Spis treści
- Tragiczny finał poszukiwań w Oświęcimiu
- Ingebrigt G. uciekł do Danii z 5-letnią Mią po zamordowaniu Pameli w Oświęcimiu
- Ingebrigt G. znęcał się nad Pamelą i stracił prawa do córki. Motywem zbrodni w Oświęcimiu były alimenty?
- Pamela z Oświęcimia walczyła o relację Mii z ojcem. Ingebrigt G. odpowiedział morderstwem
- Ingebrigt G. walczy o zmianę wyroku. Zabójca z Oświęcimia trafi do norweskiego więzienia?
Tragiczny finał poszukiwań w Oświęcimiu
Koszmar rozpoczął się piątego listopada 2022 roku. Krótko po godzinie siedemnastej operator numeru alarmowego odebrał wstrząsający telefon od mieszkańca Oświęcimia, który w mieszkaniu odkrył zwłoki swojej dwudziestosześcioletniej córki. Ciało młodej kobiety nosiło wyraźne ślady brutalnego morderstwa. Na miejsce zdarzenia błyskawicznie skierowano policyjne patrole oraz prokuratora. Służby od razu zorientowały się, że w lokalu brakuje pięcioletniej córki ofiary, której ani dziadek, ani funkcjonariusze nie potrafili zlokalizować. Młodszy inspektor Sebastian Gleń z małopolskiej komendy informował wówczas o natychmiastowym starcie obławy za zaginionym dzieckiem i byłym partnerem ofiary. Nadzorujący śledztwo prokurator wydał też dyspozycję zabezpieczenia ciała 26-letniej Pameli celem przeprowadzenia szczegółowej sekcji zwłok.
Ingebrigt G. uciekł do Danii z 5-letnią Mią po zamordowaniu Pameli w Oświęcimiu
Analiza śladów zabezpieczonych w oświęcimskim mieszkaniu oraz zeznania okolicznych mieszkańców błyskawicznie nakierowały śledczych na ojca dziecka. Głównym podejrzanym o dokonanie morderstwa oraz uprowadzenie dziewczynki stał się dwudziestopięcioletni obywatel Norwegii, Ingebrigt G. Odpowiednie służby zdecydowały się na uruchomienie niezwykle rzadko stosowanego systemu Child Alert, co w tamtym czasie stanowiło zaledwie piąty taki przypadek na terenie naszego kraju. Wizerunek poszukiwanej pięciolatki o rudych włosach, uroczej buzi i wzroście stu trzydziestu czterech centymetrów zalał wszystkie komunikaty policyjne. Zakrojone na gigantyczną skalę poszukiwania podyktowane były realnym zagrożeniem życia dziecka, które znajdowało się w rękach niebezpiecznego napastnika.
Błyskawiczne działania mundurowych przyniosły oczekiwany skutek jeszcze przed nadejściem północy. Funkcjonariusze przekazali radosną nowinę o odnalezieniu całej i zdrowej pięciolatki. Przedstawiciele polskiej policji poinformowali w mediach społecznościowych o odwołaniu alarmu, dziękując jednocześnie za sprawne przekazywanie komunikatów, co pozwoliło duńskim funkcjonariuszom na zatrzymanie poszukiwanego pojazdu. Uciekający z Polski morderca wpadł ostatecznie w ręce policjantów w rejonie Kopenhagi. Dwudziestopięciolatek prowadzący samochód został natychmiast obezwładniony i przetransportowany do najbliższego aresztu, kończąc tym samym swoją desperacką ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości.
Dziadek ocalonej dziewczynki w rozmowie z portalem Wirtualna Polska opisywał dramatyczne chwile z tamtego feralnego wieczoru.
„– Nie dość, że moja córka została zamordowana, że to ja znalazłem jej ciało w mieszkaniu, to jeszcze miałem świadomość tego, że być może już nigdy nie zobaczę kochanej wnusi”
Pan Marek wyznał dziennikarzom Wirtualnej Polski, że spędził całe popołudnie i wieczór w budynku oświęcimskiej komendy powiatowej, czekając na jakiekolwiek wieści z prowadzonych działań operacyjnych. Śledczy na bieżąco informowali go o postępach w poszukiwaniach.
