Koszmar 10-letniej Laury po powrocie ze szkoły. Wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy

2026-05-05 13:40

Styczniowe popołudnie zapowiadało się zupełnie normalnie, gdy dziesięcioletnia Laura i jej brat po zakończeniu lekcji postanowili wrócić do domu autobusem. Dzieci na ogół pokonywały tę trasę na piechotę, jednak tym razem wybrały komunikację zbiorową, wysiadając na przystanku w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. Do pokonania pozostał im jedynie fragment jezdni, przez który musieli przejść. Właśnie w tym momencie rozegrał się koszmar, ponieważ w dziewczynkę wjechał masywny pojazd typu SUV, podczas gdy chłopcu w ostatniej chwili udało się uniknąć uderzenia.

Wypadek 10-letniej Laury pod Krakowem. Dziewczynka trafiła do kliniki Budzik

Jeszcze kilka tygodni temu Laura bawiła się z rówieśnikami, a obecnie jest całkowicie uzależniona od aparatury i pomocy medyków. Bezpośrednio po dramatycznym zdarzeniu, do przetransportowania 10-latki do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w krakowskim Prokocimiu zadysponowano śmigłowiec ratunkowy. Lekarze przekazali wówczas rodzicom najgorsze wieści, informując o uszkodzeniach mózgu oraz bezpośrednim zagrożeniu życia małej pacjentki. Diagnostyka wykazała u niej krwawienie podpajęczynówkowe, a ponadto rozległe stłuczenia nerek, jelit i wątroby oraz połamaną rękę. Dziewczynka nie zginęła pod kołami samochodu, jednak natychmiast zapadła w głęboki sen. Po upływie trzydziestu dni od wypadku przewieziono ją do warszawskiej kliniki Budzik, gdzie przebywa do teraz, nie potrafiąc samodzielnie przyjmować pokarmów ani wykonywać żadnych ruchów.

Przy łóżku poszkodowanej nieustannie, wymieniając się dyżurami, czuwają jej rodzice; dbają o higienę, podają jedzenie i zapewniają wsparcie emocjonalne. Spędzają w placówce całe doby. Mają ogromną wiarę w to, że ich pociecha odbiera bodźce z zewnątrz, nawet jeśli pozostaje uwięziona w ciele. Zwracają uwagę na najdrobniejszą mimikę 10-latki, upatrując w tym szans na poprawę, chociaż medycy proszą o zachowanie chłodnej głowy. Wiadomo już, że powrót do zdrowia będzie wymagał gigantycznych nakładów finansowych oraz pracy z wieloma ekspertami z dziedziny medycyny. O dramacie wypowiedział się na łamach "Super Expressu" ojciec dziewczynki, Bartłomiej Stus.

„Wierzymy, że córka się obudzi, ale wiemy, że to dopiero początek naszej drogi, walki o nią”

Zbiórka środków na dalsze leczenie i wsparcie medyczne 10-latki jest wciąż aktywna na platformie Siepomaga pod adresem: https://www.siepomaga.pl/laura-stus.

Brak chodników i ogromny ruch. Mieszkańcy alarmowali wcześniej

Okolica, w której potrącono dziecko, to charakteryzująca się zwartą zabudową wieś w okolicach stolicy Małopolski. Prowadzi przez nią niezwykle ciasny, wylany asfaltem odcinek, wykorzystywany każdego dnia przez około dziesięć tysięcy pojazdów, wliczając w to transport ciężki. Lokalna infrastruktura nie posiada żadnych pasów dla pieszych ani ciągów komunikacyjnych. Zlokalizowano tam wyłącznie wiaty autobusowe oraz znaki wymuszające jazdę z prędkością nieprzekraczającą 30 kilometrów na godzinę, co jest całkowicie ignorowane przez zmotoryzowanych. Kwestię bezpieczeństwa skomentowała w rozmowie jedna z osób mieszkających w pobliżu miejsca tragedii.

„Przystanek autobusowy, na którym wysiadły dzieci, to bardzo niebezpieczne miejsce. To, że dojdzie tu do tragedii było kwestią czasu”

Sprawca, który kierował pojazdem w momencie potrącenia 10-latki, złożył już zeznania przed organami ścigania, jednak śledczy na obecnym etapie nie sformułowali wobec niego oficjalnych zarzutów. Prokuratura nadzorująca to postępowanie zapowiedziała przeprowadzenie dokładnych oględzin miejsca zdarzenia oraz zaangażowanie specjalisty zajmującego się odtwarzaniem przebiegu wypadków komunikacyjnych.

Sonda
Czujesz się bezpieczny na polskich drogach?
Sąsiedzi widzieli Pawła Kozaneckiego pod domem