Poszli na spacer z synkiem, zginęli tragicznie. Serce pęka na widok grobu młodych rodziców

2026-08-31 12:11

Klaudia i Mateusz zginęli podczas spaceru ze swoim malutkim synkiem w Krakowie. Ośmiomiesięczny Oliwierek został osierocony, a widok mogiły jego rodziców wywołuje łzy. Wśród wielu kwiatów znalazł się jeden szczególny element, chwytający za serce.

Tragicznie zmarli rodzice mieli zaledwie 32 lata. Ich życie brutalnie przerwał kierowca, który 22 sierpnia wjechał na chodnik na krakowskim Zabłociu. Klaudia i Mateusz osierocili ośmiomiesięcznego chłopca, którego pierwsze kroki i słowa mieli wspólnie obserwować.

Jak wygląda grób ofiar wypadku w Krakowie?

Ciała 32-latków pochowano na cmentarzu w Żywcu przy ul. Komonieckiego. Zrozpaczona rodzina, przyjaciele i inne osoby dotknięte tym dramatem, szczelnie pokryli grób kwiatami. Na mogile znalazło się mnóstwo jasnych, kremowych, różowych i białych wiązanek. Część z nich ma kształt serca, a pod kwiecistym dywanem trudno dostrzec sam nagrobek.

Serce pęka na widok pożegnania od synka Oliwiera

Wśród setek zniczy i wiązanek znalazł się niewielki detal, obok którego nie można przejść obojętnie. Drewniana tabliczka z napisem „Kochanym Rodzicom Syn Oliwierek” wyciska łzy. Maluch oczywiście nie mógł wziąć udziału w ceremonii, a o swoich rodzicach dowie się tylko ze wspomnień najbliższych i starych fotografii.

Mały Oliwier stracił oboje rodziców

Podczas tego koszmarnego wypadku niemowlak przebywał w wózku prowadzonym przez rodziców. Z ciężkimi obrażeniami trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, gdzie lekarze walczyli o jego życie. Z czasem stan zdrowia Oliwiera zaczął się poprawiać – został przeniesiony z oddziału intensywnej terapii na chirurgię ogólną, a jego najbliżsi przekazali, że sytuacja jest stabilna.

Poprawa stanu zdrowia malucha to jedyne pocieszenie po tej trudnej do wyobrażenia tragedii. Ośmiomiesięczne dziecko w ułamku sekundy straciło mamę i tatę. Z tego powodu w internecie wystartowała specjalna zbiórka. Zebrane pieniądze pomogą zabezpieczyć przyszłość malucha, opłacić niezbędną rehabilitację, leczenie i edukację.

Tłumy na pogrzebie Klaudii i Mateusza

Ostatnie pożegnanie tragicznie zmarłego małżeństwa miało miejsce 29 sierpnia. Ceremonia wystartowała mszą żałobną o godz. 11 w żywieckim kościele Przemienienia Pańskiego, poprzedzoną modlitwą różańcową. Następnie uczestnicy pogrzebu przeszli na miejscowy cmentarz, gdzie pochowano urny.

Świątynia wypełniła się po brzegi, a małżeństwo żegnały setki poruszonych osób. Najbliższa rodzina – rodzice, rodzeństwo i przyjaciele – zajęli pierwsze rzędy ławek. Przed ołtarzem spoczęły dwie urny z prochami ofiar wypadku, otoczone morzem kwiatów.

Ksiądz w trakcie kazania wspominał o utraconych marzeniach młodych rodziców, którzy przecież mieli wspólnie patrzeć, jak dorasta ich potomek. Zamiast radosnych chwil, bliscy zgromadzili się wokół ich prochów, zadając sobie pytania o powód tego nieprawdopodobnego dramatu.

Jeszcze przed uroczystościami pogrzebowymi bliscy ofiar wystosowali prośbę do dziennikarzy o uszanowanie prywatności. Rodzinie zależało na pożegnaniu w spokoju, bez błysków fleszy i obecności kamer w tak trudnym czasie.

Dramatyczne okoliczności wypadku na Zabłociu

Przypomnijmy: do tragedii doszło w czwartkowe popołudnie, 22 sierpnia, około godziny 18.00. Klaudia i Mateusz spacerowali ulicą Solną i Nadwiślańską, gdy nagle, z impetem uderzył w nich rozpędzony Volkswagen Golf.

Karetki błyskawicznie przetransportowały całą trójkę do krakowskich szpitali. Niestety, w wyniku poniesionych obrażeń, 32-letnich rodziców nie udało się uratować. Medycy nadal zajmują się malutkim Oliwierem, który cudem ocalał.

Volkswagenem Golfem kierował 26-letni Hubert B. Ze wstępnych analiz policji i biegłych wynika, że pędził z prędkością około 70 km/h, choć na tym odcinku drogi przepisy jasno wskazują ograniczenie do 30 km/h. Dodatkowo nawierzchnia po deszczu była dość śliska.

Kierowca z zarzutami nie poczuwa się do winy

Prokuratura Rejonowa Kraków-Podgórze postawiła 26-latkowi poważne zarzuty. Dotyczą one umyślnego złamania zasad w ruchu drogowym, czego konsekwencją był nieumyślny wypadek ze skutkiem śmiertelnym oraz ciężkimi obrażeniami niemowlęcia.

Młody kierowca stanowczo odrzuca prokuratorskie oskarżenia. Jak twierdzi, auto wpadło w poślizg przez rzekome nierówności na drodze i kałuże. Zgromadzone przez śledczych dowody, w tym opinia biegłego, wskazują jednak, że głównym powodem dramatu była brawura i zbyt duża prędkość.

Decyzją sądu Hubert B. trafił na trzy miesiące do tymczasowego aresztu. Za doprowadzenie do tego koszmarnego wypadku grozi mu do 8 lat więzienia.

Z kolei na mogile Klaudii i Mateusza bez przerwy przybywa nowych świateł pamięci i świeżych kwiatów. Mieszkańcy odwiedzają to miejsce, by oddać hołd rodzicom, którzy odeszli o wiele za wcześnie.

Zarzuty dla Huberta B.