Skatował kota Pandka za plaster boczku. Ruszył proces Witolda B. „Miałem krew na rękach”

2026-01-28 12:52

W środę, 28 stycznia 2026 roku, przed krakowskim sądem rozpoczął się proces Witolda B., oskarżonego o bestialskie skatowanie swojego kota, Pandka. Sprawa, która wstrząsnęła całą Polską, miała swój początek, gdy mężczyzna wpadł w furię, bo zwierzę zjadło plaster boczku.

Pandek

i

Autor: KTOZ Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami/ Facebook
  • W środę, 28 stycznia 2026 roku, w krakowskim sądzie rozpoczął się proces Witolda B., oskarżonego o brutalne skatowanie swojego kota o imieniu Pandek.
  • Powodem bestialskiego ataku miał być plaster boczku, który zjadło zwierzę. Prokuratura zarzuca mężczyźnie m.in. bicie, cięcie nożem, przypalanie i oskórowanie kota.
  • Oskarżony nie przyznał się do winy, tłumacząc się częściową utratą pamięci. Stwierdził jedynie, że żałuje, że „do czegoś takiego doszło”.
  • Skatowany kot cudem przeżył dzięki interwencji sąsiada. Po długim leczeniu Pandek znalazł nowy, bezpieczny dom.
  • Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej Radia ESKA.

Ruszył proces w sprawie skatowania kota Pandka. Szokująca lista obrażeń

Jak poinformował „Super Express”, Witold B. stawił się w sądzie w towarzystwie dwóch obrońców i w skupieniu wysłuchał aktu oskarżenia. Lista zarzutów, odczytana przez prokurator, jest przerażająco długa i świadczy o niewyobrażalnym okrucieństwie sprawcy. Jak ustalono, mężczyzna miał bić, przypalać, ciąć nożem i oskórować bezbronne zwierzę.

Poprzez pobicie i zadawanie ran ostrym narzędziem spowodował u niego obrażenia w postaci rany ciętej na głowie w okolicy kości czołowej i rozcięcia lewej powieki górnej, rany ciętej rogówki oka lewego, złamania lewego kła szczęki, naderwania dystalnej części języka, przypalania wibrysów, uszkodzenia rogówki oka prawego, oskórowania przedramienia i okolic łokcia kończyny piersiowej lewej, ran kłutych na kończynie piersiowej lewej, rany ciętej na prawym boku o długości 15 centymetrów, uszkadzającej skórę, tkankę podskórną oraz mięśnie, rany ciętej nad ogonem o długości 10 centymetrów, co stanowiło zagrożenie dla życia oraz zdrowia zwierzęcia – odczytała na sali rozpraw prokurator.

Oskarżony nie przyznał się do winy, zasłaniając się częściową utratą pamięci. Potwierdził jedynie, że był w mieszkaniu w dniu zdarzenia i miał krew na rękach, gdy na miejsce przyjechała policja.

Przyznaję się do sytuacji, że byłem tam obecny, ale nie przyznaje się do zarzutów. Ja fragmentarycznie pamiętam ten dzień. Przygotowywałem jedzenie sobie w kuchni, potem usłyszałem pukanie policjantów do drzwi. Wpuściłem ich. Miałem krew na rękach. Rozmawiałem z policjantami, ale nie pamiętam, co im mówiłem. Nie chciałem nigdy zrobić mojemu kotu krzywdy, jest mi przykro i żałuję, że do czegoś takiego doszło – powiedział przed sądem.

Jak donosi „Super Express”, obrońcy Witolda B. wnosili o wyłączenie jawności rozprawy, jednak sąd nie przychylił się do tego wniosku.

Pandek cudem przeżył i ma nowy dom

Życie Pandkowi uratowała czujność sąsiada oskarżonego. Mężczyzna, słysząc przeraźliwe odgłosy dochodzące z mieszkania, bez wahania zawiadomił policję. Skatowany kot natychmiast trafił do lecznicy, gdzie przeszedł ponad trzygodzinną operację. Jego rekonwalescencja trwała wiele miesięcy. Na szczęście dziś Pandek jest bezpieczny – znalazł nowy, kochający dom i żyje w dobrostanie.

Witold B. przed sądem [GALERIA]

Kraków Radio ESKA Google News
Motocyklista zginął w wypadku w Krakowie