Ks. Józef zaprzecza słowom biskupa. Proboszcz zapłacił posadą za odprawianie mszy?

2026-10-08 10:14

W parafii św. Wawrzyńca w Grojcu trwa ostry konflikt między wiernymi a władzami kościelnymi. Według wydanego dwa dni temu oświadczenia biskupa Romana Pindla, odwołany ksiądz Józef Zborek zaakceptował decyzję przełożonych i przyznał się do zarzucanych mu czynów. Jednak sam proboszcz stanowczo zaprzecza tej wersji, twierdząc, że nic takiego nie miało miejsca. Kapłan poinformował mieszkańców o wielogodzinnym przesłuchaniu oraz o tym, że nie podpisał przygotowanych przez biskupa dokumentów, co skutkowało nałożeniem na niego zakazu pojawiania się w Grojcu.

Zabytkowy drewniany kościół w Grojcu. Na miniaturze obok biskup Roman Pindel. O sporze w parafii czytaj na Eska Kraków.
Autor: Januszk57, Diecezja Bielsko-Żywiecka/ CC BY-SA 4.0 Kościół św. Wawrzyńca w Grojcu, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel
  • Mieszkańcy Grojca są zbulwersowani błyskawicznym usunięciem ich duchownego, ponieważ proboszcz po czwartkowej liturgii został zmuszony do wyjazdu zaledwie w ciągu dwudziestu czterech godzin.
  • Brak oficjalnego komunikatu ze strony kurii oraz biskupa, którzy powołują się na tajemnicę watykańską, sprawia, że członkowie wspólnoty czują się zlekceważeni i pozbawieni jakichkolwiek informacji o powodach dymisji.
  • Wspólnota murem stoi za kapłanem, chwaląc jego bezinteresowność finansową, prawdomówność oraz ogromny wkład w rozwój parafii, a także deklaruje walkę o przywrócenie księdza Józefa i kategorycznie odrzuca wizję przyjęcia innego duszpasterza.

Konflikt w Grojcu. Ksiądz Józef Zborek odpiera zarzuty biskupa po nagłym odwołaniu

Od dłuższego czasu w podoświęcimskiej wspólnocie religijnej panuje niezwykle napięta atmosfera. Uwielbiany przez lokalną społeczność proboszcz z Grojca został nagle pozbawiony swojej funkcji i zmuszony do natychmiastowego opuszczenia plebanii. Przedstawiciele kurii twierdzą, że kapłan dopuścił się złamania prawa kanonicznego w trakcie pełnienia swoich obowiązków duszpasterskich. Mieszkańcy nie kryją swojego oburzenia i stanowczo sprzeciwiają się tak surowemu potraktowaniu ich przewodnika duchowego.

Zbulwersowani wierni postanowili opublikować oficjalne stanowisko na internetowej witrynie swojej wspólnoty. Autorem tego emocjonalnego wpisu jest Aleksander Wasztyl. „Oczekiwaliśmy odpowiedzi, a zostaliśmy wzgardzeni. (…) Droga Kurio — WSTYD” - napisano w komunikacie udostępnionym w sieci. 

Jak przekazał w rozmowie z "Super Expressem" zbulwersowany mieszkaniec Grojca, władze kościelne miały stosować wobec duszpasterza niedopuszczalne metody. – Rozmawialiśmy bezpośrednio z księdzem. Powiedział nam, że do niczego się nie przyznał. W poniedziałek został wezwany do kurii, gdzie przez kilka godzin był intensywnie przesłuchiwany i przetrzymywany. Mówił, że wywierano na niego ogromną presję, szantażowano by się przyznał – powiedział Aleksander Wasztyl. Przedstawiciel wiernych ujawnił również, że próbowano użyć parafian jako narzędzia nacisku na kapłana. – Kuria wezwała delegację z naszej parafii, by ta namówiła księdza do złożenia oświadczenia. Odmowa księdza oznaczała zakaz przyjazdu do Grojca – dodaje oburzony parafianin.

Z informacji przekazanych przez dziennik „Rzeczpospolita” wynika, że to okoliczni duchowni złożyli skargę na księdza Józefa. Powodem ich frustracji miała być ogromna popularność duszpasterza, która przyciągała do niego wiernych z sąsiednich miejscowości pragnących zamawiać nabożeństwa. Według doniesień prasowych odwołany proboszcz rzekomo celebrował nawet dziesięć liturgii w ciągu jednego dnia, co stanowiłoby złamanie obowiązujących norm prawa kanonicznego. Warto zaznaczyć, że ofiary składane przez wiernych z tytułu tych nabożeństw stanowią osobisty dochód kapłanów odprawiających mszę.

