Muzeum Fotografii w Krakowie zaprasza na wystawę stałą przy Rakowickiej
Choć główna siedziba Muzeum Fotografii w Krakowie (MuFo) przy ulicy Rakowickiej działa w nowym budynku dopiero od kilku lat, sama instytucja ma znacznie dłuższą historię. Jej korzenie sięgają dwudziestolecia międzywojennego i działalności Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Oficjalnie muzeum jako miejska placówka zostało powołane w 1897 roku, co sprawia, że jest to miejsce z ogromnym doświadczeniem i jedną z najciekawszych kolekcji tego typu w całej Europie. Obecnie muzeum to nie tylko sale wystawowe, ale też nowoczesne centrum przy ulicy Józefitów 16, gdzie specjaliści zajmują się konserwacją i digitalizacją zbiorów liczących setki tysięcy obiektów.
Nasza instytucja wydaje się instytucją młodą, bo mamy nowy budynek już od kilku lat przy ulicy Rakowickiej, ale samo Muzeum Fotografii powstało formalnie jako instytucja w 1987 roku w Sylwestra. Zostało powołane jako instytucja miejska, ale historia muzeum jest związana z działalnością Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego, które właściwie działa od dwudziestolecia międzywojennego i w latach siedemdziesiątych już powstała idea Muzeum jeszcze taka nieformalna, więc nasze muzeum można powiedzieć jest jednak już dosyć wiekowe i mamy bardzo ciekawą i rozbudowaną kolekcję, jedną z ciekawszych kolekcji fotografii w Polsce, jak nie w całej Europie - powiedział Dominik Kuryłek, główny kurator Muzeum Fotografii w Krakowie.
Co można zobaczyć na wystawie Co robi zdjęcie w Krakowie?
Główna wystawa stała w MuFo nie jest typowym podręcznikiem historii. Zamiast nudnego wyliczania dat, twórcy postanowili postawić na świadomy odbiór obrazu. Ekspozycja została ustrukturyzowana wokół prostych pytań: co zostało sfotografowane, kto to zrobił, jakiej technologii użył i dlaczego w ogóle zdecydował się nacisnąć spust migawki. Na wystawie można zobaczyć ponad tysiąc eksponatów, w tym prawdziwe skarby, takie jak dagerotyp Karola Bejera z około 1860 roku. Jest to najstarsza fotografia w kolekcji, wykonana niezwykle pracochłonną i niebezpieczną metodą na srebrnej płytce przy użyciu oparów rtęci.
Zdecydowaliśmy, że nasza wystawa nie będzie wystawą historyczną. Główną narracją na wystawie nie jest opowiedzenie o historii fotografii w Polsce, ale jeżeli ktoś chce przyjść i poznać historię fotografii w Polsce, to wybór obiektów jest bardzo precyzyjny i można znaleźć najważniejsze nazwiska na tej wystawie, aczkolwiek my zdecydowaliśmy się spojrzeć na fotografię jako bardzo ważne zjawisko w kulturze wizualnej. Stwierdziliśmy, że zależy nam na tym, żeby nasza publiczność po wyjściu z wystawy świadomie przyglądała się fotografii, np. w centrach handlowych, kiedy fotografia reklamuje różne produkty, żeby świadomie na to spojrzeć - wyjaśnił Dominik Kuryłek.
Wielką atrakcją dla fanów techniki jest sala, w której zgromadzono aż 300 aparatów fotograficznych. Można tam prześledzić drogę od wielkich aparatów atelierowych z XIX wieku, przez kultowe polaroidy, aż po dwunasty model iPhone’a. Każdy z tych przedmiotów w swoim czasie był szczytem nowoczesności i dowodem na to, jak szybko zmienia się sposób, w jaki chwytamy rzeczywistość.
Skarby znalezione na strychu w Limanowej. Kim była Klementyna Zubrzycka-Bączkowska?
Jednym z najbardziej poruszających punktów wystawy jest historia Klementyny Zubrzyckiej-Bączkowskiej. Ta nowoczesna kobieta z początku XX wieku była córką burmistrza Limanowej i jedną z pierwszych studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej pasja do fotografowania została odkryta zupełnie przypadkiem, gdy kilkanaście lat temu ktoś zadzwonił do muzeum z informacją o znalezisku na strychu w Limanowej. Klementyna nie tylko robiła zdjęcia, ale sama je wywoływała i retuszowała, dokumentując swoje życie pełne podróży, jazdy na rowerze i motorze.
Jest to fotografka z początku XX wieku, która właśnie chwyciła za ten aparat, który umożliwił proste fotografowanie i tak rozpoczęła się jej pasja do fotografowania. [...] Była nowoczesną dziewczyną, która jeździła na rowerze, na motorze, podróżowała, razem ze swoimi siostrami bawiła się w teatr i fotografowanie. [...] Kilkanaście lat temu ktoś zadzwonił do Muzeum Fotografii i powiedział, że babcia coś zostawiła na strychu w Limanowej. Nasi kustosze pojechali i odkryliśmy ten skarb - wspominał Dominik Kuryłek.
Kuratorzy muzeum podkreślają, że takich nieodkrytych archiwów w polskich domach może być znacznie więcej. Często nie zdajemy sobie sprawy, że zdjęcia naszych babć czy ciotek mają ogromną wartość historyczną i artystyczną. Dlatego eksperci z MuFo zachęcają, aby dbać o stare domowe pamiątki i w razie wątpliwości pytać specjalistów o ich znaczenie.
Czy sztuczna inteligencja zniszczy tradycyjne zdjęcia?
Współczesna fotografia to już nie tylko klisza i odbitka, ale także obrazy generowane przez sztuczną inteligencję. Choć wiele osób obawia się, że AI może zafałszować rzeczywistość lub zastąpić fotografów, specjaliści z Muzeum Fotografii podchodzą do tego tematu ze spokojem. Zwracają uwagę, że manipulacja obrazem towarzyszy nam niemal od początku istnienia tego medium. Już w XIX wieku retuszowano zdjęcia, wycinano z nich postacie czy zmieniano kontekst przy pomocy odpowiednich opisów.
Zawsze jak pojawia się nowy wynalazek, to się obawiamy. To samo dotyczyło w ogóle fotografii, później dotyczyło filmu, telewizji, radia i tak dalej. Myśleliśmy, że nasz świat runie. Nam w muzeum wydaje się, że to jest kolejny po prostu wynalazek, który pokazuje możliwości fotografii. Nie ma co się tego obawiać. Jeśli chodzi o fałszowanie rzeczywistości, to właściwie fotografia partycypuje w tym od samego początku swojego powstania - tłumaczył Dominik Kuryłek.
Muzeum pokazuje, że warto rozumieć nowe technologie, zamiast się ich bać. Wystawę "Co robi zdjęcie" w Krakowie można zwiedzać od wtorku do niedzieli, a bogactwo zgromadzonych tam materiałów pozwala każdemu znaleźć coś, co go zainteresuje.