Kiedy krakowskie kwiaciarki znikną z Rynku Głównego? Termin został przesunięty
Sytuacja osób sprzedających kwiaty na krakowskim Rynku Głównym od miesięcy budzi spore emocje. Choć pierwotnie zmiany miały wejść w życie szybciej, urzędnicy zdecydowali się odroczyć wprowadzenie nowych zasad do 31 stycznia 2027 roku. Dla handlujących nie jest to jednak rozwiązanie problemu, a jedynie odsunięcie go w czasie. Kluczową zmianą ma być wprowadzenie publicznego przetargu, który wyłoni osoby uprawnione do prowadzenia stoisk. Dotychczasowi sprzedawcy obawiają się, że nowe przepisy zniszczą wieloletnią tradycję, która wpisała się w krajobraz miasta.
Było spotkanie w Urzędzie Miasta. Otrzymaliśmy informację, że do końca stycznia 2027 możemy handlować na Rynku. Tak naprawdę, czy to będzie styczeń, czy listopad, nie ma dla nas znaczenia, bo jest to już zima. [...] Nie dostaliśmy żadnych informacji odnośnie zmian, że kwiaciarki pozostaną na Rynku i tradycja będzie dalej kontynuowana. Tylko przedłużono nam możliwość kontynuacji naszej działalności. I później koniec. Nie ma żadnych wytycznych co dalej. Nie wiemy czy przetrwamy, czy ta tradycja przetrwa. Póki co dalej jest ta sama forma, że będzie przetarg. W jakiej formie też nikt dalej nic nie wie. Kto będzie później po nas, bo zakładamy, że my tego przetargu nie wygramy. I będzie koniec tradycji, szczerze mówiąc – powiedział Rafał Dudek, przedstawiciel krakowskich kwiaciarek.
Obecnie na płycie Rynku Głównego działa sześć stanowisk z kwiatami. Każde z nich jest prowadzone przez inną rodzinę, a fach często przechodzi z rąk do rąk przez kilka pokoleń. Dla tych ludzi kwiaty to nie tylko towar, ale sposób na życie i dziedzictwo, którego nie da się łatwo zastąpić nowymi podmiotami wyłonionymi w drodze przetargu.
Dlaczego miasto chce zmienić zasady dla kwiaciarek? Urząd czeka na decyzję konserwatora
Przedstawiciele magistratu tłumaczą, że głównym powodem przesunięcia terminu wdrożenia nowych zasad są trwające prace nad nowym wyglądem stanowisk handlowych. Miasto chce, aby stoiska były bardziej estetyczne i pasowały do zabytkowego charakteru Rynku Głównego. W tym celu prowadzone są rozmowy z Małopolskim Konserwatorem Zabytków. Dopóki nie będzie oficjalnych wytycznych dotyczących wyglądu mebli miejskich, urzędnicy nie mogą sfinalizować regulaminu udostępniania tych miejsc.
Powodem, dla którego przedłużone zostały zasady udostępniania stoisk kwiaciarek, są rozmowy dotyczące wyglądu i charakteru tych stoisk. W chwili obecnej czekamy na uzgodnienia z Małopolskim Konserwatorem Zabytków. Bez tych uzgodnień i bez ustalonego kształtu stanowisk nie jesteśmy w stanie wypracować ostatecznego – wyjaśniła Paulina Topel-Walczykiewicz, dyrektorka Departamentu Spraw Obywatelskich.
Urzędnicy podkreślają, że chcą pogodzić kilka różnych interesów. Z jednej strony ważna jest estetyka miasta, z drugiej potrzeby mieszkańców i turystów, a z trzeciej walory praktyczne. Stoiska muszą być funkcjonalne, aby praca przy kwiatach, często w trudnych warunkach pogodowych, była dla kwiaciarek komfortowa. Do czasu ustalenia tych szczegółów sprzedawcy korzystają z przestrzeni Rynku na zasadzie bezumownego korzystania z gruntu.
Czy tradycja krakowskich kwiaciarek przetrwa? Sprzedawcy liczą na pomoc prezydenta
Dla mieszkańców i turystów krakowskie kwiaciarki to symbol miasta, porównywalny z obwarzankiem czy hejnałem z Wieży Mariackiej. Handlujący podkreślają, że ich praca jest doceniana przez ludzi, o czym świadczą liczne głosy wsparcia w mediach społecznościowych oraz codzienne rozmowy z klientami. Kwiaciarki zaznaczają swoją apolityczność i przypominają, że były obecne na Rynku przez dziesięciolecia, niezależnie od panującego ustroju czy sytuacji politycznej w kraju. Teraz apelują do władz miasta o wsparcie, jakie otrzymywały od poprzednich włodarzy Krakowa.
Kwiaciarki są absolutnie apolityczne. Kwiaciarki były podczas komuny, podczas wojny, podczas różnych frakcji politycznych. [...] Głos rozsądku ze strony urzędników, bo też przecież oni są z mieszkańcami Krakowa i też powinni liczyć się z tym, że mieszkańcy jednak te kwiaciarki chcą, co widać po opisach na mediach społecznościowych, po głosach ludzi, mieszkańców i klientów, którzy do nas przychodzą, że chcą te kwiaciarki, że tam jedna pani pisała, że tutaj na rynku krakowskim miała randkę i dostała pierwszego kwiatka w swoim życiu od chłopaka. To są rzeczy, których się nie zapomina. Kraków kojarzy się z obwarzankiem i kwiaciarkami na rynku, więc to tylko my możemy jako ci dziedziczący tę tradycję po naszych rodzicach, po naszych dziadkach, pradziadkach. My ją po prostu znamy od podszewki. Nikt inny po nas tego tak zrobić nie będzie potrafił – mówił Rafał Dudek.
Sprzedawcy kwiatów liczą na to, że błędy w przygotowanych wcześniej uchwałach zostaną naprawione. Chcą mieć pewność, że ich rodzinne firmy nie znikną z mapy Krakowa z dnia na dzień po ogłoszeniu wyników przetargu. Na ten moment jednak przyszłość tradycyjnego handlu kwiatami po 2027 roku wciąż pozostaje pod znakiem zapytania.