Miał przed sobą wielką przyszłość, zginął z rąk nastolatków. Tragiczna historia Michała Łyska

2026-07-31 10:08

Michał Łysek uchodził za nadzieję polskiej nauki, a jego postać wciąż jest obecna w pamięci społeczności Uniwersytetu Jagiellońskiego. Niestety, ambitne cele wybitnego studenta przerwał brutalny atak dwóch 15-latków. Podczas przejażdżki rowerowej napastnicy powalili go na ziemię, uderzając kijem bejsbolowym, a następnie skatowali. Bardzo łagodne wyroki dla nieletnich morderców wywołały powszechne oburzenie w społeczeństwie.

Michał Łysek, student piątego roku matematyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie skończył nawet 25 lat. Jego niezwykłe predyspozycje do nauk ścisłych uwidoczniły się już w latach szkolnych, kiedy triumfował w konkursach i olimpiadach. Szybko zdobył stypendium ministerialne, a następnie wyjechał na staż na prestiżowy Uniwersytet Oksfordzki. Otoczenie uważało go za matematycznego geniusza i pokładało w nim ogromne nadzieje na rozwój polskiej nauki. Był osobą bezkonfliktową, unikał kłótni i nie miał żadnych wrogów. Znajomi wspominali go jako młodzieńca niezwykle uzdolnionego, wyróżniającego się z tłumu. Niestety, tragiczny los sprawił, że na jego drodze pojawiło się dwóch agresywnych 15-latków, którzy dla własnej rozrywki zamienili jego życie w piekło.

15-latkowie pod wpływem alkoholu zapolowali na Michała Łyska

Dzień 14 marca 1997 roku Michał spędzał z bliskimi. Po obiedzie, który ugotował ojciec, przyjął w domu kolegę. Kiedy wizyta dobiegła końca, postanowił odprowadzić go do jego mieszkania. Po kilku godzinach, około 19:00, wsiadł na rower i ruszył w stronę swojego domu. Jazda na rowerze była jego pasją, o czym przypominała rodzina, opowiadając o jego dawnej, podzielonej na etapy podróży z Krakowa do Paryża. W stolicy Francji poznał dziewczynę, którą zamierzał przedstawić rodzicom. Interesował się także poezją, sam pisał wiersze, tłumaczył teksty zagranicznych utworów muzycznych i pasjonował się fotografią, udowadniając, że jego zainteresowania wykraczają poza matematykę i fizykę. Dzielił się ze znajomymi radością z nadchodzących perspektyw, planując ukończenie studiów i rozpoczęcie doktoratu. Wszystkie te marzenia zniweczyło spotkanie z dwoma 15-latkami, uczniami nowohuckiego technikum, do którego doszło przy ulicy Do Wilgi w Krakowie.

Tego dnia Wojciech K. i Paweł T. spożywali alkohol. Zdołali kupić kilka piw, co mogło być wynikiem pomocy kogoś dorosłego lub braku kontroli wieku w sklepie. Pijani nastolatkowie kręcili się po okolicy, dzierżąc w ręku butelki z alkoholem oraz kij bejsbolowy, szukając okazji do zniszczenia mienia. Wtedy nikt nie przypuszczał, że ich agresja skieruje się na żywego człowieka, przypadkowego rowerzystę, który po prostu wracał do domu.

Z ówczesnych informacji policyjnych wynikało, że młodzi napastnicy planowali najpierw atak na kobietę, która szczęśliwie zdołała schronić się w pobliżu. Zapewne nie zdawała sobie sprawy z ogromnego niebezpieczeństwa, jakiego uniknęła. Wkrótce potem na ich drodze pojawił się Michał Łysek jadący na rowerze. 15-latkowie uznali go za łatwą zdobycz. Gdy tylko znalazł się w zasięgu, z impetem strącili go na ziemię. Następnie z brutalnością uderzali w jego głowę kijem bejsbolowym. Nie znali swojej ofiary, nie zamienili z nim słowa, ich zamiarem była jedynie brutalna "zabawa" i wyładowanie agresji. W trakcie, gdy Paweł T. katował studenta, Wojciech K. ubezpieczał okolicę. Po dokonaniu aktu przemocy, oprawcy oddalili się, zostawiając ciężko rannego mężczyznę bez pomocy.

