- Sportowy Volkswagen Golf został odebrany z salonu dealerskiego dokładnie cztery tygodnie przed tym tragicznym w skutkach zdarzeniem.
- Maszyna w specyfikacji fabrycznej dysponowała mocą 333 KM, jednak właściciel zdecydował się ją zmodyfikować do 400 KM.
- Jak ustalili funkcjonariusze prowadzący śledztwo, kierujący pojazdem poruszał się z prędkością blisko 70 km/h na odcinku drogi z ograniczeniem do 30 km/h.
Hubert B. chwalił się sportowym autem. Zabił małżeństwo w Krakowie
26-letni Hubert B. został w poniedziałek doprowadzony do krakowskiej prokuratury. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym może mu grozić kara do 8 lat więzienia.
Sportowy Golf trafił do Huberta B. z Piaseczna (woj. mazowieckie) zaledwie miesiąc przed tragedią. Mężczyzna nie krył wtedy swojej radości. W mediach społecznościowych zamieścił wpis, w którym zachwycał się nowym samochodem.
- A dziś mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumny (...) dziś odebrałem swojego VW Golfa 8,5 R, który spełnia wszystkie moje oczekiwania, a do tego będzie idealnym współpracownikiem w moich planach - pisał. Według informacji przekazanych przez śledczych samochód miał fabrycznie 333 KM, a jego moc została zwiększona do około 400 KM.
- Takim autem trzeba umieć jeździć - oceniają eksperci.
Jechał ponad dwa razy szybciej niż pozwalały przepisy
Ustalenia śledczych wskazują, że Hubert B. poruszał się z prędkością około 70 km/h, choć na ulicy obowiązywało ograniczenie do 30 km/h. W sobotni wieczór nawierzchnia była dodatkowo mokra po deszczu. Około godz. 17.40 Volkswagen miał wpaść w poślizg, zjechać na chodnik i uderzyć w rodzinę. Samochód zatrzymał się dopiero na trawiastej skarpie.
Rodzice nie żyją, ich synek został sam
32-letni mężczyzna i jego żona zostali ciężko ranni. Mimo pomocy ratowników i lekarzy oboje zmarli. Ich 8-miesięczny synek przeżył wypadek, ale został ranny i trafił do szpitala.
W chwili tragedii Hubert B. nie podróżował sam. W Golfie znajdowały się jeszcze trzy osoby: dwie kobiety i mężczyzna. Cała czwórka przyjechała do Krakowa na weekend. Przed wypadkiem mieli zjeść kolację, a następnie wybrać się samochodem nad Wisłę.