Tragedia w Krakowie. Dramatyczna relacja po wypadku, w którym zginęło małżeństwo. "Oliwier płakał tuż obok"

Dramatyczne relacje po wypadku w Krakowie, gdzie zginęło młode małżeństwo. Dziadek ocalałego dziecka oskarża kierowcę o brak empatii tuż po tragedii. Z kolei rodzina sprawcy twierdzi, że mężczyzna od razu pospieszył z pomocą i wyraża głęboką skruchę. Hubertowi B. grozi kara do 8 lat więzienia za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym względem dwóch osób. 8-miesięczny Oliwier doznał poważnych obrażeń, ale wraca do zdrowia. Poznajcie szczegóły.

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w sierpniu 2026 roku w Krakowie. Z ustaleń śledczych wynika, że 26-letni Hubert B., kierując samochodem marki Volkswagen Golf, stracił panowanie nad pojazdem. Zdaniem prokuratury, nie opanował auta w związku z nadmierną prędkością, około 70 km/h, czyli o 50 km/h więcej niż jest dozwolone w tym miejscu. Kierowca wypadł samochodem z drogi i uderzył w młode małżeństwo, które spacerowało z 8-miesięcznym synkiem, znajdującym się w wózku. Rodzice zginęli, dziecko trafiło do szpitala z poważnymi obrażeniami, ale szczęśliwie jego stan udało się już ustabilizować i maluch wraca do formy. Śledczy czekają natomiast na efekty pracy biegłych, powołanych do tej sprawy. Mają oni spróbować zrekonstruować przebieg zdarzenia, analizowana będzie też tak zwana „czarna skrzynka” z auta, która pomoże ustalić, z jaką dokładnie prędkością poruszał się volkswagen i jak zachowywał się jego kierowca: czy próbował hamować, jaki wykonywał manewr, i temu podobne dane. Postępowanie jest w toku i może jeszcze trochę potrwać.

Tymczasem w przestrzeni publicznej pojawiają się kolejne relacje z miejsca wypadku. Pan Andrzej, dziadek ocalałego chłopca, w rozmowie z „Faktem” skomentował nagranie, które trafiło do sieci. Zarejestrowano na nim, jak przechodnie udzielają pomocy poszkodowanym, podczas gdy 26-letni Hubert B. stoi w pobliżu swojego rozbitego auta. Oczywiście nie wiadomo, czy przed nagraniem kierowca nie próbował ratować ofiar, co utrudnia jednoznaczną ocenę. Jednak pan Andrzej, przepełniony bólem po stracie najbliższych, nie ukrywa swojego oburzenia postawą sprawcy.

Sonda
Czy mandaty dla piratów drogowych powinny być jeszcze wyższe?

„Nawet ich nie wzruszył płacz 8-miesięcznego Oliwierka, który na ziemi leżał w nosidełku. Poszli oglądać swoje auto. Sprawca stał przy bagażniku i chwytał się za głowę. To ludzie bez serca. Jesteśmy wszyscy w szoku, oby ten kierowca poniósł surową karę za to, co zrobił mojej rodzinie” - stwierdził w „Fakcie”.

Rodzice sprawcy bronią syna: Mamuś, stało się coś bardzo złego. Módl się

Rodzice Huberta B. po raz pierwszy skomentowali sprawę w programie „Uwaga! TVN”. Zdradzili treść wiadomości, jaką otrzymali od syna niedługo po tragedii. Miał do nich napisać: „Mamuś, stało się coś bardzo złego. Módl się”. Według relacji bliskich, 26-latek wcale nie zignorował ofiar, aby skupić się wyłącznie na uszkodzonym pojeździe.

„On już na miejscu im pomagał, on żałował tego, co się wydarzyło – podkreślał w "Uwadze!" ojciec 26-latka. - Nie miał żadnych mandatów, nie popełniał wykroczeń, a przejechał setki kilometrów” - dodawał.

Zrozpaczeni bliscy młodego kierowcy podkreślają, że nieustannie modlą się w intencji ofiar i ich małego synka. Dodają, że nie są w stanie wyobrazić sobie skali cierpienia drugiej strony i czują bezradność wobec sytuacji, w której się znaleźli. Ojciec Huberta wyznał, że każdego dnia wspólnie z żoną i córką odmawiają różaniec w intencji poszkodowanych i zamierzają kontynuować tę modlitwę do końca życia. Rodzina wyraziła również głęboki żal, przepraszając za tragiczną śmierć małżeństwa. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Hubertowi B. grozi nawet 8 lat pozbawienia wolności.

Pokój Zbrodni - były policjant zabił tynkarza