Spis treści
Dramatyczne narodziny i wypadek noworodka w szpitalu Ujastek
Dziewczynka przyszła na świat 26 lutego 2025 roku w krakowskim Szpitalu Położniczo-Ginekologicznym Ujastek, cieszącym się dużą popularnością wśród pacjentek. Poród przebiegł pomyślnie, a noworodek otrzymał maksymalną liczbę punktów w skali Apgar. Radość rodziców nie trwała jednak długo. Jak ujawniła w czerwcu ubiegłego roku „Gazeta Wyborcza”, zaledwie kilkanaście godzin później doszło do dramatu. Dziecko wypadło z wózka transportowego prowadzonego przez pracownicę szpitala. W wyniku upadku na twardą podłogę niemowlę doznało poważnych obrażeń – złamania kości ciemieniowej z przemieszczeniem oraz krwotoku nadtwardówkowego. Według ustaleń dziennikarzy, personel placówki usiłował początkowo zbagatelizować sytuację, przekonując rodziców, że nic złego się nie wydarzyło.
– Spędziliśmy z Milenką chwilkę, później pielęgniarka zabrała dziecko i odjechała wózeczkiem. Po chwili usłyszeliśmy huk i przeraźliwy płacz. Popatrzyliśmy na siebie, ja wykrztusiłem tylko: to chyba Milenka – mówił w rozmowie z „Wyborczą” ojciec dziecka.
Szpital w swojej dokumentacji odnotował, że dziecko miało zostać rzekomo „złapane w locie” przez pracownicę. Kłamstwo szybko wyszło na jaw dzięki zapisom z kamer monitoringu, które zabezpieczono kilka tygodni później. Z nagrań jasno wynikało, że pielęgniarka ciągnęła wózek tyłem, nie patrząc na to, co robi, po czym najechała na przeszkodę. Wtedy noworodek runął na ziemię, a kobieta nie miała żadnych szans na reakcję. Ojciec dziecka wprost stwierdził w mediach, że zostali oszukani przez personel.
Zszokowani rodzice natychmiast zgłosili sprawę organom ścigania. Prokuratura Rejonowa w Krakowie wszczęła śledztwo w kierunku narażenia noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Śledczy analizują, czy doszło do błędu personelu, awarii sprzętu czy po prostu nieszczęśliwego wypadku. Matka i ojciec Milenki najbardziej ubolewają jednak nad faktem, że szpital próbował zatuszować sprawę, okłamując ich w żywe oczy. Jak podkreślała kobieta w wywiadzie dla „GW”, zdają sobie sprawę, że wypadki się zdarzają, ale brak szczerości ze strony placówki był dla nich najgorszy.
„Super Express” postanowił sprawdzić, jak po kilkunastu miesiącach od incydentu wygląda sytuacja prawna. Okazuje się, że sprawa utknęła w martwym punkcie. Decyzja śledczych o wstrzymaniu postępowania zaskakuje, ale jej przyczyny są zupełnie niezależne od organów ścigania.
Postępowanie w sprawie Ujastka wstrzymane, bo biegły nadal nie wydał opinii. Milenka miesiącami dochodziła do siebie
Mała Milenka przez wiele miesięcy po tragicznym incydencie wymagała intensywnej rehabilitacji i specjalistycznej opieki lekarskiej. Rodzice żyli w ciągłym stresie, obawiając się o prawidłowy rozwój swojej córki. Tymczasem szpital Ujastek ograniczył swoje działania do przeszkolenia personelu z obsługi wózków noworodkowych oraz przypomnienia przepisów BHP. Placówka konsekwentnie odmawia szerszego komentowania sprawy.
Dziennikarze „Super Expressu” donoszą, że ponad rok od nagłośnienia sprawy przez media i półtora roku od samego wypadku, śledztwo zostało formalnie zawieszone. Zastój w sprawie nie wynika jednak z bezczynności prokuratury, lecz z braku niezbędnych ekspertyz.
– Sprawa została zawieszona, ponieważ powołaliśmy biegłych, którzy mieli wydać kompleksową opinię w celu ustalenia poprawności postępowania personelu oraz wyposażenia szpitala. Do tej pory ta opinia nie nadeszła, nadal na nią czekamy – potwierdził w rozmowie z "SE" prokurator Tomasz Waszczuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
W sprawę zaangażował się również Rzecznik Praw Pacjenta, który analizuje nie tylko sam wypadek, ale i prawidłowość decyzji podjętych w trakcie porodu. Wątpliwości budzi m.in. fakt, że rozwiązanie nastąpiło poprzez cięcie cesarskie, mimo diagnozowanej u matki małopłytkowości, co wiązało się z podwyższonym ryzykiem.
Warto przypomnieć, że to nie pierwszy skandal z udziałem tego krakowskiego szpitala. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył wcześniej na placówkę karę w wysokości ponad miliona złotych. Powodem był montaż ukrytego monitoringu na oddziale neonatologicznym, który nagrywał pacjentki i noworodki bez ich zgody i wiedzy. Decyzję tę utrzymał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, odrzucając tłumaczenia władz szpitala o trosce o bezpieczeństwo. Co więcej, karty pamięci z nielegalnymi nagraniami zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach.