Pomimo swojego wieku Ziarko szybko zaczął liczyć się zarówno na polskiej jak i międzynarodowej scenie wyścigowej - a już wkrótce przed nim pierwsze duże wyzwanie - czyli start w prestiżowej serii IAME Winter Cup w Walencji.
Olek Ruszkowski: Staszku, kiedy i jak zacząłeś jeździć na gokartach? Co sprawiło, że najbardziej Cię to wciągnęło?
Staś Ziarko: Zacząłem jeździć, kiedy miałem 7 lat - najpierw na gokartach halowych. Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Gdy miałem trzy lata, tata kupił mi kierownicę do konsoli i codziennie na niej jeździłem. Bardzo mnie to wciągnęło. Po kilku latach poszliśmy na gokarty i tata powiedział, że całkiem dobrze mi idzie, więc zobaczymy, co z tego będzie.
Mateusz Ziarko: Może to nie było do końca pedagogiczne, ale Staś od małego grał na kierownicy do konsoli. W pewnym momencie przestałem z nim wygrywać wyścigi, więc postanowiliśmy pójść na prawdziwe gokarty. Gdy zobaczyłem, że na gokarcie tandemowym to już nie ja kieruję, tylko on, zrobiliśmy kolejny krok. Zaczęliśmy treningi na hali z lokalnym trenerem. Po około półtora roku Staś zrobił licencję - to był wrzesień 2022 roku. Od sezonu 2023 zaczął już profesjonalne ściganie.
OR: Jak wyglądały pierwsze treningi i zawody? Pamiętasz swoje pierwsze podium?
SZ: Tak, pamiętam pierwsze podium. To był 2022 rok, zawody halowe - chyba trzecie albo czwarte w moim życiu. Potem postanowiliśmy spróbować sił w kartingu wyczynowym i tak to się potoczyło.
OR: Przejdźmy do teraźniejszości. Co czułeś, gdy dowiedziałeś się o powołaniu do kartingowej kadry narodowej?
SZ: To było bardzo duże zaskoczenie i ogromna radość. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tego. Ale z drugiej strony jeździłem na wysokim poziomie - w Akademii FIA czy w mistrzostwach Europy - i nie byłem na końcu stawki, tylko w jej środku, więc może jednak były jakieś szanse.
MZ: Warto zaznaczyć, że zasady powoływania do kadry są dwojakie. Zazwyczaj zawodnicy startują w kartingu krajowym - w Mistrzostwach Polski lub Pucharze Polski - i pierwsze trzy miejsca otrzymują powołanie automatycznie. Staś od dwóch lat ściga się głównie za granicą, więc ta ścieżka była dla niego zamknięta. PZM umożliwia jednak powołanie uznaniowe - za poziom sportowy prezentowany w międzynarodowych seriach. Do tej pory reprezentował Polskę nieoficjalnie. Teraz może jeździć z orzełkiem na piersi jako kadrowicz.
OR: Jak przygotowywałeś się do startu w Winter Cup w Walencji?
SZ: Dużo jeździłem na symulatorze. Poza tym pod koniec grudnia - od 27 do 30 - mieliśmy testy w Walencji. Trenowałem na silniku IAME oraz na silniku używanym w Mistrzostwach Polski.
MZ: Symulator ma naprawdę duże przełożenie - praktycznie 1:1. Tory są zagraniczne, nie mamy możliwości jeździć na nich co tydzień, więc symulator bardzo pomaga. Staś jeździ w szwajcarskim zespole Spirit Racing w seriach międzynarodowych, a w Polsce reprezentuje Bambini Racing. Pod koniec roku przeszedł z kategorii Mini do Junior - czyli z małej ramy na dużą - i to oznacza znacznie większe prędkości
OR: Jakie to są prędkości?
SZ: Na silniku IAME to około 115-120 km/h, a w kategorii Mistrzostw Polski - około 140 km/h.
OR: Nie ma strachu?
SZ: Już nie.
MZ: To jeden z bezpieczniejszych sportów, choć brzmi to dziwnie. Zawodnicy mają pełne zabezpieczenia - certyfikowany kask, kombinezon, ochraniacze, kołnierz na kark. Nie ma pasów bezpieczeństwa - i w tym przypadku to akurat zwiększa bezpieczeństwo. Staś miał w zeszłym roku w Walencji dachowanie przy dużej prędkości. Skończyło się złamanym nadgarstkiem, ale nic poważniejszego się nie stało. Po pierwszym wypadku rodzice przestają panikować.
OR: Jakie masz cele na ten sezon?
SZ: Wystartuję w Mistrzostwach Polski i w IAME Euro Series. To bardzo mocna seria - mistrzostwa Europy. Nie można zakładać od razu wygrywania, wszystko przychodzi stopniowo. W Walencji było bardzo dobrze - gdyby nie kolizja w trzecim hicie, mógłbym być około 36. miejsca.
OR: Czy Polska jest mocna w kartingu?
MZ: Infrastrukturalnie odstajemy od Europy Zachodniej. We Włoszech tor jest przy każdym większym mieście. W Polsce większość torów wyczynowych jest w centrum i na północy, a południe to głównie hale. Brakuje systemowego podejścia do budowania młodych sportowców.
OR: Masz swojego idola?
SZ: Tak - Max Verstappen. Cenię w nim agresję na torze i to, że robi swoje. Ma charakter.
OR: Panie Mateuszu - jaki jest największy atut Staszka?
MZ: Jest bardzo dojrzały. Poza torem to 11-latek, ale gdy zakłada kask, staje się bezkompromisowy - to jest diabeł na torze. Zawsze znajdzie lukę do wyprzedzania i wiem, że wie, co robi.
OR: Staszku, widzisz siebie kiedyś w Formule 1?
SZ: Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - tak.