Mimo brutalnego ataku, 25-latek pozostał przy życiu. Nie straciwszy przytomności, podniósł się i wyczerpany zdołał dotrzeć do swojego bloku, oddalonego o kilkaset metrów. Ojciec Michała, pan Aleksander, doskonale zapamiętał tę tragiczną chwilę, wspominając, że usłyszał od syna, iż ten został napadnięty. Mężczyzna krwawił i był wyczerpany. Rodzina natychmiast wezwała pomoc medyczną, jednak przed przyjazdem pogotowia Michał stracił przytomność, z której już nigdy się nie wybudził. Po dwudniowej walce w szpitalu Michał Łysek zmarł.

Sonda
Czy w Polsce powinna obowiązywać KARA ŚMIERCI?

„Przyszedłeś do domu, bo wiedziałeś, że tam będę, szukałeś mnie. Pewnie wierzyłeś, że tata Ci pomoże, że coś zrobi. A tata był kompletnie bezradny, całkowicie! Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to straszne uczucie: bezsilność. (...) Nawet gdy w łazience straciłeś przytomność, a ja podłożyłem Ci poduszkę pod głowę. I kiedy czekałem na pogotowie, a minuty wydawały się godzinami”

Powyższe słowa to fragment przejmującego listu opublikowanego w "Gazecie Krakowskiej" w 2016 roku, który napisał po tragedii pan Aleksander. Poruszająca forma tekstu sugerowała, że Michał odziedziczył po ojcu również talent literacki. List ten stał się swoistym, bolesnym pomnikiem dla tragicznie zmarłego syna.

Jak wynikało z informacji przekazanych przez funkcjonariuszy prowadzących dochodzenie, napastnicy tłumaczyli, że ich celem było jedynie "wyszalenie się". Podobne oświadczenie padło podczas ich pierwszych zeznań w policyjnej izbie dziecka. Jednakże, kiedy poproszono ich o wypełnienie ankiet i podanie przyczyn agresji, oddali formularze bez żadnych wpisów i od tamtego momentu zamilkli.

Dziennikarz ustalił sprawców napaści na Michała Łyska. Odmówił nagrody

Przed schwytaniem 15-latków w 1997 r., policja prowadziła zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Ministerstwo Sprawiedliwości zaoferowało nawet nagrodę za informacje prowadzące do ujęcia sprawców. Mimo to, nastolatkowie unikali aresztowania, dopóki Mirosław Koźmin, dziennikarz „Super Expressu”, nie zdobył informacji o sprawcach zbrodni za pomocą własnych kontaktów. Dowiedział się o dwóch nastolatkach, którzy w szkole opowiadali kolegom o dokonaniu brutalnego pobicia. Sami nie zdawali sobie sprawy, że ich ofiara zmarła, chwalili się jedynie „niezłym pobiciem bejsbolem jakiegoś długowłosego”. Odnosiło się to do specyficznej fryzury Michała, która go wyróżniała.

Dziennikarz udostępnił swoje informacje policjantom, a oni podjęli działania w oparciu o te wskazówki. Zmarły Mirosław Koźmin zatelefonował do rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, Dariusza Nowaka, przekazując mu personalia morderców. Odmówił przyjęcia nagrody pieniężnej, a jego informacje pochodziły bezpośrednio ze środowiska szkolnego obu oprawców.

Dochodzenie dziennikarskie okazało się bardziej owocne niż praca policji. Po zatrzymaniu 15-latków potwierdzono, że to oni byli odpowiedzialni za morderstwo. W międzyczasie, kilka dni po tragedii, odbył się w Krakowie Marsz Milczenia, będący sprzeciwem wobec przemocy. Wzięło w nim udział ponad 50 tysięcy osób, czyniąc go jednym z największych protestów w Polsce w tamtym okresie. Pogrzeb Michała również zgromadził ogromne tłumy, pragnące pożegnać utalentowanego studenta.

Paweł T. i Wojciech K. byli sądzeni przed sądem rodzinnym. Wyrok zapadł 30 stycznia 1998 roku. Sąd Rejonowy Wydziału Rodzinnego i dla Nieletnich dla Krakowa Podgórza uzasadnił, że sprawcy współpracowali, mieli zamiar zaatakować, podzielili się rolami, szukali ofiary i planowali ukrycie dowodów. Chociaż nie mieli bezpośredniego zamiaru morderstwa, musieli zdawać sobie sprawę z potencjalnie śmiertelnych konsekwencji użycia kija bejsbolowego.

