Lanberry szczerze o bolesnych początkach kariery. Piosenkarka wspomina porażkę w X Factorze

2026-05-19 13:02

Lanberry w szczerej rozmowie podsumowała dziesięć lat swojej kariery na polskiej scenie muzycznej. Piosenkarka opowiedziała o bolesnych początkach w programach typu talent show oraz o tym, jak porażka w telewizji otworzyła jej drzwi do profesjonalnego studia nagrań. Wokalistka zdradziła również, dlaczego w przeciwieństwie do wielu innych osób z branży zdecydowała się na ścisłą ochronę swojego życia prywatnego.

Lanberry

i

Autor: AKPA

Lanberry wspomina bolesną porażkę w X Factorze. Po odpadnięciu nie wychodziła z domu

Zanim cała Polska poznała hity takie jak "Podpalimy świat" czy "Piątek", Małgorzata Uściłowska, znana dziś jako Lanberry, musiała zmierzyć się z wieloma niepowodzeniami. Piosenkarka przyznała, że jej droga na szczyt była wyboista i pełna momentów zwątpienia. Najtrudniejszym doświadczeniem był udział w czwartej edycji programu X Factor, gdzie dotarła do etapu domów jurorskich w Toskanii. Mimo dobrych rokowań, ówczesna jurorka Tatiana Okupnik zdecydowała, że wokalistka nie przejdzie do odcinków na żywo. Dla młodej artystki był to ogromny cios, który na kilka dni całkowicie wyłączył ją z życia towarzyskiego.

Dotarłam do domów jurorskich. [...] i potem odpadłam. Przyjechałam do domu i pamiętam, że przez dwa dni nie wychodziłam w ogóle z mieszkania. Byłam kompletnie rozbita. I stwierdziłam, że to jest absolutne... Ciężko było mi się pozbierać. Oczywiście to nie było coś takiego, że Boże, może to nie jest dla mnie. Nie, po prostu byłam w tym stanie rozpaczy, aż w końcu przyszedł czas emisji tego programu i po emisji pierwszego odcinka X Factora odezwał się do mnie Piotrek Siejka. And the rest is history - wspominała Lanberry w rozmowie z Maksem Kluziewiczem w Radiu Eska.

Paradoksalnie to właśnie ten telewizyjny zawód stał się punktem zwrotnym w jej życiu. Krótko po emisji odcinka, z piosenkarką skontaktował się producent muzyczny Piotr Siejka. To spotkanie zaowocowało rozpoczęciem prac nad debiutancką płytą i podpisaniem kontraktu z dużą wytwórnią płytową, co ostatecznie przypieczętowało jej obecność w polskim show-biznesie.

Nowa płyta Lanberry i koniec z mitem cierpiącej artystki. Szczęście też może być inspirujące

Obecnie piosenkarka świętuje jubileusz dziesięciolecia pracy na scenie i intensywnie przygotowuje się do wydania swojego szóstego albumu studyjnego. Gwiazda przyznaje, że jej podejście do tworzenia muzyki mocno się zmieniło. W przeszłości, podobnie jak wielu innych twórców, uważała, że najlepsze teksty powstają pod wpływem smutku i życiowych zawirowań. Dziś Lanberry promuje zupełnie inne podejście, udowadniając, że stabilizacja i szczęście w relacji z drugim człowiekiem mogą być równie silnym bodźcem do pisania hitów. Przykładem tej zmiany jest jej najnowszy singiel zatytułowany "Kto jak nie my".

To jest taki mit straszny, że jak masz złamane serce, to oczywiście odrazu piszesz lepsze piosenki. Oczywiście, wiesz, ta ilość emocji, która w tobie buzuje, kiedy cierpisz i kiedy jest ci źle, na pewno powoduje też ładunek, który umieszczasz w piosenkach i to wszystko ułatwia. Po prostu chcesz się oczyścić też z tych emocji. [...] Myślę, że tutaj oswojenie tego stanu, że tak, można być takim stabilnym, szczęśliwym i to też może być inspirujące. Bo właśnie w tym stabilnym stanie napisałam m.in. "Dzięki, że jesteś". I parę innych piosenek, które mówią o fajnej, normalnej, zdrowej relacji - tłumaczyła piosenkarka.

Wokalistka podkreśla, że dbanie o własną psychikę i korzystanie z terapii pozwoliło jej przetrwać trudne momenty w branży muzycznej. Gwiazda dzieli swoją dotychczasową karierę na dwa pięcioletnie okresy, zaznaczając, że to właśnie w połowie tej drogi dokonała najważniejszych zmian w swoim życiu prywatnym i zawodowym.

Lanberry o ochronie prywatności i granicach na TikToku. Piosenkarka nie chce pokazywać wszystkiego

Choć Lanberry jest aktywna w mediach społecznościowych, bardzo wyraźnie oddziela życie zawodowe od prywatnego. Wokalistka otwarcie mówi o tym, że nie czuje potrzeby relacjonowania każdej minuty swojego dnia w sieci. Mimo że przyznaje się do pewnego rodzaju uzależnienia od telefonu i przeglądania TikToka, to sama nie zamierza stać się influencerką, która pokazuje swoją codzienność "od kuchni". Dla piosenkarki najważniejsza jest muzyka, a nie robienie ustawianych sesji zdjęciowych czy chwalenie się partnerem w Internecie.

Ja bardzo chronię swoją prywatność. Oczywiście nie to, że ona jest zamknięta na klucz i wszyscy wiedzą, z kim jestem związana i że jestem szczęśliwa, ale nie mam potrzeby donosić codziennie, co tam u nas, ani też robić sobie sesji zdjęciowych. [...] Nigdy się chyba nie przestawię na to, że budzę się z telefonem w ręku i od razu nagrywam. Bo owszem, budzę się z telefonem w ręku, bo jestem uzależniona od telefonu, od TikToka i tak dalej. Ale nie byłabym w stanie przekroczyć tej granicy, że zdaję wam sprawozdanie ze wszystkich czynności, które robię - wyznała gwiazda w studiu Radia Eska.

Piosenkarka zdradziła jednak, że zaczyna przekonywać się do pewnych form interakcji z fanami, które dają jej więcej radości niż nagrywanie krótkich filmików. Szczególnie polubiła prowadzenie transmisji na żywo (live'y), ponieważ pozwalają one na bezpośredni kontakt i odpowiadanie na pytania słuchaczy w czasie rzeczywistym. Lanberry zaznacza, że wszystko, co robi w Internecie, musi być zgodne z jej charakterem, bo tylko wtedy czuje się w tym naturalnie.

Metallica otworzyła swój sklep w Katowicach! Tak prezentuje się jego wnętrze