Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa. Wiadomo ile zapłacą mieszkańcy

2026-04-24 4:00

Organizacja głosowania nad odwołaniem Aleksandra Miszalskiego pochłonie 4 miliony złotych z miejskiej kasy. Radni muszą teraz przegłosować zmiany w budżecie, aby zapewnić pieniądze na ten cel. Choć kwota wydaje się wysoka, przedstawiciele miasta przekonują, że w skali całego budżetu nie jest to wielki wydatek.

Aleksander Miszalski

i

Autor: Artur Szczepanski/ Reporter

Ile kosztuje referendum w Krakowie? Miasto musi znaleźć miliony złotych

W Krakowie trwają przygotowania do referendum, w którym mieszkańcy zdecydują, czy chcą odwołania obecnego prezydenta, Aleksandra Miszalskiego. Głosowanie to nie tylko sprawa polityczna, ale też spore wyzwanie finansowe dla miasta. Urzędnicy wyliczyli, że na zorganizowanie całego procesu potrzeba dokładnie 4 miliony złotych. Pieniądze te muszą zostać zapisane w budżecie przez radnych, bo bez nich przeprowadzenie referendum byłoby niemożliwe. Co ciekawe, fundusze te nie zostaną zabrane z konkretnych inwestycji, ale mają pochodzić z nadwyżki uzyskanej dzięki zwrotom podatku VAT.

To są środki wolne, pochodzące ze zwrotu z VAT-u. To nie są środki z konkretnego zadania, ale środki stanowiące konkretny dochód miasta Krakowa, które mogłyby być również przeznaczone na inny cel. W związku z tym, że mieszkańcy zebrali odpowiednią ilość podpisów, a komisarz ogłosił referendum, wówczas obowiązkiem gminy jest zabezpieczenie tych środków – wyjaśnił Antoni Fryczek, sekretarz miasta Krakowa.

Jeśli radni miejscy nie zgodziliby się na wprowadzenie poprawek w budżecie, prezydent i tak musiałby znaleźć te pieniądze. W takiej sytuacji fundusze zostałyby pobrane z tak zwanej rezerwy ogólnej, czyli pieniędzy odłożonych na nieprzewidziane sytuacje, aby uniknąć problemów prawnych związanych z niedopełnieniem obowiązków.

Dlaczego radni muszą zapłacić za referendum? Tomasz Leśniak i Michał Drewnicki komentują wydatki

Wśród krakowskich polityków zdania na temat zasadności wydawania 4 milionów złotych na referendum są podzielone. Tomasz Leśniak, radny Lewicy, przyznaje, że miasto po prostu nie ma wyjścia i musi opłacić głosowanie, bo takie są terminy i prawo. Jednocześnie zaznacza, że same koszty to najmniejszy problem. Według niego referendum może stać się paliwem dla polityków skrajnej prawicy, którzy do tej pory nie radzili sobie najlepiej w wyborach w dużych miastach. Obawia się, że zamieszanie wokół odwołania prezydenta może przynieść Konfederacji dodatkowe mandaty w Radzie Miasta.

Oczywiście popieramy zmiany w budżecie, gdyż jesteśmy po prostu zobowiązani. Mamy termin referendum wyznaczony, trzeba je zorganizować. Ja akurat mam krytyczny stosunek do tego referendum, natomiast uważam, że koszt nie jest główny problem związanym z tą inicjatywą. [...] Dla mnie wiąże się z nim niebezpieczeństwo, że będzie to trochę taka fala wznosząca dla skrajnej prawicy – mówił Tomasz Leśniak w rozmowie z reporterką radia ESKA Kraków.

Zupełnie inaczej na sprawę patrzy radny Michał Drewnicki. Jego zdaniem demokracja zawsze kosztuje i nie wolno przeliczać prawa obywateli do wypowiedzi na pieniądze. Podkreśla, że skoro mieszkańcy zebrali podpisy i chcą ocenić pracę władzy, to obowiązkiem miasta jest im to umożliwić bez narzekania na koszty. Porównuje to do zwykłych wyborów samorządowych czy parlamentarnych, które odbywają się co kilka lat i również wymagają milionowych nakładów.

Demokracja kosztuje, władza kosztuje i dla mnie rzeczą oczywistą jest, że środki finansowe po prostu muszą być zagwarantowane, zresztą konstytucja i ustawy dają mieszkańcom, obywatelom pewne prawa. [...] 4 miliony w skali całego miasta to nie jest wielka kwota, a uważam, że jeżeli mieszkańcy chcą się wypowiedzieć na ten temat, złożyli podpisy, złożyli wniosek, to robienie z tego jakichkolwiek problemów jest moim zdaniem nieporozumieniem – stwierdził Michał Drewnicki.

Większość radnych zgadza się, że mimo różnych poglądów politycznych, kwestia sfinansowania referendum jest czystą formalnością, której trzeba dopełnić, aby uniknąć paraliżu organizacyjnego.

Czy 4 miliony złotych zrujnują budżet Krakowa? Łukasz Maślana porównuje wydatki do długu miasta

Dla zwykłego mieszkańca 4 miliony złotych to ogromna suma, ale w skali całego Krakowa, który dysponuje budżetem rzędu 8 miliardów złotych, sytuacja wygląda inaczej. Radny Łukasz Maślana zwraca uwagę na to, że miasto wydaje podobne kwoty na rzeczy, które nie zawsze budzą takie emocje. Jako przykład podał koszty wydawania i roznoszenia miejskiej gazetki. Co więcej, zestawił koszt referendum z gigantycznym zadłużeniem miasta, przez które Kraków musi płacić ogromne odsetki od zaciągniętych kredytów.

Te pieniądze są w budżecie. Mamy ogromny budżet, ośmiomiliardowy, w związku z tym znalezienie czterech milionów złotych na zorganizowanie demokratycznych narzędzi, jakimi jest między innymi referendum, nie powinno być problemem. [...] Kraków ma takie zadłużenie, w którym płaci rocznie 400 mln zł odsetek. Czyli koszt referendum to jest, można powiedzieć, 3 dni spłaty odsetek od kredytów, które Kraków zaciągnął – wyliczał Łukasz Maślana.

Takie porównanie ma uświadomić krakowianom, że organizacja głosowania nie wpłynie negatywnie na codzienne życie w mieście ani na planowane remonty czy inwestycje. Choć radni Koalicji Obywatelskiej podchodzą do wydatku z pewną rezerwą, wszystko wskazuje na to, że ostatecznie poprą zmiany w planie finansowym Krakowa.

Kraków Radio ESKA Google News

Zapłonęła w nim pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa. To jedno z najpiękniejszych miast w Małopolsce [GALERIA]

Prezydent Krakowa w obronie wyrzucanych przez zakon lokatorów