- Do tragicznego wypadku w Sierczy doszło w nocy z 28 na 29 sierpnia. Samochód stanął w płomieniach, w pożarze zginęły trzy osoby.
- Według wstępnych ustaleń przyczyną zdarzenia była utrata panowania nad pojazdem przy prędkości ponad 100 km/h.
- Prokuratura wszczyna śledztwo, a śledczy poszukują świadków. Mieszkańcy opisują huk, wybuch i płomienie oraz podkreślają, że na tej drodze kierowcy często jeżdżą z nadmierną prędkością.
- Więcej informacji z Krakowa i Małopolski znajdziecie na stronie Radia Eska Kraków.
Pożar samochodu w Sierczy w Małopolsce. Nie żyją trzy osoby
Do wypadku doszło około północy z czwartku na piątek, czyli z 28 na 29 sierpnia. Jak poinformował prokurator Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, prawdopodobnie w piątek zostanie wszczęte śledztwo pod kątem spowodowania śmiertelnego wypadku. W zdarzeniu zginęły trzy osoby. Według wstępnych ustaleń, samochód na zakręcie zjechał z drogi, uderzył w przepust drogowy i zapalił się. Po ugaszeniu auta znaleziono w nim spalone zwłoki dwóch osób, a ciało trzeciej ofiary wypadku było poza samochodem.
Według wstępnych opinii biegłego ds. wypadków drogowych, przyczyną tragedii była utrata panowania nad samochodem na zakręcie, a następnie uderzenie w przepust przy dużej prędkości — ponad 100 km/h. Obecnie śledczy szukają ewentualnych świadków wypadku. Prawdopodobnie pojazd, którym podróżowano, był autem hybrydowym. Samochód będzie poddawany dalszym badaniom.

Pożar samochodu w Sierczy. Właścicielką Lexusa jest 40-latka z powiatu wielickiego
Jak udało się ustalić reporterom "Super Expressu" samochód, który spłonął w Sierczy, to lexus należący do 40-latki z powiatu wielickiego. W tragedii zginęła osoba z rodziny właścicielki pojazdu, ona sama przebywała w tym czasie za granicą. Reporterzy "SE" rozmawiali także z mieszkańcami miejscowości, w której doszło do wypadku. Ci wskazują, że ofiary pożaru to młodzi ludzie, mieszkańcy sąsiedniej wsi.
— Usłyszeliśmy najpierw ogromny huk, a zaraz potem wybuch, wybiegliśmy na drogę, auto stało w płomieniach, zaczęło się już palić pobliskie drzewo, zaraz przyjechały straże pożarne — powiedziała w rozmowie z "Super Expressem" mieszkająca w pobliżu kobieta.
— Jesteśmy wstrząśnięci tym wypadkiem, mieszkamy po drugiej stronie ulicy. Lubią po tej drodze jeździć szybko. Szkoda ludzi, bo to straszna śmierć w płomieniach — powiedział w rozmowie z "Super Expressem" Stanisław Kaczor, mieszkaniec Sierczy.