Tegoroczna zima nie jest łaskawa dla przedsiębiorców z południa Polski. Dwie tury ferii, obejmujące między innymi województwa mazowieckie, małopolskie, pomorskie czy podlaskie, nie przyniosły oczekiwanych zysków. Czynniki takie jak niesprzyjająca pogoda, brak śniegu oraz wysokie ceny sprawiły, że turyści omijali Podhale szerokim łukiem. Zamiast zysków, branża turystyczna notuje poważne straty, a popularna Zakopianka, zazwyczaj stojąca w korkach, była w pełni przejezdna. Zjawisko to dotyczy zarówno długich pobytów, jak i krótkich wyjazdów narciarskich.
Pensjonaty świecą pustkami
Statystyki dobitnie pokazują skalę problemu. W przypadku mniejszych obiektów noclegowych zlokalizowanych poza samym Zakopanem, frekwencja w pierwszej turze wypoczynku wyniosła zaledwie 20-30 procent. Nieco lepiej sytuacja wyglądała w ośrodkach o wyższym standardzie, oferujących dodatkowe atrakcje, jednak nawet tam obłożenie na poziomie 60 procent uznawane jest za wynik niezadowalający. Obecny sezon wypada znacznie gorzej niż poprzedni, który również nie należał do rekordowych.
"- Klientów jest coraz mniej, a jak już przyjeżdża do nas rodzina, to nie na cały tydzień jak było kiedyś, tylko raczej na 3-4 doby" - mówi "Super Expressowi" właścicielka małego pensjonatu w Szaflarach.
Drogie karnety i brak chętnych na jazdę
Spadek zainteresowania dotyczy nie tylko pobytów długoterminowych, ale również jednodniowych wypadów na narty. W dni powszednie podhalańskie stoki narciarskie były niemal puste, co wynikało z połączenia fatalnych warunków śniegowych z wygórowanymi cennikami. Narciarze skarżą się na dysproporcję między kosztami a jakością usług. Za kilkugodzinną jazdę trzeba zapłacić krocie, co skutecznie odstrasza amatorów białego szaleństwa, którzy szukają alternatyw w innych regionach lub za granicą. Potwierdzają to rozmowy z turystami przeprowadzone przez "Super Express".
"- Za jazdę w tak kiepskich warunkach zapłaciliśmy aż 600 złotych za 4 godziny. Jedyny plus jest taki, że jest pusto. Chyba wszyscy pojechali w Dolomity!" - powiedział w rozmowie z Super Expressem Aleksander Regulski ( 44 l.), który wraz z żoną i dwójką dzieci wybrał się na narty do Kluszkowców.