Historia krakowskich Plant. Jak profesor Radwański uratował mury przed zburzeniem?

2026-05-20 4:00

Krakowskie Planty to najstarszy i najbardziej znany park w mieście, który powstał w miejscu dawnych murów obronnych i fosy. Choć dziś zachwycają zielenią, ich historia pełna jest walki o pieniądze oraz sprytnych sposobów na przekonanie ówczesnych władz do ochrony zabytków. Przewodnik Jan Dziura przybliża kulisy powstania tego wyjątkowego miejsca, które od lat otacza serce Krakowa.

Planty Krakowskie

i

Autor: Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie/ Materiały prasowe

Jak powstały krakowskie Planty i dlaczego uratowano mury?

Dzisiejsze Planty to zielony pierścień o długości ponad 3,5 kilometra, który zajmuje powierzchnię około 21 hektarów. Zanim jednak stały się ulubionym miejscem spacerów, teren ten wyglądał zupełnie inaczej. Wokół Starego Miasta ciągnęły się mury obronne z ponad 40 basztami oraz głęboka, szeroka na 20 metrów fosa zasilana wodami Rudawy. Po rozbiorach Polski fortyfikacje były w fatalnym stanie, a ich utrzymanie kosztowało krocie. Austriacy podjęli decyzję o wyburzeniu murów, ale na drodze stanął im profesor Feliks Radwański. Użył on niezwykle sprytnego argumentu, który trafił do wyobraźni ówczesnych radnych.

Feliks Radwański wystąpił z przemówieniem do rajców, że ten odcinek szczególnie jest ważny dla Krakowa, ponieważ większość wiatrów wiejących do Krakowa pochodzi z północy i z północnego wschodu. W związku z powyższym w tę ulicę, niezasłoniętą niczym, będą wpadały te potężne huragany i wyobraźcie sobie panowie, że wasze żony, wasze córki będą szły do Kościoła Mariackiego, a wiatr będzie im podwiewał spódnice. Straszny widok na ówczesne czasy. Polacy wszyscy zagłosowali za zostawieniem tego kawałka fortyfikacji z Bramą Floriańską, bo zasłania od złych wiatrów na Krakowie - opowiadał Jan Dziura, wieloletni przewodnik po Krakowie.

Dzięki temu fortelowi do dziś możemy podziwiać Barbakan, Bramę Floriańską oraz trzy baszty. Resztę murów zrównano z ziemią, a fosę zasypano, co dało początek nowemu terenowi rekreacyjnemu.

Skąd wzięła się nazwa Planty i kto za to zapłacił?

Nazwa parku, która dziś wydaje nam się tak oczywista, ma bardzo proste i techniczne pochodzenie. Kiedy robotnicy zaczęli zasypywać fosę i wyrównywać gruzy po wyburzonych murach, używano określenia "splantowanie", co oznaczało po prostu wyrównanie terenu. Choć początkowo miejsce to nazywano plantacjami, nigdy nie służyło ono do upraw, a jedynie do sadzenia drzew i krzewów. Największym problemem przy tworzeniu ogrodów był brak pieniędzy. Wtedy do akcji wkroczył radny Florian Straszewski, który wpadł na pomysł zorganizowania publicznej gry losowej.

Ponieważ były problemy z tymi pieniędzmi w okresie Wolnego Miasta Krakowa, włączył się w to wszystko radny Florian Straszewski. Ma ulicę, ma pomnik tam, prawda, jak się przechodzi do podziemnego przejścia. I on zorganizował taką, to się nazywało wtedy tombola, czyli taką grę, z której dochody miały być przeznaczone na budowanie Plant. To mu się udało zresztą, bo jak zwykle oskarżano go, że na tym coś tam zarobił, ale jak to zwykle bywa z inicjatorami różnych pomysłów, w Krakowie zawsze muszą być oskarżenia, bo coś się komuś nie spodoba i od razu wysnuwa z tego wnioski własne - wyjaśnił Jan Dziura w rozmowie na antenie Radia Eska Kraków.

Dzięki funduszom z tomboli prace mogły trwać przez kolejne lata. Początkowo sadzono głównie topole, ale ponieważ dawały mało cienia i szybko niszczały, zastąpiono je kasztanowcami sprowadzonymi z południa Europy. Z czasem na Plantach zaczęły pojawiać się pomniki, altany koncertowe oraz pierwsze ławeczki fundowane przez bogatych mieszkańców miasta.

Wojenne zniszczenia i wielka odnowa krakowskiego parku

Czas II wojny światowej był dla Plant tragiczny. Niemcy, szukając surowców do produkcji zbrojeniowej, niemal całkowicie zdewastowali park. Wszystkie metalowe elementy, w tym stylowe ogrodzenia i lampy, zostały wycięte i wywiezione na złom. Po 1945 roku teren ten przypominał ruinę i dopiero starania o wpisanie Krakowa na listę światowego dziedzictwa UNESCO przyniosły zmiany. W latach 80. XX wieku rozpoczęła się wielka rewaloryzacja pod kierunkiem profesora Janusza Bogdanowskiego.

Niemcy nam je zdewastowali totalnie, ponieważ potrzebowali złomu żelaznego do produkcji, więc w związku z powyższym zrabowali nam ogrodzenia, lampy nawet niszczyli. Wszystko, co było metalowe, to szło na złom. Po wojnie Planty były zupełnie ruiną. [...] Znaleźli stare zdjęcia przedwojenne, jak to wyglądało. Więc w 1985 roku zaczęto rewaloryzację Plant i w ten sposób Planty uzyskały to swoje ogrodzenie z powrotem. Ławeczki stylowe, na podstawie zdjęć XIX-wiecznych odlewano te ławki, bo one są metalowe przecież - mówił przewodnik Jan Dziura.

Dzięki tym pracom przywrócono dawny klimat ogrodu. Obecnie spacerowicze mogą nie tylko odpoczywać na stylowych ławkach, ale także uczyć się historii. Na trasie ustawiono specjalne postumenty z rysunkami baszt, które kiedyś stały w konkretnych miejscach. Co ciekawe, dawniej każda taka wieża była pod opieką innego cechu rzemieślniczego, np. cieśli, stolarzy czy złotników, którzy musieli dbać o porządek i obronność swojego odcinka. Dzisiaj Planty są nowoczesne i otwarte dla każdego, czego przykładem jest makieta przy Bramie Floriańskiej z opisami w alfabecie Braille'a, pozwalająca osobom niedowidzącym poznać wygląd dawnych fortyfikacji przez dotyk.

Zasłynęło z kopalni należących do króla. To jedno z najpiękniejszych miast w Małopolsce [GALERIA]

Makaron za 15 złotych w centrum Krakowa