O zdarzeniu poinformował Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe turysta, który o godzinie 9:00 zmierzał na szczyt. Natychmiast rozpoczęto organizację akcji ratunkowej. Ze schroniska w Morskim Oku wyruszył ratownik dyżurny, a z centrali dołączyła do niego 14-osobowa grupa ratowników.
Warunki pogodowe były bardzo trudne. Ze względu na niski pułap chmur, w akcji ratunkowej nie mógł wziąć udziału śmigłowiec, co znacznie skomplikowało całą operację.
- Użyto drona, którym dostarczono poszkodowanemu pakiety grzewcze i śpiwór celem ochrony przed wychłodzeniem. Po dotarciu na miejsce ratowników okazało się, że snowboardzista ma uraz kończyny górnej i konieczny będzie transport w noszach SKED przy użyciu lin
- informuje Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Niestety, w trakcie kolejnych lotów ratunkowych doszło do nieoczekiwanych problemów technicznych. - W wyniku kolejnego z serii lotów ratunkowych dronem uległ on awarii i został uziemiony - przekazuje TOPR.
Mimo to ratownicy kontynuowali akcję, nie przerywając działań. To zdarzenie pokazuje, jak nieprzewidywalne i trudne potrafią być warunki w wysokich górach, nawet dla nowoczesnego sprzętu.
TOPR apeluje o rozwagę. To bardzo ważne!
Przy okazji tej trudnej akcji ratownicy TOPR wystosowali ważny apel do wszystkich turystów przebywających w górach. Obserwowanie akcji ratunkowej z bliska jest skrajnie niebezpieczne.
- Przy okazji chcielibyśmy prosić wszystkich turystów o zachowanie szczególnej ostrożności i nie zbliżanie się do miejsca przeprowadzania akcji ratunkowej
- apelują toprowcy.
Ratownicy podkreślają, że przebywanie w pobliżu może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla samych gapiów, ale też dla ratowników i osoby poszkodowanej.
- Luźne kamienie, praca wirnika śmigłowca itp. mogą być niebezpieczne, zatem jeszcze raz prosimy o rozwagę i zachowanie ostrożności
- podkreślają.