- Krakowski klub Pychowianka, mimo bogatej historii sięgającej czasów przedwojennych, od dekad boryka się z brakiem własnego boiska, przez co nazywany jest "bezdomnym".
- Klub utrzymuje się głównie dzięki składkom zawodników i pasji lokalnych działaczy, a treningi i mecze odbywają się na wynajmowanych obiektach, m.in. na boisku Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Pychowianka, mimo własnych trudności, angażuje się w akcje charytatywne i otrzymuje wsparcie od znanych osobistości piłkarskich oraz Wisły Kraków, której sama pomagała w przeszłości.
- Największym marzeniem klubu jest budowa własnego boiska i zaplecza, co umożliwiłoby rozwój sekcji młodzieżowych i zapewniłoby stabilną przyszłość dla Pychowianki.
Pychowianka Kraków to klub z tradycją, który wciąż nie ma własnego boiska
Historia Pychowianki Kraków sięga czasów przedwojennych, a jej losy były niezwykle burzliwe. Klub wielokrotnie zawieszał działalność i odradzał się dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności. Choć zespół z Pychowic regularnie występuje w rozgrywkach ligowych, od dekad zmaga się z tym samym problemem, czyli brakiem własnego miejsca do grania i trenowania. W przeszłości mecze odbywały się na terenach, które tylko częściowo należały do gminy, co doprowadzało do kolejnych kryzysów i rozpadów drużyny.
Cały problem Pychowiank,i do dziś zresztą, to brak boiska. Niby to było nasze boisko, ale teren był częściowo gminny, częściowo prywatny. Częściowo wojskowy. [...] I graliśmy na nim w A klasie i w B klasie, w C klasie, jak tam nas rozrzuciło — powiedział Eugeniusz Grodecki, kierownik drużyny.
Mimo braku profesjonalnej infrastruktury, mecze Pychowianki w ubiegłym wieku były prawdziwym świętem dla całej okolicy. Kibice gromadzili się na naturalnych trybunach, czyli okolicznych górkach, a w budowę klubu angażowały się całe rodziny. Po ostatniej reaktywacji w 2003 roku, grupa młodych ludzi postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, własnoręcznie przygotowując teren przy ulicy Tynieckiej do wymogów ligowych, kosząc trawę i stawiając bramki po nocach, przy świetle samochodowych reflektorów.
Jak funkcjonuje amatorska Pychowianka Kraków? Zawodnicy sami płacą za możliwość gry
Obecnie Pychowianka Kraków gra w krakowskiej A-klasie, ale jej funkcjonowanie różni się od bogatych klubów zawodowych. Tutaj każdy zawodnik musi dokładać się do wspólnej kasy, aby zespół mógł w ogóle wyjść na boisko. Składki członkowskie są podstawą budżetu, z którego opłacane są treningi oraz wynajem obiektów. Choć klubowi udaje się pozyskać drobnych sponsorów, to wciąż poświęcenie samych piłkarzy i działaczy pozwala na przetrwanie drużyny na sportowej mapie Krakowa.
W tym momencie najważniejsi są nasi zawodnicy, którzy dopłacają tak naprawdę. Każdy członek naszego stowarzyszenia płaci składkę członkowską, także każdy zawodnik, który ma możliwość grać u nas również płaci — przyznał Łukasz Góral, obecny prezes klubu.
Treningi odbywają się dwa razy w tygodniu na profesjonalnym boisku przy ulicy 3 maja, co wiąże się z wysokimi kosztami wynajmu. Mimo że warunki do ćwiczeń są dobre, klub wciąż czuje się gościem na obcych obiektach. Kadra zespołu nie składa się już wyłącznie z mieszkańców Pychowic, ponieważ do drużyny chętnie dołączają osoby, które przyjechały do Krakowa do pracy lub na studia i szukają miejsca, gdzie panuje przyjazna, niemal rodzinna atmosfera.
Wisła Kraków i znani sędziowie wspierają Pychowiankę. Marzeniem pozostaje własna siedziba
Pychowianka, mimo własnych problemów finansowych, od lat angażuje się w akcje charytatywne i wspiera inne inicjatywy. Dobro powraca do klubu w postaci pomocy od znanych osób ze świata wielkiej piłki. Wsparcia udzielali między innymi bramkarz Grzegorz Sandomierski oraz sędzia ekstraklasowy Sebastian Mucha, który pomagał przy tworzeniu statutu klubu. Szczególną więź Pychowianka ma z Wisłą Kraków, której kibice z Pychowic pomagali w trudnych chwilach, a później sami otrzymali wsparcie od właściciela „Białej Gwiazdy”.
Gdy Wiśle groził upadek, zebraliśmy się we własnym gronie, zrobiliśmy składkę kto, ile ma, by tę naszą kochaną Wisłę ratować, wpłaciliśmy to pod szyldem Pychowianki. Nie czekaliśmy długo na odzew Jarka Królewskiego, który gdy my nie mieliśmy pieniędzy na wynajem boiska na działalność, podarował nam kwotę 1906 złotych — wspominał Andrzej Siarkowski, współzałożyciel i były prezes klubu.
Pomoc płynęła również od innych lokalnych darczyńców oraz firm, które prały stroje czy udostępniały transport na mecze wyjazdowe. To właśnie dzięki takiej solidarności klub może myśleć o przyszłości, choć plany rozwoju są mocno ograniczone przez brak własnego terenu. Działacze nie tracą jednak nadziei, że uda im się w końcu znaleźć miejsce, które stanie się prawdziwym domem dla Pychowianki.
Pychowianka zawsze, choć sama była biedna, starała się pomóc. Organizowaliśmy mecze charytatywne dla osób, które tego potrzebowały — dodał Andrzej Siarkowski.
Największym marzeniem wszystkich osób związanych z Pychowicami jest budowa własnego boiska i zaplecza, co pozwoliłoby na otworzenie sekcji dla dzieci i młodzieży. Obecnie klub gra na boisku Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale ograniczony czas dostępu do murawy utrudnia planowanie jakiegokolwiek szerszego rozwoju. Władze klubu liczą na to, że w najbliższych latach uda się nawiązać współpracę z miastem, która pozwoli na znalezienie skrawka ziemi pod budowę wymarzonego sportowego domu.