Spis treści
Bogdan Bartnikowski był łącznikiem w Powstaniu Warszawskim. Trafił do obozu w Auschwitz
Historia życia Bogdana Bartnikowskiego, pisarza i pułkownika pilota, stanowi niezwykły dowód siły ducha oraz patriotyzmu. W trakcie Powstania Warszawskiego pełnił funkcję łącznika, działając w obwodzie Ochota pod pseudonimem „Mały”. Liczył wówczas ledwie 12 lat.
W sierpniu 1944 roku wraz z matką został przymusowo ewakuowany na teren obozu przejściowego na Zieleniaku. Stamtąd, przez Dulag 121 Pruszków, skierowano go do niemieckiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau. Przebywając w dziecięcym bloku nr 13, zetknął się z niewyobrażalnym okrucieństwem, jednak zdołał przetrwać. W styczniu 1945 roku wywieziono go w głąb Niemiec, gdzie pracował m.in. przy odgruzowywaniu zrujnowanego Berlina.
Po zakończeniu działań wojennych Bogdan Bartnikowski ukończył dęblińską szkołę lotniczą, zostając pilotem Wojska Polskiego i angażując się w pisarstwo. Jego książka „Dzieciństwo w pasiakach” stała się donośnym głosem ofiar II wojny światowej, a on sam z pełnym zaangażowaniem dbał o pamięć o losach więźniów obozów koncentracyjnych, zwłaszcza tych najmłodszych.
Po 20 latach powrócił do Auschwitz. Wyznał, że bał się przekroczyć bramę
Swoimi obozowymi doświadczeniami Bogdan Bartnikowski podzielił się podczas rozmowy w podcaście Cypriana Majchera. Kombatant przyznał otwarcie, że obozowa trauma z Auschwitz towarzyszyła mu przez wiele lat po zakończeniu wojny. Zapytany o swoją pierwszą powojenną wizytę w byłym obozie, odpowiedział wprost:
Po dwudziestu latach stanąłem przed bramą śmierci i bałem się przejść. Czy ja wejdę? Ale wszedłem i wyszedłem wiele razy. I jest to dla mnie przeżycie i ogromna satysfakcja, że jednak byłem w tym piekle, ale wyszedłem.
Powracając pamięcią do czasów Auschwitz, Bogdan Bartnikowski przywołał wstrząsające obozowe realia, w tym poruszającą opowieść o jednym z więźniów funkcyjnych.
Krwawy Olek to był kryminalista, Polak. Za morderstwa osądzony przez sądy te działające w Generalnej Guberni. Skierowany został do obozu koncentracyjnego. Tutaj on wyczuł sytuację, że pomagając Niemcom, to on ma dużo większe szanse na przeżycie. No to się wykazywał, chociażby bijąc. Wtedy, kiedy wiedział, że jest widziany przez esesmana. Zresztą esesman rzadko używał pałki, czy bata. On miał od tego więźniów. Tych właśnie kapo.
Podczas wywiadu Bogdan Bartnikowski powrócił także do wspomnień związanych z obozową wigilią.
Ci dorośli więźniowie czasem nam coś przywieźli. Czasem coś do jedzenia, trochę zupy, ale wigilia to był smutny dzień. Wspominało się wigilie domowe, bo przecież dziecko na święta czeka. Na to się czekało, a tutaj jest się samemu w gromadzie chłopaków.
Bogdan Bartnikowski opuścił Auschwitz niedługo przed ostatecznym wyzwoleniem obozu, trafiając następnie do Niemiec.
Udało się w sposób trochę niewiarygodny. Zostałem połączony w obozie razem z mamą. To była rzadkość. To była zdumiewająca jakaś decyzja tych hitlerowskich władz, że około 200 kobiet z Powstania Warszawskiego zostało połączonych ze swoimi dziećmi. I w czterech grupach około 100-osobowych, czyli 50 matek i 50 dzieci, ewakuowani do obozów pracy przymusowej, dosłownie na dwa tygodnie przed wyzwoleniem Auschwitz-Birkenau. Ja byłem w pierwszej takiej grupie. Byliśmy połączeni w łaźni i poszliśmy pod strażą esesmańską. Wychodziliśmy przez bramę. To była chwila szczęścia