- Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie tragicznej śmierci trzech osób, które 1 kwietnia 2024 r. zostały przygniecione przez drzewo w Parku Zdrojowym w Rabce-Zdroju.
- Śledczy uznali, że winę za tragedię ponosi porywisty wiatr, a nie zaniedbania urzędników. Stało się tak mimo opinii biegłej, która stwierdziła, że drzewo było chore i od lat kwalifikowało się do wycinki.
- Decyzja prokuratury wywołała szok i oburzenie rodziny ofiar, która wskazuje, że spróchniałe drzewo było jedynym, które przewróciło się tego dnia w parku. Mąż i ojciec zmarłych złożył zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa.
- Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej Radia ESKA.
Winny wiatr, nie zaniedbania
Do tragedii doszło w lany poniedziałek, 1 kwietnia 2024 roku. W parku zdrojowym potężne drzewo runęło na spacerowiczów, zabijając na miejscu 43-letnią Annę, jej 7-letniego syna Tymka oraz 69-letnią Halinę S. Mimo że śledztwo trwało miesiącami, Prokuratura Rejonowa w Nowym Targu nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w działaniach urzędników miejskich.
W uzasadnieniu umorzenia prokurator przytoczył opinię biegłej, która jasno wskazywała na zły stan drzewa. „W opinii uzupełniającej z dnia 09.10. 2024 roku biegła stwierdziła, że stan drzewa kwalifikował je do wycinki a symptomy chorobowe były widoczne już w ostatnich 3-5 latach” – napisano w dokumencie. Mimo to, śledczy stwierdzili, że odpowiedzialna za zieleń urzędniczka nie ponosi winy, ponieważ „miała szereg innych obowiązków, które fizycznie uniemożliwiały dokonanie przeglądu każdego drzewa na terenach zarządzanych przez Urząd–Miasta w Rabce Zdroju”.
Rodzina i mieszkańcy są w szoku
Decyzja prokuratury jest niezrozumiała dla bliskich ofiar. Kazimierz Wojtas, który w tragedii stracił żonę i syna, nie kryje swojego oburzenia. „Ta decyzja i jej uzasadnienie są dla mnie szokujące. Ja się pytam jakie inne obowiązki były ważniejsze niż zapewnienie bezpieczeństwa ludziom w miejskim parku?” – pyta w rozmowie z „Super Expressem”. Mężczyzna przechowuje fragment korzenia jesionu, który zabił jego rodzinę. „Jest spróchniały, to jest jedno wielkie próchno” – podkreśla.
W podobnym tonie wypowiadają się mieszkańcy Rabki-Zdroju. „To skandal” – mówi portalowi Dorota Magura. Jak wspomina, w parku było tego dnia wiele osób, a alert RCB został wysłany dopiero dwie godziny po tragedii. „Te drzewa były w tak fatalnym stanie, że w każdej chwili mogły się przewrócić, każdy z nas mógł zginąć” – dodaje.
Chore drzewo powinno zniknąć lata temu
Jak ustalił „Super Express”, ekspertyza dendrologiczna nie pozostawiała wątpliwości – drzewo było chore od lat i powinno zostać usunięte. Pan Kazimierz zwraca uwagę na kluczowy fakt: 1 kwietnia w parku przewróciło się tylko to jedno, spróchniałe drzewo. Tymczasem przeprowadzona po tragedii inwentaryzacja wykazała, że pilnej wycinki wymagało niemal 100 innych drzew. „To drzewo, które zabiło moich najbliższych musiało być bardzo chore, skoro inne, niemal setka, także w złym stanie i przeznaczone do pilnej wycinki nie przewróciły się pod wpływem tego wiatru” – argumentuje mąż i ojciec ofiar.
Mężczyzna złożył już zażalenie na postanowienie prokuratury. Liczy, że sprawa zostanie ponownie zbadana, a osoby odpowiedzialne za zaniedbania zostaną pociągnięte do odpowiedzialności.