Sąd skazał 15-latków na stosunkowo krótki pobyt w zakładzie poprawczym, co wywołało ogromne wzburzenie opinii publicznej. Zorganizowano protesty przeciwko zbyt pobłażliwej karze, jednakże ówczesne przepisy nie pozwalały na surowsze ukaranie tak młodych sprawców. Ironią losu, ta sprawa zainicjowała zmianę w prawie, a kodeks karny został znowelizowany już w następnym roku.

W tym przypadku sprawiedliwość nie została jednak wymierzona. Co więcej, nastoletni mordercy nie zdobyli się na przeprosiny wobec rodziny Michała i nie okazali żadnej żalu z powodu swojego czynu. Ich postawa wskazywała na to, że morderstwo traktowali jako element zmyślonej przez siebie gry.

„Budzę się i zasypiam z myślą o tym, co się stało. Nie ma na to lekarstwa. Zostałem skazany na dożywocie. A mordercy? Oni już chodzą na wolności, nie ponieśli prawdziwej kary. Byli nieletni. Wiem, że jeden z nich się ożenił, założył rodzinę. Ty też tak mogłeś”

Napisał ojciec zabitego chłopaka w liście opublikowanym przez „Gazetę Krakowską”.

Zabójcy Michała Łyska na wolności. Ojciec studenta nie krył rozgoryczenia

Wojciech K. odzyskał wolność w maju 2002 roku, a wkrótce po nim zakład poprawczy opuścił Paweł T., zwolniony przedterminowo na prośbę bliskich. Pan Aleksander, ojciec Michała, wyraził swoje oburzenie tym faktem, uznając wniosek o zwolnienie za pozbawiony przyzwoitości i równoznaczny z obrazą pamięci syna, pięć lat po zbrodni. Mordercy otrzymali szansę na nowe życie w wieku 21 lat, odzyskując wolność. Tę samą szansę, którą brutalnie odebrali Michałowi. Ojciec ofiary, w rozmowie z reporterką „Super Expressu” Anitą Leszaj podkreślał, że nigdy nie wybaczył napastnikom, którzy ani nie poprosili o wybaczenie, ani nie okazali skruchy. Kilka lat później pan Aleksander doświadczył kolejnej straty - w 2015 roku zmarła jego żona, pani Emilia, i została pochowana obok syna na krakowskim Cmentarzu Batowickim.

Pamięć o zmarłym studencie wciąż jest żywa, a jego śmierć uratowała życie innym osobom. Organy Michała, w tym nerki, serce i twardówki oczu, zostały przekazane do transplantacji. Rodzina poinformowała, że ich syn zawsze pragnął w ten sposób pomóc potrzebującym.

Uniwersytet Jagielloński nie zapomniał o utalentowanym studencie. Z tej okazji ufundowano nagrodę dla wybitnego matematyka, wręczaną co roku w dniu rocznicy śmierci Michała. Profesor Wojciech Słomczyński wspominał zmarłego w 25. rocznicę tragedii, mówiąc, że zauważył jego niezwykłe zdolności już na początku trzeciego roku studiów i z radością objął nad nim opiekę naukową. Zaznaczył, że łączyła ich relacja nie tylko akademicka, ale i przyjacielska, oparta na szerokich horyzontach naukowych młodego chłopaka, wybiegających znacznie poza matematykę. Wspominał jego pasje, od rowerowych wypraw przez fotografię po muzykę, dodając, że Michał bardzo dużo czytał i tworzył wiersze oraz opowiadania. Opisywał go jako życzliwego i radosnego człowieka.

Planowano, że Michał obroni u niego pracę magisterską, a później podejmie studia doktoranckie i zacznie uczyć na uczelni. Według wspomnień profesora, tak wytyczyli wspólną drogę podczas ich ostatniego spotkania na krótko przed tragedią, ale przeznaczenie pokrzyżowało te zamiary. W 2023 r., z okazji 50. rocznicy urodzin Michała, władze uczelni zorganizowały niezwykle popularną wystawę poświęconą zmarłemu.

Mimo braku odpowiedniej kary dla morderców i poczucia niesprawiedliwości u rodziny, Michałowi Łyskowi w krótkim czasie udało się poruszyć serca wielu osób, dla których na zawsze pozostanie niezwykle ważną postacią.

Pokój Zbrodni - Michał Łysek