„Cały ten czas spędziłem w komendzie powiatowej w Oświęcimiu, na bieżąco byłem informowany o podjętych działaniach i ich rezultatach. Kiedy wróciłem do domu dotarła do mnie informacja o zatrzymaniu sprawcy porwania i odnalezieniu wnuczki. To była chwila zarówno ulgi jak i niewiadomej, co dalej”
Polskie organy ścigania błyskawicznie zainicjowały proces ekstradycyjny zatrzymanego obcokrajowca. Skomplikowane procedury międzynarodowe przebiegły w tym przypadku wręcz wzorowo. Tamtejszy sąd wydał prawomocną decyzję o przekazaniu podejrzanego zaledwie miesiąc po jego ujęciu, jeszcze przed nadejściem świąt Bożego Narodzenia. W rezultacie podejrzany o zbrodnię Norweg wrócił na terytorium naszego kraju zaledwie kilka dni przed sylwestrem.
Śledczy z Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu formalnie oskarżyli obcokrajowca o popełnienie zbrodni zabójstwa byłej partnerki oraz nielegalne uprowadzenie ich wspólnego dziecka. Równolegle do opinii publicznej trafiły makabryczne ustalenia z sekcji zwłok zamordowanej oświęcimianki. Z raportu medyków sądowych wynikało jasno, że dwudziestosześcioletnia kobieta zmarła z powodu masywnego krwotoku wywołanego licznymi ranami kłutymi i ciętymi w rejonie szyi. Rzecznik krakowskiej Prokuratury Okręgowej, Janusz Hnatko, oficjalnie potwierdził, co doprowadziło do tragicznego finału.
„– Sekcja zwłok potwierdziła, że obrażenia widoczne w czasie oględzin na miejscu zdarzenia były przyczyną zgonu ofiary. Kobieta zmarła w wyniku ran i spowodowanego przez nie krwawienia”
Rzecznik krakowskiej prokuratury dodał również, że tuż obok bezwładnego ciała ofiary technicy kryminalistyczni zabezpieczyli zakrwawione ostrze noża. To właśnie to narzędzie posłużyło sprawcy do brutalnego pozbawienia życia dwudziestosześcioletniej Pameli. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez Polską Agencję Prasową wynika z kolei, że młoda matka zaciekle broniła się przed swoim oprawcą. Świadczą o tym liczne ślady obrażeń obronnych ujawnione na jej ciele. Cały ten dramat najprawdopodobniej rozegrał się w obecności pięciolatki, która przebywała w mieszkaniu i z całą pewnością słyszała odgłosy śmiertelnej szamotaniny. Takie doświadczenie zostawi gigantyczną traumę, dlatego ocalała dziewczynka natychmiast trafiła pod skrzydła doświadczonych psychologów.
Ingebrigt G. znęcał się nad Pamelą i stracił prawa do córki. Motywem zbrodni w Oświęcimiu były alimenty?
Dziennikarskie śledztwa ujawniły mroczną przeszłość dwudziestopięciolatka, który już wcześniej stosował przemoc wobec Pameli podczas ich wspólnego życia w Norwegii. To właśnie te toksyczne zachowania zmusiły Polkę do ucieczki i powrotu do ojczyzny. Mężczyzna szybko znalazł nową partnerkę, którą według relacji również zaczął dręczyć, co ostatecznie doprowadziło do ograniczenia mu praw rodzicielskich wobec małej Mii. Skandynawscy reporterzy odkryli, że zaledwie kilka dni przed krwawą zbrodnią Ingebrigt rozsyłał rodzinie archiwalne fotografie z byłą ukochaną, tworząc fałszywy obraz rzekomej sielanki. Wersję o niestabilności emocjonalnej potwierdził jeden z dawnych sąsiadów, dodając, że bezpośrednim zapalnikiem do ataku mógł być sądowy pozew o wypłatę zaległych alimentów. Wszystkie te sensacyjne doniesienia trafiły pod lupę polskich śledczych. Oświęcimski sąd rodzinny zdecydował natomiast o powierzeniu tymczasowej opieki nad pięciolatką ojcu zamordowanej kobiety, który osobiście wyruszył do Danii po odbiór wnuczki.
