Pychowianka Kraków od lat gra bez własnego boiska. To klub budowany na pasji i wsparciu mieszkańców

2026-05-28 10:46

Pychowianka Kraków to amatorski zespół piłkarski, który od dziesięcioleci funkcjonuje bez własnego stadionu i stałej siedziby. Mimo licznych trudności i kilkukrotnego zawieszania działalności, klub zawsze odradzał się dzięki ogromnemu zaangażowaniu lokalnej społeczności. Obecnie zawodnicy z Pychowic walczą w krakowskiej A-klasie, marząc o dniu, w którym w końcu znajdą swój własny dom.

Pychowianka Kraków

i

Autor: Daniel Sikora/FB:Pychowianka Kraków/ Facebook

Pychowianka Kraków od lat nie ma własnego boiska. Historia klubu z Pychowic

Pychowianka Kraków to zespół z bogatą, choć niezwykle burzliwą historią, która sięga czasów przedwojennych. Przez dekady klub wielokrotnie rozpadał się i powracał na sportową mapę miasta, zawsze dzięki uporowi pasjonatów. Głównym problemem, z którym Pychowianka mierzy się od samego początku, jest brak własnego boiska. Dawniej mecze rozgrywano na terenach, które tylko częściowo należały do gminy, a reszta była własnością prywatną lub wojskową. Choć w latach 60. i 70. XX wieku piłka nożna w Pychowicach była prawdziwym świętem przyciągającym całe rodziny, klub nigdy nie doczekał się profesjonalnej infrastruktury.

Cały problem Pychowianki do dziś to brak boiska. Z braku własnego boiska graliśmy, niby to było nasze boisko, ale teren był częściowo gminny, częściowo prywatny. Częściowo wojskowy. No ale graliśmy, nikt nam nie bronił i w 73., 74. roku. Niestety znowu się zdarzyło, że prezes ówczesny zmarł i znowu Pychowianka się rozleciała – wspomina Eugeniusz Grodecki, wieloletni kierownik drużyny.

Kolejna reaktywacja nastąpiła w 2003 roku. Grupa młodych ludzi, przy wsparciu starszych działaczy, postanowiła przywrócić klub do życia dosłownie od zera. Warunki były spartańskie – przed pierwszymi meczami boisko przygotowywano własnoręcznie, kosząc trawę i ustawiając bramki w świetle samochodowych reflektorów. Brakowało pieniędzy, szatni i sprzętu, ale nie brakowało determinacji, by Pychowianka mogła znów rywalizować w ligowych rozgrywkach.

Zaczynaliśmy od zera, zaczynaliśmy nie mając dalej własnego boiska. To przy ulicy Tynieckiej obok jednostki wojskowej po prostu wyglądało tak, że trawy było po pas, nie spełniało żadnych warunków, nie było żadnych, ale też żadnych pieniędzy. Dlatego przygotowanie boiska do sezonu własnymi rękami, to było koszenie, grabienie, przestawianie bramki. Pamiętam, że mieliśmy odbiór boiska któregoś tam dnia rano, dzień wcześniej jeszcze musieliśmy przesunąć bramkę, żeby boisko spełniało wymogi ligowe i robiliśmy to w świetle postawionych samochodów, bo po prostu zastała nas ciemna noc, także na początku nie było niczego – mówi Andrzej Siarkowski, współzałożyciel i były prezes klubu.

Lokalna społeczność i znane nazwiska wspierają Pychowiankę. Pomoc od Królewskiego

Pychowianka to klub, który przetrwał dzięki pomocy zwykłych ludzi. Przez lata lokalni przedsiębiorcy i mieszkańcy Pychowic oferowali to, co mogli: pralnia państwa Ochojnów za darmo prała stroje, właściciel lokalnej knajpki pożyczał busy na wyjazdy, a kierownik drużyny z własnej kieszeni kupował wodę dla zawodników. To właśnie to wzajemne wsparcie stało się fundamentem zespołu, który mimo braku siedziby, potrafił angażować się w akcje charytatywne i pomagać innym.

Co ciekawe, losy małego klubu z krakowskiej A-klasy nie są obojętne ludziom z wielkiej piłki. W trudnych chwilach pomocną dłoń wyciągali tacy ludzie jak Grzegorz Sandomierski czy Sebastian Mucha. Kiedy Pychowianka potrzebowała wsparcia finansowego, zareagowali nawet właściciele największych krakowskich klubów.

Nie czekaliśmy długo na odzew Jarka Królewskiego, który gdy my nie mieliśmy pieniędzy na wynajem boiska, na działalność, podarował nam kwotę 1906 zł. To samo uczynił właściciel Wieczystej oraz sponsor Wojtek Kwiecień. Jako, że z Wieczystą rywalizowaliśmy w lidze, Wieczysta awansowała, my nie, ale i tak chcemy tym osobom bardzo, bardzo podziękować – wylicza Andrzej Siarkowski.

Piłkarze Pychowianki sami płacą za możliwość gry. Jak wyglądają treningi w A-klasie?

Obecnie prowadzenie Pychowianki to wyzwanie logistyczne i finansowe. Klub działa na zasadzie składek członkowskich – każdy zawodnik, który chce grać, musi sam dokładać się do funkcjonowania stowarzyszenia. Pieniądze te są niezbędne, by opłacić wynajem boisk treningowych oraz mecze ligowe, ponieważ klub wciąż pozostaje bezdomny. Obecnie zespół trenuje dwa razy w tygodniu na obiektach Błonia Sport, a mecze ligowe rozgrywa na boisku Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Mimo amatorskiego statusu, drużyna stawia na profesjonalizm. Treningi prowadzi trener z wysoką licencją UEFA, a zajęcia odbywają się wieczorami, by zawodnicy mogli pogodzić pasję z pracą zawodową. Choć do Pychowianki trafia coraz więcej osób spoza osiedla, w tym nowi mieszkańcy Krakowa szukający miejsca do gry, duch lokalnej wspólnoty wciąż jest silny.

W tym momencie najważniejsi są nasi zawodnicy, którzy dopłacają tak naprawdę. Każdy członek naszego stowarzyszenia płaci składkę członkowską, także każdy zawodnik, który ma możliwość grać u nas również płaci. [...] Dużo też zależy od tego, czy dalej będziemy po prostu bezdomni, czy w końcu gdzieś uda się w jakiś sposób, nie wiem czy poprzez miasto, może prezydenta miasta, jednak jakieś tereny zdobyć, gdzie wówczas otwierają się nowe możliwości – tłumaczy Łukasz Góral, obecny prezes Pychowianki.

Głównym celem zarządu na najbliższe lata jest znalezienie stałego domu dla klubu. Własny teren pozwoliłby nie tylko na stabilizację finansową, ale przede wszystkim na otwarcie sekcji młodzieżowych i juniorów, co jest wielkim marzeniem wszystkich związanych z Pychowianką. Na razie klub pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych przykładów sportowej pasji w Krakowie.

Tomas Bobcek (Lechia Gdańsk), król strzelców Ekstraklasa dla „Super Expressu”