– O dziesięciu mszach jednego dnia nigdy nie słyszałem. Owszem, zdarzało się, że było ich kilka dziennie. W niedziele odprawianych jest sześć mszy i nie jest to żadną tajemnicą, bo intencje są zawsze podawane na parafialnej tablicy ogłoszeń. Kiedyś rzeczywiście zdarzało się więcej intencji podwójnych, ale około dwa lata temu proboszcz został w tej sprawie upomniany i od tamtej pory ich liczba została ograniczona – mówi Aleksander Wasztyl.

Mieszkańcy Grojca nie odpuszczają. Będą walczyć o powrót księdza Józefa Zborka

Członkowie wspólnoty religijnej kategorycznie deklarują, że nie zamierzają zrezygnować z walki o sprawiedliwość. Ludzie planują wykorzystać wszelkie dostępne i alternatywne ścieżki, aby skutecznie zawalczyć o powrót swojego ukochanego duchownego.

Sytuacja wydaje się patowa, a komunikacja z hierarchami całkowicie zamarła. – Mamy poczucie, że rozmowy z kurią i biskupem już się zakończyły, o ile w ogóle można powiedzieć, że kiedykolwiek się rozpoczęły. Dlatego szukamy innych możliwości rozwiązania tej sytuacji i oczyszczenia dobrego imienia księdza Józefa. Na razie nowego proboszcza nie mamy i wielu z nas po prostu go nie chce. Nadal liczymy na powrót księdza Józefa. Trudno mi powiedzieć, co się stanie, jeśli zostanie wyznaczony ktoś nowy. Emocje wśród ludzi są ogromne i taki kapłan na pewno znalazłby się w bardzo trudnej sytuacji – mówi Aleksander Wasztyl. Dodatkowo społeczność czuje się zlekceważona przez formę przekazania wiadomości. – Czujemy się przez biskupa potraktowani w sposób, który wielu z nas odebrało jako poniżający. Najpierw podczas niedzielnych mszy okoliczni księża odczytywali jego pismo – dokładnie to samo oświadczenie, które kilka dni wcześniej pojawiło się w internecie. Odnieśliśmy wrażenie, że nikt nie próbował z nami naprawdę rozmawiać ani wyjaśnić nam sytuacji. Mamy również ogromny żal o sposób, w jaki odwołano proboszcza – praktycznie z dnia na dzień. Rozumiemy, że ksiądz nie jest przypisany do jednej parafii na zawsze, ale można było zrobić to inaczej, po ludzku. Dlaczego nie podjęto takiej decyzji w czerwcu, kiedy zwykle następują zmiany personalne? Byłby wtedy czas na spokojną przeprowadzkę i godne pożegnanie z parafią, którą ksiądz Józef tworzył od podstaw – zarówno materialnie, budując nowy murowany kościół, jak i duchowo, przez lata budując wspólnotę. W czwartek odprawił swoją ostatnią mszę, a już następnego dnia, zgodnie z wolą biskupa, musiał wyjechać – uzupełnia rozżalony parafianin.

Brak transparentności ze strony kurii, która powołuje się na odgórne watykańskie restrykcje i odmawia podania szczegółowych przewinień duchownego, jeszcze bardziej potęguje gniew lokalnej społeczności. Członkowie wspólnoty są głęboko przekonani, że ich przewodnik duchowy zawsze postępował zgodnie z najwyższymi standardami. – Znam księdza Józefa od ponad 20 lat. Dorastałem przy nim jako ministrant. W mojej ocenie nie zrobił niczego, co uzasadniałoby takie potraktowanie go. Zawsze postrzegałem go jako człowieka uczciwego i moralnie bez zarzutu. Wiele osób broniąc go mówi o jego podejściu do pieniędzy – że nie miał cennika, nie oczekiwał konkretnych kwot, przyjmował »co łaska«. Ale dla mnie równie ważne jest to, ile dawał ludziom od siebie: swój czas, zaangażowanie, dobre słowo i zwykłą ludzką życzliwość. Nie oceniał ludzi i potrafił być blisko nich. Stworzył w naszej parafii taki Kościół, w którym bardzo wiele osób czuło się po prostu dobrze – podkreśla Aleksander Wasztyl.

QUIZ. Co pamiętasz z bierzmowania? Dobry katolik powinien mieć wynik 10/10
Pytanie 1 z 10
Kto ma prawo udzielić bierzmowania?
Ten proboszcz to prawdziwy duszpasterz. Nie oddamy go

ROLKI