Oświęcimianin opisywał w wywiadzie dla serwisu Wirtualna Polska, w jak tragicznym stanie odebrał przerażone dziecko z duńskiego ośrodka.
„– Miała na sobie jedynie piżamkę i bluzę dresową. Wszystkie ubrania, zabawki i książeczki wnuczki zostały w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii, a które to zostało zabezpieczone na potrzeby śledztwa. Nagle, sam nie wiem skąd i jak, w naszym domu pojawiły się nowe ubrania, zabawki i wszystko co było najbardziej potrzebne. Nawet nie pamiętam, czy podziękowałem za to tym wszystkim ludziom”
Pan Marek z ogromnym wzruszeniem wspominał nieprawdopodobną mobilizację sąsiadów, przyjaciół oraz zupełnie obcych ludzi, którzy ruszyli na pomoc poszkodowanej rodzinie. Zaangażowanie społeczności przerosło najśmielsze oczekiwania. Błyskawicznie uruchomiona zbiórka charytatywna w krótkim czasie przekroczyła barierę dwustu tysięcy złotych, a licznik wpłat wciąż rósł. Pieniądze miały stanowić finansowy fundament dla osieroconej dziewczynki i potężne odciążenie dla dojrzałego mężczyzny, któremu nagle przyszło zmierzyć się z samotnym wychowywaniem pięciolatki naznaczonej tak brutalną tragedią.
„- Mia już nigdy nie będzie mogła przytulić się do mamy, nigdy nie dostanie od niej całusa na dobranoc, mama już nigdy nie otrze jej łez z twarzy, nigdy nie będą się wspólnie śmiać. Każdy kolejny dzień jej życia, to jedynie wspomnienie wspólnych radosnych dni, wspólnych zabaw, bezpieczeństwa i stabilizacji, jaką wcześniej czuła”
Powyższy opis znalazł się na stronie internetowej utworzonej zbiórki pieniężnej, oddając ogrom dramatu małej dziewczynki. Pięćdziesięcioletni pan Marek wielokrotnie podkreślał swoją determinację i wiarę w to, że zdrowie pozwoli mu doprowadzić wnuczkę do pełnoletności. Co ciekawe, dziadek utrzymuje poprawne relacje z norweskimi rodzicami mordercy. Zrozpaczeni dziadkowie ze Skandynawii planowali nawet przylot na ceremonię pogrzebową Pameli, jednak zrezygnowali w obawie przed publicznym zlinczowaniem. Internetowi hejterzy wysyłali im bowiem groźby, zapominając, że rodzice nie ponoszą żadnej winy za zbrodnicze czyny swojego dorosłego syna.
Trzeciego stycznia 2023 roku podejrzany Norweg powrócił w eskorcie uzbrojonych policjantów na miejsce brutalnej zbrodni. Przed godziną szesnastą w oświęcimskim lokalu rozpoczęła się tajna wizja lokalna z udziałem techników kryminalistycznych i prokuratora, która toczyła się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Dziennikarze próbowali dowiedzieć się, czy obcokrajowiec przyznał się do zadawania śmiertelnych ciosów, jednak śledczy pilnowali tajemnicy postępowania. Prokurator Mariusz Słomka przekazał opinii publicznej zaledwie lakoniczny komunikat o wielogodzinnych czynnościach ze wsparciem tłumacza.
„- Czynności, z udziałem tłumacza, obrońcy i pełnomocnika pokrzywdzonej, trwały od godzin porannych aż do wieczora. Podejrzany złożył bardzo szczegółowe wyjaśnienia. Z uwagi na ich obszerność, jak też inne okoliczności, muszą one zostać poddane analizie i zweryfikowane”
Prokuratura konsekwentnie milczała na temat szczegółów motywacji oskarżonego, wskazując jedynie ogólnikowo na burzliwą przeszłość i zawiłe relacje między byłymi partnerami. Według śledczych w dniu morderstwa w mieszkaniu wybuchła gwałtowna kłótnia, w wyniku której porywczy napastnik złapał za kuchenny nóż i z zimną krwią zamordował matkę swojego dziecka.
