Tradycja pod znakiem zapytania w Krakowie
Stoiska z kwiatami pod Kościołem Mariackim to równie rozpoznawalny element Krakowa, co Wawel czy Sukiennice. Kobiety spod słynnych parasoli witały bukietami głowy państw, w tym papieży oraz brytyjskiego monarchę Karola. Obecnie prowadzenie tego fachu opiera się bardziej na podtrzymywaniu lokalnego dziedzictwa niż na generowaniu dużych zysków. Przedstawicielki tego tradycyjnego fachu z żalem przyznają, że stają przed widmem końca wieloletniej historii ich stoisk w centrum miasta.
Polecany artykuł:
„To praca wręcz pokoleniowa. Kwiaty sprzedała babcia, potem mama, a teraz zajmują się tym dzieci” - mówi w rozmowie z Super Expressem jedna z kwiaciarek.
„Kiedyś mężczyźni chętniej kupowali kwiaty kobietom, niż teraz. Ostatnio nawet widzieliśmy jak chłopiec oświadczył się dziewczynie tu na Rynku. Miał pierścionek, ale kwiatów nie miał. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Podobnie jest na Dzień Kobiet. Kwiatów sprzedaje się mniej. Turyści ich nie kupują, bo do walizki sobie ich nie spakują” - dodaje Bernada Tarka, która kwiaty sprzedaje od 36 lat.
Nowy przetarg na Rynku Głównym wyprze dawny biznes
Do tej pory sprzedaż kwiatów na Rynku była pracą wręcz dziedziczną. Przechodziła z pokolenia na pokolenie. Teraz ma się to zmienić! Do tej pory kwiaciarki prowadziły swoją działalność na podstawie umowy bezprzetargowej, podpisywały ją raz na trzy lata. Teraz urzędnicy ogłosili, że odbędzie się przetarg, do którego mogą stanąć wszyscy chętni.
Wprowadzenie rynkowej rywalizacji oznacza bezpośrednie ryzyko zakończenia działalności dla obecnych sprzedawczyń. Na przestrzeni lat liczba charakterystycznych punktów drastycznie spadła, z dwudziestu jeden do zaledwie sześciu funkcjonujących obecnie stanowisk. Warto zaznaczyć, że oficjalne porozumienia z krakowskim samorządem straciły ważność cztery lata temu. Dziś kobiety handlują roślinami w oparciu o tymczasową zgodę bezumowną, która obowiązuje jedynie do wiosny 2026 roku.
„Chciałybyśmy, aby nic się nie zmieniło, abyśmy mogły sprzedawać kwiaty na zasadach jak do tej pory” - mówi pani Bernada.