Spis treści
- Ostatnia niedziela maja upłynęła w stolicy Małopolski pod znakiem powszechnego głosowania nad przerwaniem kadencji obecnego prezydenta oraz członków rady miasta. Lokale wyborcze pozostawały otwarte dla mieszkańców bez przerwy przez czternaście godzin.
- Ze względu na apel urzędującego włodarza o zignorowanie plebiscytu, decydująca dla całego procesu okazała się ostateczna frekwencja przy urnach.
- Aby usunięcie ze stanowiska Aleksandra Miszalskiego zyskało moc prawną, swój głos musiało oddać ponad 158 tysięcy obywateli, z kolei wymóg dotyczący rozwiązania miejskiego samorządu ustalono na wyższym pułapie, wynoszącym blisko 180 tysięcy kart rzuconych do urn.
Los Aleksandra Miszalskiego po referendum w Krakowie
Ostatnia niedziela maja to moment, który zapisze się w pamięci lokalnej społeczności jako czas ogromnych napięć na najwyższych szczeblach władzy. Mieszkańcy stanęli przed szansą wyznaczenia nowego kierunku rozwoju dla swojego regionu, a na szali znalazła się polityczna przyszłość krakowskiego samorządu, w tym przede wszystkim urzędującego obecnie prezydenta.
Warto zaznaczyć, że obecny zarządca miasta objął swoje stanowisko po niezwykle zaciętej walce na początku tego roku. W trakcie wiosennej tury głosowania pokonał on Łukasza Gibałę, gromadząc poparcie na poziomie nieco ponad pięćdziesięciu procent. Różnica między kandydatami wyniosła zaledwie kilka tysięcy ważnych kart wyborczych.
Zgodnie z zapowiedziami proces decyzyjny trwał przez cały dzień, a jego rozstrzygnięcie w dużej mierze zależało od mobilizacji wyborców. Biorąc pod uwagę fakt, że główny zainteresowany zachęcał swoich sympatyków do pozostania w domach, osiągnięcie wymaganej prawem liczby głosujących stało się fundamentalnym wyzwaniem dla organizatorów. Ustawa wymagała, aby do lokali udało się przynajmniej sześćdziesiąt procent osób biorących udział we wcześniejszej dogrywce o fotel prezydencki.
Wyniki exit poll z Krakowa. Polsat News publikuje dane OGB
Pierwsze prognozy oparte na badaniach ankietowych opuszczających lokale wyborcze przygotowała pracownia OGB na specjalne zamówienie stacji Polsat News. Badacze zastrzegają, że przedstawione szacunki obarczone są dwuprocentowym marginesem błędu.
- Szacowana frekwencja przy urnach wyniosła 33,4 procent.
- Ogromna większość, bo 97,8 procent uczestników, opowiedziała się za dymisją gospodarza miasta.
- Za odwołaniem rady miejskiej 96 proc., przeciw 4 proc.
Przypomnijmy, że liczba uprawnionych do głosowania w Krakowie to 587 728. Próg do odwołania prezydenta wynosi 158 555 czyli 26,98 proc. uprawnionych. Próg do odwołania rady to 179 792 czyli 30,59 proc. uprawnionych.