Pamela z Oświęcimia walczyła o relację Mii z ojcem. Ingebrigt G. odpowiedział morderstwem
Dziennikarze portalu Onet, powołując się na rozmowę z ojcem zmarłej, przedstawili niezwykle krętą i trudną ścieżkę życiową zamordowanej dziewczyny. Wychowywana samotnie przez pana Marka, w wieku piętnastu lat musiała przenieść się do dziadków, gdy ten wyemigrował za chlebem do Norwegii. Częste odwiedziny w okolicach Bergen sprawiły, że młoda Polka zachwyciła się tamtejszym klimatem i ostatecznie zamieszkała ze swoim tatą na stałe. To właśnie w skandynawskiej szkole średniej jej drogi skrzyżowały się z Ingebrigtem. Mając dwadzieścia lat, zaszła w nieplanowaną ciążę, lecz z ogromnym zaangażowaniem połączyła macierzyństwo z kontynuacją edukacji. Niestety, Norweg nie sprawdził się w roli ojca: unikał podejmowania zatrudnienia, migał się od obowiązków przy noworodku i coraz częściej wybuchał niekontrolowanym gniewem. W obawie o własne bezpieczeństwo, Polka wyprowadziła się z mieszkania, pozostając jednak na terytorium Norwegii. Jej były partner przez długie miesiące całkowicie ignorował istnienie własnego dziecka. Sytuacja zmieniła się drastycznie, gdy dziewczyna postanowiła odwiedzić chorującą babcię w Polsce. Wtedy furiat zaczął grozić jej konsekwencjami prawnymi, kłamiąc norweskim służbom o rzekomym porwaniu córki. Tamtejsi śledczy szybko zorientowali się w kłamstwie i zamknęli sprawę, a przerażona Pamela podjęła decyzję o definitywnym pozostaniu w ojczyźnie.
Polskie organy sprawiedliwości błyskawicznie zawiesiły obcokrajowcowi prawa do opieki nad Mią, biorąc pod uwagę udokumentowane akty agresji i wysyłane groźby karalne. Z czasem emocje opadły, a młoda kobieta ułożyła sobie spokojne życie w Oświęcimiu. Problem pojawił się, gdy dorastająca dziewczynka zaczęła dopytywać o swojego biologicznego ojca. Według ustaleń Onetu, matka w trosce o rozwój psychiczny córki postanowiła wyciągnąć rękę na zgodę i zaprosiła Norwega do kraju. Chciała za wszelką cenę, aby mała miała kontakt z obojgiem rodziców.
Obcokrajowiec chętnie przystał na tę niespodziewaną propozycję, przywożąc do Polski nawet swoją matkę, by ta mogła poznać pięcioletnią wnuczkę. Początkowo nic nie zwiastowało nadchodzącego koszmaru: goście zachowywali się poprawnie, a agresor maskował swoje prawdziwe intencje. Po kilku dniach norweska babcia wróciła do Skandynawii sama, ponieważ mała Mia ubłagała ojca, aby ten jeszcze trochę u nich pomieszkał. Niedługo później doszło do tragedii. Wybuchła karczemna awantura, w trakcie której furiat sięgnął po nóż. Pan Marek w wywiadzie dla serwisu Onet przyznał, że początkowy brak kontaktu telefonicznego z córką nie wzbudził jego podejrzeń, gdyż rodzina planowała wycieczkę poza miasto.
„– Ale coś nie dawało mi spokoju. Zabrałem zapasowe klucze do mieszkania córki i poszedłem sprawdzić, co tam się dzieje. Domofon nie odpowiadał, otworzyłem więc kluczem drzwi do klatki. Wchodząc po schodach, z każdym krokiem czułem coraz większą obawę. Jednak nawet w największych koszmarach nie spodziewałem się zobaczyć tego, co zastałem w mieszkaniu”
Makabryczny widok w oświęcimskim lokalu całkowicie załamał mężczyznę, a morderstwo pozostawiło bliskich z dziesiątkami niewyjaśnionych pytań. Ruszający w grudniu 2023 roku proces sądowy nie przyniósł opinii publicznej satysfakcjonujących odpowiedzi. Sędziowie, kierując się interesem skrzywdzonej pięciolatki oraz rodziny zmarłej, utajnili cały przebieg rozpraw. Wiadomo jedynie, że w kwietniu 2025 roku krakowski Sąd Okręgowy skazał mordercę na karę dożywotniego pozbawienia wolności, dorzucając do tego nakaz wypłaty czterystu tysięcy złotych zadośćuczynienia po połowie dla córki i ojca zamordowanej oświęcimianki.
