Przypomnijmy, miejski rower zniknął z ulic Krakowa po tym, jak firma BikeU, operator systemu Wavelo zerwała umowę z miastem, urzędnicy mieli więc sporo czasu na przemyślenie zasad funkcjonowania nowego systemu i wydaje się, że nie był to czas zmarnowany.
Staramy się, żeby w styczniu zamknąć dialog techniczny, na przełomie stycznia i lutego ogłosić przetarg, dzięki czemu w marcu będziemy mogli poznać operatora. Liczymy, że bez odwołań, rower publiczny pojawi się w lipcu - wyjaśnia Marcin Wójcik z Zarządu Transportu Publicznego.
Marcin Wójcik dodaje, że tym razem miasto zrezygnuje z systemu długoletnich i kłopotliwych koncesji. Przyznaje, że całe postępowanie nieco się wydłużyło, bo na rynku pojawił się kolejny gracz.
Znany nam gracz, bo to jedna z firm oferujących elektryczne hulajnogi, która ma w swojej ofercie - choć nie u nas - także rower i to rower elektryczny, który można by wypożyczać na takich samych zasadach, jak hulajnogi - informuje.
Docelowo do dyspozycji krakowianek i krakowian ma być 3 tys. jednośladów.
Marcin Hyła ze Stowarzyszenia Miasta dla Rowerów pomimo sceptycznego nastawienia do systemów miejskiego roweru uważa, że rower ze wspomaganiem może się jednak sprawdzić.
Generalnie jestem sceptyczny wobec roweru publicznego, bo Kraków jest na tyle rozwiniętym rowerowo miastem, że wydaje się, że takie dodatkowe wspomaganie nie jest potrzebne. Ale otwierają się dla ruchu rowerowego te części Krakowa, po których nikt nie jeździł - Kurdwanów, Wola Duchacka - bo są bardzo pagórkowate i właśnie tam rower publiczny może okazać się ciekawym eksperymentem - stwierdza.
Kluczowym i na razie pozostawionym bez odpowiedzi pytaniem pozostaje to, ile miejski rower ma kosztować i ile miasto będzie musiało do niego dopłacać.