Gorąco podczas zbiórki podpisów ws. referendum. Pod kościołem doszło do ataku

2026-02-09 20:06

W Krakowie narasta napięcie wokół inicjatywy referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Organizatorzy zbiórki podpisów poinformowali o fizycznych i słownych atakach na wolontariuszy, do których miało dochodzić w różnych częściach miasta. Sprawa jest na tyle poważna, że w poniedziałek złożono zawiadomienie do prokuratury.

Policja

i

Autor: Wygenerowane przez AI/ Wygenerowane przez AI
  • Organizatorzy referendum ws. odwołania prezydenta Krakowa, Aleksandra Miszalskiego, złożyli w prokuraturze zawiadomienie w związku z atakami na wolontariuszy zbierających podpisy.
  • Zawiadomienie dotyczy m.in. niedzielnego ataku na wolontariuszy przy ul. Misjonarskiej. Starszy mężczyzna miał być wobec nich agresywny i ich popychać.
  • Inicjatorzy referendum zarzucają prezydentowi Miszalskiemu m.in. zadłużanie miasta, kolesiostwo, niespełnianie obietnic wyborczych oraz "niegodne sprawowanie urzędu".

Zbiórka podpisów w sprawie referendum. Niepokojące relacje organizatorów

Organizatorzy akcji referendalnej przedstawili niepokojącą relację dotyczącą zbiórki podpisów. Jak opisuje Polska Agencja Prasowa, do jednego z najpoważniejszych incydentów miało dojść w niedzielę w rejonie kościoła NMP z Lourdes przy ul. Misjonarskiej. Wolontariusz Piotr Kubiczek został zaatakowany przez starszego mężczyznę. Na pomoc pospieszył mu Marek Stobierski, który również zbierał podpisy. - (Mężczyzna) był agresywny słownie. Zaczął nas popychać całym ciałem i rękami dążąc do sprowokowania rękoczynów – opisywał sytuację Stobierski. Według jego relacji, napastnik był również wulgarny wobec osób, które chciały złożyć swój podpis. Agresor miał uciec dopiero wtedy, gdy zorientował się, że wolontariusz dzwoni pod numer alarmowy 112.

To nie jedyny taki przypadek. W ostatnich dniach zaatakowany miał zostać również radny PiS Michał Drewnicki, który zbierał podpisy w Nowej Hucie. Podszedł do niego mężczyzna, który próbował zniszczyć kartę referendalną, a następnie uderzył radnego w rękę, wytrącając mu telefon. W związku z tymi wydarzeniami, pełnomocnik komitetu referendalnego, prawnik Rafał Zontek, podkreślił, że złożone zawiadomienie dotyczy przestępstwa przeciwko referendum. - To nie jest prywatne oskarżenie, że ktoś komuś naruszył nietykalność, groził czy znieważył. Wszyscy muszą wiedzieć, że zbieranie podpisów to nie akcja prywatna, a akcja, która pozostaje pod ochroną prawa powszechnego – zaznaczył prawnik.

Kiedy referendum będzie ważne?

Inicjatorzy referendum, którzy podkreślają swój obywatelski i apolityczny charakter, zarzucają Aleksandrowi Miszalskiemu m.in. zadłużanie miasta, kolesiostwo, a także niespełnienie obietnic wyborczych. Wśród zarzutów pojawia się również kwestia wizerunkowa, jak taniec prezydenta na dachu magistratu do piosenki z wulgaryzmami. Do akcji zbierania podpisów przyłączyli się polityczni przeciwnicy Miszalskiego, w tym Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja oraz stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.

Sam prezydent Aleksander Miszalski odpiera zarzuty, a próbę jego odwołania nazywa rodzajem „dogrywki” po przegranych przez jego konkurentów wyborach samorządowych. Przekonuje, że miasto pod jego rządami notuje rosnące dochody i realizuje inwestycje bliskie mieszkańcom.

Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta mogło się odbyć, inicjatorzy muszą zebrać podpisy 10 proc. uprawnionych do głosowania, czyli 58 355 mieszkańców Krakowa. Z kolei aby referendum było ważne, musi w nim wziąć udział nie mniej niż 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborach prezydenckich, co oznacza, że do urn musiałoby pójść co najmniej 158 555 osób.