Tragedia w remizie w Białym Dunajcu
Do tragedii doszło z 1 na 2 sierpnia 2024 roku w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Białym Dunajcu. Strażacy zebrali się tam na nieoficjalnym spotkaniu, by przygotować wozy na lokalny odpust. Spotkaniu towarzyszył alkohol. W pewnym momencie wybuchła ostra kłótnia między 25-letnim Pawłem Ziętkowiczem, a jego 37-letnim "kolegą", Władysławem M.
Zarzewie konfliktu szybko przerodziło się w agresję fizyczną, co zarejestrowały kamery monitoringu. Na nagraniu widać, jak potężniejszy Władysław M. bezlitośnie okłada ciosami drobniejszego 25-latka. Uderzenia były na tyle silne, że młody strażak stracił równowagę i upadł, uderzając głową o twardą posadzkę.
Czytaj więcej o sprawie: Śmierć młodego strażaka w remizie w Białym Dunajcu. Szokująca relacja matki
Obrażenia, których doznał Paweł, okazały się fatalne. Kiedy chłopak nie wracał do domu, jego matka i siostra ruszyły na poszukiwania. Odnalazły go nieprzytomnego w krzakach w pobliżu remizy. 25-latek trafił najpierw do szpitala w Zakopanem, a następnie na neurochirurgię w Nowym Targu, gdzie przeszedł skomplikowaną operację. Nigdy jednak nie odzyskał przytomności i zmarł 11 sierpnia. Sekcja zwłok wykazała, że zmarł na skutek ostrego krwiaka podtwardówkowego i obrzęku mózgu.
Protest w sprawie zmarłego strażaka z OSP Nowy Dunajec
"Mam nadzieję, że sąd wymierzy sprawiedliwą karę"
Bliscy Pawła Ziętkowicza czekali na sprawiedliwość niemal dwa lata. Przez długi czas Władysław M. nie usłyszał żadnych zarzutów. Dopiero szczegółowe opinie biegłych, zapisy z kamer i dokumentacja ze szpitala pozwoliły śledczym na sformułowanie aktu oskarżenia i zakończenie dochodzenia.
Władysław M. konsekwentnie nie przyznaje się do winy i odmawia składania zeznań. Decyzją śledczych zastosowano wobec niego dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe. O jego dalszym losie zadecyduje sąd.
- Na zapisie monitoringu widać, jak Władysław katuje mojego syna. Bije go nawet, gdy Paweł już upadł, a żona Władysława ściera z podłogi krew Pawełka.. Dopiero po dwóch latach ten mężczyzna usłyszał zarzut, ale nie został aresztowany, wciąż chodzi wolno. A ja codziennie mijam miejsce, gdzie znalazłam nieprzytomnego syna. Mam nadzieję, że sąd wymierzy mu sprawiedliwą karę
- powiedziała w rozmowie z "Super Expressem" Anna Ziętkowicz, matka zmarłego strażaka.
Redakcja portalu będzie śledzić dalsze losy tej sprawy.