Ingebrigt G. walczy o zmianę wyroku. Zabójca z Oświęcimia trafi do norweskiego więzienia?
Rodzina zmarłej oświęcimianki z trudem próbowała poskładać swoje roztrzaskane życie w nowej, brutalnej rzeczywistości. Zadane rany nigdy nie znikną, zwłaszcza z psychiki małej dziewczynki, która na własne oczy widziała koniec swojej matki. Jak się jednak okazało, norweski oprawca wcale nie zamierza potulnie odsiadywać zasądzonej kary. W lutym 2026 roku Polska Agencja Prasowa ujawniła informację o wniesieniu obszernej apelacji przez adwokata skazanego. Obrońca uderzył w wyrok pierwszej instancji, zarzucając krakowskim sędziom rażące błędy w ocenie zebranego materiału dowodowego. Prawnik zażądał diametralnej zmiany orzeczenia: całkowitego uniewinnienia od zarzutu porwania dziecka (argumentując to faktem bycia ojcem, mimo ograniczonych praw) oraz gigantycznej redukcji kary za samo zabójstwo. Pisma procesowe jasno wskazywały na chęć rozpoczęcia całej sądowej batalii od samego początku.
Zespół adwokacki reprezentujący mordercę przekonuje krakowski sąd apelacyjny o posiadaniu zupełnie nowych, rewolucyjnych dowodów w tej wstrząsającej sprawie. Złożone wnioski mają umożliwić prezentację tych niejawnych materiałów na sali rozpraw. Do tego momentu obrona nie zdradziła żadnych konkretów dotyczących owych rewelacji. Termin kluczowej wokandy wyznaczono na dwudziestego pierwszego maja 2026 roku. Dopiero wtedy opinia publiczna dowie się, czy Sąd Apelacyjny w Krakowie podtrzyma bezwzględną izolację agresora, czy ulegnie argumentacji prawników.
Nierozstrzygnięta pozostaje również kluczowa kwestia miejsca odbywania kary przez zatrzymanego obcokrajowca. Po ewentualnym uprawomocnieniu się krakowskiego wyroku skazany zyska prawo do złożenia wniosku o transfer do norweskiego zakładu karnego. Taki ruch to czysta kalkulacja, ponieważ w praktyce oznacza radykalne skrócenie czasu spędzonego za kratami. Sędzia Maciej Czajka z Sądu Okręgowego w Krakowie tłumaczył na specjalnej konferencji prasowej zawiłości międzynarodowego prawa.
„– Rozstrzygnięcia odbywają się na szczeblu ministerstw sprawiedliwości w Polsce oraz w Norwegii”
Sędzia podkreślił, że Skandynawia znajduje się poza strukturami Unii Europejskiej, co zmusza rządy do opierania się na wytycznych konwencji strasburskiej z 1983 roku. Dokument ten nakazuje stronie norweskiej dostosowanie polskiego wyroku do ich wewnętrznych przepisów. Ponieważ norweski kodeks karny nie przewiduje klasycznego dożywocia (maksymalnie trzydzieści lat tylko dla terrorystów), wyrok mordercy z Oświęcimia uległby automatycznej redukcji do zaledwie dwudziestu jeden lat pozbawienia wolności. Adwokaci zatrzymanego z całą pewnością wykorzystają ten wytrych, aby ich klient jak najszybciej opuścił mury więzienia.
Przyszłość norweskiego oprawcy wciąż pozostaje pod wielkim znakiem zapytania. Sędzia Maciej Czajka zaznaczył, że skomplikowane negocjacje międzynarodowe pochłaniają zazwyczaj ponad rok, a biurokratyczna machina urzędnicza ciągle przetwarza stosowne dokumenty.