Hubert B. bał się, że wyląduje w sieci? Zaskakujące słowa 26-latka przed śmiercią Klaudii i Mateusza

Hubert B., podejrzany o spowodowanie wypadku w Krakowie, w którym zginęło małżeństwo spacerujące z niemowlęciem, wyrażał obawy przed trafieniem na kanały piętnujące piratów drogowych, a przynajmniej tak można interpretować jego słowa o piratach drogowych. Mężczyzna bagatelizował łamanie przepisów, nazywając je "zwykłymi zachowaniami". Słowa te padły niedługo przed tragedią.

Wypadek w Krakowie. Hubert B. w areszcie

Młode małżeństwo, 32-letnia Klaudia i jej mąż Mateusz, straciło życie pod kołami samochodu, którym kierował Hubert B. Para spacerowała ze swoim 8-miesięcznym synkiem. Stan niemowlęcia uległ poprawie i jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Jak wyjaśniał 26-latek, feralnego dnia prowadził swój nowy, wymarzony samochód i w pewnym momencie nie zdołał go opanować. Z jego relacji wynika, że próbował wyminąć pieszych, jednak pojazd wypadł z jezdni. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny. Grozi mu wyrok od pół roku do ośmiu lat pozbawienia wolności za spowodowanie śmiertelnego wypadku. Według doniesień "Faktu", w lipcu 2026 roku, czyli miesiąc przed tragicznym zdarzeniem, w internecie opublikowano nagranie z udziałem Huberta B. Podejrzany w dość lekceważący sposób odnosił się na nim do łamania prawa przez kierowców. Ton jego wypowiedzi sugerował, że sam obawia się znalezienia na jednym z popularnych kanałów demaskujących drogową brawurę.

- Ktoś cię nagrywa i w sumie jak odwalisz coś takim samochodem, to zaraz będziesz na "Stop Chamie", bo to, co się czasem pojawia na takich wrzutkach właśnie, na jakichś "Piratach drogowych", to jest jakiś skandal, nie? Zwykłe zachowania, a trafia to do internetu - stwierdził.

Sonda
Czy mandaty dla piratów drogowych powinny być jeszcze wyższe?

Jak ustalił "Fakt", 26-latek podsumował tę wypowiedź słowami: "także trochę stresik". Mogło to wskazywać na strach przed upublicznieniem jego wyczynów za kółkiem. Działania, które Hubert B. uznawał za "zwykłe zachowania", w rzeczywistości nierzadko stanowiły łamanie przepisów, a nawet poważniejsze przewinienia. Co jeszcze wiadomo o śledztwie?

Śledczy liczą na dane z "czarnej skrzynki" w aucie Huberta B.

Według informacji przekazanych przez śledczych, 26-latek siedzący za kierownicą Volkswagena Golfa utracił kontrolę nad autem. Prokuratura uważa, że powodem była zbyt wysoka prędkość. Mężczyzna jechał z prędkością około 70 km/h, co o 50 km/h przekraczało dopuszczalny w tamtym miejscu limit. Auto zjechało z trasy i uderzyło w rodziców spacerujących z niemowlakiem. Obecnie prokuratura oczekuje na wyniki analiz ekspertów powołanych w tej sprawie. Mają oni odtworzyć dokładny przebieg wypadku. Kluczowa będzie analiza tak zwanej "czarnej skrzynki" znajdującej się w volkswagenie. To urządzenie pozwoli dokładnie określić prędkość, z jaką poruszał się pojazd, a także zachowanie kierującego, w tym ewentualne próby hamowania czy wykonywane manewry. Postępowanie jest w toku i może jeszcze potrwać.

Hubertowi B. grozi do ośmiu lat więzienia.

Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza