek po interwencji służb nie spełnia żadnych norm mieszkalnych. Inspektorat nadzoru budowlanego wprowadził kategoryczny zakaz wstępu na teren posesji i polecił zabezpieczyć cały obszar taśmami ostrzegawczymi. Poszkodowani są zobligowani do wynajęcia specjalisty z uprawnieniami, który po odpowiednich oględzinach oceni, na co można sobie pozwolić w kwestii remontu.
„To on ma zadecydować, czy dom trzeba będzie wyburzyć, czy będzie można odbudować" – zaznacza 31-letnia Dagmara Migdałek. Największym marzeniem pogorzelców jest przywrócenie posiadłości do stanu używalności, aby można było do niej bezpiecznie wrócić. „Tu się urodziłam i tu chcę umrzeć" – wyznaje 70-letnia Jadwiga Migdałek w wypowiedzi dla "Super Expressu". W internecie ruszyła specjalna zbiórka, z której środki pomogą w walce o finansowanie potrzebnych prac.
Polecany artykuł: