Ulica Solna zablokowana. Tłum domagał się zmian
We wtorkowy wieczór, 25 sierpnia punktualnie o godz. 18, na ulicy Solnej w Krakowie zapadła symboliczna cisza. W rejonie niedawnej tragedii zebrał się tłum, pragnąc uczcić zmarłych i wyrazić stanowczy sprzeciw wobec bezmyślnej jeździe kierowców na tutejszych drogach.
Zgromadzenie przyciągnęło setki uczestników. Podczas gdy dzieci malowały kredą pasy na asfalcie, dorośli palili znicze i gorączkowo dyskutowali o konieczności poprawy bezpieczeństwa na ulicach miasta. Funkcjonariusze policji dbali o porządek, blokując przejazd na czas trwania manifestacji.
Do koszmarnego zdarzenia doszło w miniony weekend. 26-letni mężczyzna za kierownicą osobówki stracił kontrolę nad pojazdem i z impetem wpadł na chodnik, potrącając spacerujących rodziców z 8-miesięcznym niemowlęciem w wózku. Matka i ojciec ponieśli śmierć na miejscu, a ich ciężko ranne dziecko zostało przetransportowane do krakowskiego szpitala.
Mieszkańcy są wstrząśnięci. Mówią o szaleńczej jeździe na Solnej
Tragedia młodej rodziny wywołała ogromne poruszenie wśród krakowian. W trakcie wtorkowego spotkania wielu uczestników zgodnie twierdziło, że ulica Solna już od długiego czasu uchodzi za rewir piratów drogowych.
Jedna ze zgromadzonych kobiet, w rozmowie z Radiem Eska, podkreśliła, że problem zbyt szybkiej jazdy nie ogranicza się wyłącznie do ulicy Solnej.
Nie chcemy bać się chodzić po chodnikach – mówili uczestnicy protestu.
Do tego dochodzi, że będzie się bał człowiek chodzić po chodnikach, bo takich punktów jak ten tutaj w Krakowie jest coraz więcej i niestety nasza policja nie robi z tym nic – mówiła.
Kolejna rozmówczyni, będąca czynnym kierowcą, zaznaczyła, że kondycja bezpieczeństwa na krakowskich arteriach pozostawia wiele do życzenia i określiła ją mianem dramatycznej.
Jestem kierowcą, ale się nie zgadzam z tym, co się tutaj dzieje w Krakowie i nie tylko w Krakowie. Jest po prostu dramat jak jeżdżą i w ogóle nie ma konsekwencji z tego wyciąganych – powiedziała.
Zaniepokojenie sytuacją na Solnej otwarcie wyrażają też jej lokalni mieszkańcy.
Ja mieszkam tutaj w sąsiedztwie. Tędy chodzimy, dzieci chodzą tędy. Jest problem bardzo właśnie taki widoczny z samochodami, które tutaj jeżdżą, przekraczają prędkość. No i dlatego właśnie tutaj jestem – mówiła kolejna osoba.
W tłumie protestujących znalazł się również pan Jakub, mieszkający niedaleko. Podkreślił on, że okoliczna społeczność od wielu lat pozbawiona jest poczucia elementarnego bezpieczeństwa.
Nie, nie czujemy się bezpiecznie. Nie czuliśmy się bezpiecznie tu rok, dwa, trzy, cztery lata temu. Od wielu lat przekraczane tutaj były prędkości. Kierowcy szaleli, kierowcy, którzy przychodzą do knajp na m.in. Nadwiślańską, lubią się później tutaj popisywać – mówił w rozmowie z dziennikarką "Super Expressu".
Protestujący chcą zmian. Sprawcy grozi więzienie
Mieszkańcy stawiają sprawę jasno. Domagają się wdrożenia mechanizmów fizycznie wymuszających redukcję prędkości pojazdów oraz wzmożenia obecności policyjnych patroli w tym rejonie.
Oczekujemy wprowadzenia konkretnych rozwiązań technicznych, które ograniczą prędkość plus częstych patroli policji, bo tej policji tu nigdy nie było. Zaraz powstaje park nowy z dużym placem zabaw. Mieszkamy tutaj, wielokrotnie tędy spacerowaliśmy i wielokrotnie też byliśmy świadkami szaleństwa – podkreślał pan Jakub.
26-letni Hubert B., który siedział za kierownicą auta w momencie wypadku, został już oskarżony. Mężczyzna odmówił przyznania się do postawionych mu zarzutów. Maksymalny wymiar kary, jaki mu grozi, to osiem lat pozbawienia wolności.