Trzy zagadkowe zgony mężczyzn. Śledczy badają trop fermy gęsi i pneumokoków

2026-03-02 9:34

Mieszkańcy podolkuskich Domaniewic są przerażeni serią tragedii, do których doszło na przełomie stycznia i lutego. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, w niewyjaśnionych okolicznościach życie straciło trzech mężczyzn, a dwoje członków ich rodziny wylądowało w szpitalu. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Olkuszu, która wszczęła postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Taśma policyjna, radiowóz

i

Autor: Wygenerowane przez AI
  • W Domaniewicach w powiecie olkuskim, w krótkim okresie od końca stycznia do początku lutego, zmarło trzech mężczyzn. Dwie inne osoby z tej samej rodziny hospitalizowano z ciężkim zapaleniem płuc.
  • Prokuratura Rejonowa w Olkuszu prowadzi dochodzenie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, badając m.in. wątek lokalnej fermy gęsi, z którą wszyscy poszkodowani mieli styczność.
  • Początkowa hipoteza o ptasiej grypie została wstępnie wykluczona po kontroli inspekcji weterynaryjnej, która nie wykazała uchybień, a właściciele hodowli odcinają się od oskarżeń o związek ze sprawą.

Śmierć braci i pracownika fermy. Prokuratura zarządza sekcje zwłok

Dramatyczna seria zdarzeń rozpoczęła się 28 stycznia. Wówczas na terenie fermy drobiu, która była jego miejscem pracy i zamieszkania, znaleziono zwłoki 70-letniego Zbigniewa. Przybyły na wezwanie medyk uznał, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, co uśpiło czujność służb. Niestety, zaledwie dwa dni później, 30 stycznia, doszło do kolejnej tragedii. Brat znalazł ciało 49-letniego Mariusza, mieszkańca tej samej wsi. Również w tym przypadku wstępnie wykluczono udział osób trzecich czy inne podejrzane czynniki.

Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero przy trzecim przypadku śmiertelnym. W szpitalu w Olkuszu 7 lutego zmarł 48-letni Robert, brat nieżyjącego już Mariusza. Mężczyzna przebywał w lecznicy od 1 lutego, gdzie trafił z masywnym zapaleniem płuc i niewydolnością oddechową. Jego stan od początku był krytyczny. Do placówki z analogicznymi symptomami przyjęto również 68-letnią Danutę – matkę braci – oraz kolejnego z braci, który przyjechał na uroczystości pogrzebowe z Krakowa. Im na szczęście udało się wyzdrowieć. Dopiero po śmierci Roberta śledczy zlecili sekcję zwłok i oficjalnie wszczęli dochodzenie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci.

Inspekcja weterynaryjne sprawdziła fermę gęsi

Miejscowa społeczność szybko zaczęła szukać powiązań między ofiarami. Okazało się, że 70-letni Zbigniew nocował na terenie zakładu, Danuta była tam zatrudniona, a jej synowie – Mariusz i Robert – regularnie pomagali przy pracy. Naturalnym skojarzeniem stała się ptasia grypa. Weryfikacją tego tropu zajął się Powiatowy Lekarz Weterynarii. W rozmowie z „Wyborczą” Joanna Kawiecka relacjonuje przebieg kontroli na fermie:

„Na miejscu nie zaobserwowałam niczego niepokojącego. Ptaki były w dobrej kondycji, a właściciele zapewnili, że w ostatnim czasie nie było masowych upadków gęsi”

Właściciele hodowli stanowczo zaprzeczają, jakoby ich przedsiębiorstwo miało jakikolwiek związek z tragicznymi wydarzeniami. Ich zdaniem oskarżenia są wynikiem nagonki prowadzonej przez ludzi nieprzychylnych ich działalności.

Nowe światło na sprawę rzuca prokurator Piotr Piekarski. Przekazał on informację, że wstępne ustalenia wskazują na bakterie pneumokoków jako potencjalną przyczynę śmierci, co wykluczałoby źródło odzwierzęce. Mimo to śledczy nie zamykają żadnych wątków i oczekują na kompletne wyniki sekcji zwłok. Służby apelują również do wszystkich osób mogących posiadać wiedzę na temat tych zdarzeń o kontakt z policją lub prokuraturą, gwarantując możliwość zachowania anonimowości.

Autobus szkolny utknął na przejeździe kolejowym