- Komisarz wyborczy wyznaczył datę referendum w Krakowie na 24 maja, gdzie mieszkańcy zdecydują o przyszłości prezydenta Miszalskiego i Rady Miasta.
- Prezydent Miszalski apeluje do swoich zwolenników, aby pozostali w domach, dążąc do unieważnienia referendum przez niską frekwencję.
- Organizatorzy referendum planują intensywną kampanię, licząc na wysoką frekwencję, mimo kontrowersji wokół błędów w podpisach.
Kiedy odbędzie się referendum w Krakowie? Komisarz wyborczy wyznaczył datę głosowania
Mieszkańcy Krakowa już niedługo pójdą do urn, aby zdecydować, czy obecne władze powinny dalej rządzić miastem. Komisarz wyborczy wydał oficjalne postanowienie, zgodnie z którym referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa odbędzie się 24 maja 2026 roku. Zgodnie z harmonogramem, do 24 kwietnia muszą zostać ustalone obwody głosowania, a kampania referendalna potrwa do 22 maja. Po tym terminie nastąpi cisza wyborcza, a w niedzielę krakowianie oddadzą swoje głosy.
Byliśmy przekonani, że to będzie, więc nie zaskoczyło nas to, ale oczywiście jest takie poczucie satysfakcji i radości, ale też pokory i przekonania o tym, że czeka nas teraz ciężka praca, że na pewno druga strona nie odpuści nogi, mówiąc tak terminologią sportową, że będziemy musieli zmierzyć się też pewnie z jakąś dezinformacją ze strony zwolenników Aleksandra Miszalskiego – powiedział Jan Hoffman, przewodniczący komitetu referendalnego.
Organizatorzy akcji podkreślają, że wybrany termin jest korzystny dla frekwencji. 24 maja nie wypada w żaden długi weekend, co zdaniem komitetu sprawi, że ludzie nie wyjadą masowo z miasta i będą mogli wziąć udział w głosowaniu. Jan Hoffman zaznacza, że jeśli frekwencja okaże się zbyt niska, nie będzie można szukać winy w dacie wybranej przez komisarza.
Aleksander Miszalski chce, aby mieszkańcy Krakowa zostali w domach. Prezydent mówi o stabilizacji
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski do zaplanowanego referendum podchodzi ze spokojem i przekonuje, że miasto potrzebuje teraz stabilizacji, a nie gwałtownych zmian. Jego zdaniem wszelkie reformy wymagają czasu, którego on i jego radni potrzebują, by dokończyć rozpoczęte projekty. Prezydent zamiast zachęcać do udziału w głosowaniu, otwarcie prosi swoich sympatyków oraz osoby neutralne, aby w niedzielę 24 maja nie szły do lokali wyborczych. Jego strategia opiera się na tym, by referendum było nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji.
Ja bym miał jedno przesłanie do krakowian, krakowianek, żeby tego dnia zastanowili się, czy chcą dalej ciężkiej pracy na rzecz krakowian, czy chcą chaosu i pewnej destabilizacji. I apelowałbym o to do wszystkich swoich zwolenników lub tych, którzy po prostu chcą dać więcej na to czasu, żeby móc w normalnym procesie wyborczym ocenić, czy ta kadencja została spożytkowana na dobre, żeby po prostu zostać w domu. – apelował Aleksander Miszalski.
Aby referendum było ważne i skuteczne, do urn musi pójść określona liczba osób. W przypadku odwołania prezydenta potrzeba ponad 158 tysięcy głosów, natomiast w kwestii Rady Miasta próg jest jeszcze wyższy i wynosi ponad 179 tysięcy osób. Jan Hoffman uważa apel prezydenta o zostanie w domach za objaw słabości i kapitulacji. Twierdzi, że popularni włodarze innych miast w podobnych sytuacjach zachęcali do głosowania, by dowieść swojego poparcia, podczas gdy w Krakowie władza boi się werdyktu mieszkańców.
Prokuratura sprawdzi podpisy pod wnioskiem o referendum. Na listach znaleziono nazwiska zmarłych
Choć referendum dojdzie do skutku, proces weryfikacji podpisów przyniósł niepokojące informacje. Krajowe Biuro Wyborcze sprawdziło ponad 85 tysięcy podpisów złożonych przez komitet, z czego blisko 24 tysiące uznano za nieważne. Najpoważniejszym problemem okazały się dane 48 osób, które widniały na listach, mimo że już nie żyją. Z tego powodu do prokuratury trafił wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa. Oprócz tego wiele głosów poparcia odrzucono przez zwykłe błędy w numerach PESEL, adresach czy nazwiskach.
Pojawiają się na przykład informacje o tym, że 20% podpisów zostało sfałszowanych, co jest oczywistą nieprawdą, dlatego że od początku wiadomo było, że jakaś część podpisów będzie nieprawidłowa, bo zawsze tak się dzieje. Taka dezinformacja już się w sieci szerzy przez zwolenników Aleksandra Miszalskiego – tłumaczył Jan Hoffman.
Prezydent Miszalski zapowiedział, że nie będzie wydawał publicznych pieniędzy na walkę z referendum, ale spodziewa się oddolnych akcji mieszkańców, którzy go wspierają. Miasto zamierza jedynie rzetelnie informować o trwających inwestycjach i wynikach finansowych, aby pokazać stan Krakowa. Komitet referendalny z kolei zapowiada, że ma przygotowany scenariusz kampanii, którego na razie nie chce zdradzać, by zaskoczyć drugą stronę w nadchodzących tygodniach przed majowym głosowaniem.