Spis treści
"Lewy" bez winy za śmierć "Człowieka". Zaskakująca decyzja krakowskiego sądu
Ponad dekadę trzeba było czekać na wyrok w sprawie jednego z najgłośniejszych aktów przemocy w polskim środowisku kibolskim, a jego finał budzi niemałe kontrowersje. Sąd w Krakowie zdecydował o uniewinnieniu Patryka L., znanego pod pseudonimem "Lewy", z zarzutu współudziału w brutalnym pozbawieniu życia Tomasza C. ps. "Człowiek". Wydarzenie to zapisało się w pamięci jako najbardziej makabryczne porachunki z udziałem zwaśnionych grup kibicowskich w naszym kraju.
Patryk L. był dziewiętnastą, a zarazem ostatnią osobą, która stanęła przed sądem w związku z tą tragedią. Pozostała osiemnastka usłyszała prawomocne wyroki już wcześniej, ponosząc konsekwencje swoich czynów w postaci kar pozbawienia wolności. Z tego powodu wtorkowa decyzja wymiaru sprawiedliwości wzbudziła szczególne zdziwienie.
Dramatyczne zdarzenia rozegrały się w styczniu 2011 roku. Tego dnia bojówka kiboli identyfikujących się z gangiem Sharksów ruszyła w miasto z konkretnym planem - zlokalizować Tomasza C. ps. "Człowiek", który w ich oczach stanowił czołową postać wrogiego obozu.
To, co nastąpiło później, stało się jednym z najmroczniejszych rozdziałów w aktach polskiej mafii. Według relacji śledczych, ofiara została osaczona i dosłownie zasypana uderzeniami, do których użyto niebezpiecznych narzędzi, w tym maczet, noży, a nawet wideł. Tomasz C., w desperackiej próbie ocalenia życia, próbował uciec oprawcom, szukając nawet schronienia w szoferce nadjeżdżającej śmieciarki. Niestety, pogoń zakończyła się dla niego tragicznie.
Przez długie lata organy ścigania rekonstruowały przebieg tej makabry, przesłuchując dziesiątki świadków i gromadząc obszerne dowody. Sprawa urosła do rangi symbolu bezlitosnych metod stosowanych przez zorganizowane grupy przestępcze wyrosłe na stadionowych trybunach.
Polecany artykuł:
Brak dowodów na udział "Lewego" w zbrodni. Sąd o wątpliwościach
Na liście zarzutów ciążących na Patryku L. znalazło się kilka punktów, z których najpoważniejszym było przyczynienie się do śmierci "Człowieka". Ostatecznie wymiar sprawiedliwości orzekł, że przedstawione dowody są niewystarczające, by przypisać oskarżonemu aktywny udział w tragicznych wydarzeniach z 2011 roku.
Jak argumentowała sędzia podczas ogłaszania wyroku, oskarżenie bazowało w dużej mierze na zeznaniach świadków, których rzetelność pozostawiała wiele do życzenia. Zdaniem orzekających, nie można skazać człowieka w oparciu o tak niejednoznaczne informacje, które nie potwierdzały bezspornie obecności i zaangażowania Patryka L. w lincz na Tomaszu C.
W konsekwencji "Lewy" został oczyszczony z najcięższego z zarzutów, jakie mu stawiano.
Mimo uniknięcia odpowiedzialności za udział w śmiertelnym pobiciu, wyrok nie jest dla oskarżonego całkowicie pomyślny. Sąd uznał go za winnego funkcjonowania w ramach zorganizowanej grupy przestępczej.
Za ten występek wymierzono mu karę 24 miesięcy pozbawienia wolności, z zastrzeżeniem, że czas spędzony dotychczas w areszcie tymczasowym zostanie wliczony w poczet tej kary.
Co warte odnotowania, Patryk L. nie pojawił się na sali rozpraw w momencie odczytywania sentencji wyroku.
Gang Sharksów odrzucił Patryka L. "Misiek uważał go za frajera"
Uzasadnienie sądu rzuciło również światło na niespodziewane kulisy funkcjonowania gangu Sharksów i pozycję, jaką zajmował w nim oskarżony. Z relacji przedstawionej przez sędzię wynika, że Patryk L. już blisko dekadę temu rozluźnił swoje relacje z przestępczą grupą.
Z akt sprawy wynika, że lider kibolskiej mafii, Robert M. ps. "Misiek", miał o "Lewym" jak najgorsze zdanie. Z ust sędzi padły nawet słowa, z których jasno wynikało, że szef gangu postrzegał Patryka L. jako mięczaka i "frajera, bo nie grypsował". Konsekwencją takiego postrzegania było ostateczne wyrzucenie go z przestępczych kręgów.
Informacja o degradacji i wykluczeniu oskarżonego ze środowiska kibolskiego była jednym z istotnych wątków analizowanych przez sąd w kontekście jego zaangażowania w działalność grupy.
Wtorkowe orzeczenie stawia kropkę nad "i" w wieloletnim procesie dotyczącym jednej z najbardziej wstrząsających spraw z udziałem stadionowych bandytów. Śmierć Tomasza C. przez długi czas gościła na pierwszych stronach gazet, bulwersując społeczeństwo. Po serii dochodzeń, rozpraw i skazań, los ostatniego z oskarżonych w tej makabrycznej zbrodni został wreszcie rozstrzygnięty.