Spis treści
Makabryczne odkrycie i zwrot w śledztwie
Sprawa sięga stycznia 1999 roku, kiedy to załoga statku "Łoś" natrafiła w Wiśle na fragmenty ludzkiej skóry. Badania wykazały, że należały one do 23-letniej Katarzyny Z., studentki religioznawstwa, poszukiwanej od kilku miesięcy. Przełom w tym głośnym śledztwie nastąpił dopiero po latach, co doprowadziło do zatrzymania Roberta Janczewskiego w 2017 roku. Mężczyzna początkowo został skazany przez krakowski sąd, jednak obrona skutecznie zakwestionowała ten wyrok. Sąd Apelacyjny w 2024 roku prawomocnie uniewinnił Janczewskiego, wskazując na brak jednoznacznych dowodów potwierdzających jego winę.
Walka o wielomilionowe odszkodowanie
Obecnie toczy się proces cywilny przed Sądem Okręgowym w Katowicach, w którym to Robert Janczewski występuje przeciwko państwu. Były oskarżony pojawił się na sali rozpraw o kulach, a obserwatorzy odnotowali widoczne drżenie jego ciała. Mężczyzna, określając się mianem "wraka człowieka", unikał kontaktu z mediami. Janczewski domaga się wypłaty ponad 22 milionów złotych tytułem zadośćuczynienia za doznane krzywdy.
"Ten człowiek był przez Siedem lat w areszcie, był niszczony. Niszczony przez system. Nie ścigamy się na rekordy w wysokości zadośćuczynienia. Daję słowo że klient oddałby wszystko, żeby tego wszystkiego nie doświadczyć, nie oszczędzono mu tego i dlatego państwo powinno mu zadośćuczynić. 22 mln zł nie są wzięte z księżyca, zostały wyliczone na podstawie innych orzeczeń w podobnych sprawach. 7 lat niewinny człowiek z łatką zabójcy był niesłusznie aresztowany" - mówił mecenas Łukasz Chojniak, cytowany przez "Super Express".
Dramatyczne relacje matki
Podczas rozprawy kluczowe zeznania złożyła matka Roberta Janczewskiego. Jej wystąpienie trwało blisko trzy godziny i zawierało wstrząsający opis warunków, w jakich przebywał jej syn. Kobieta relacjonowała, że pobyt w areszcie doprowadził go do głębokiej depresji i ciągłego lęku przed współosadzonymi.
"Syn był przerażony, popadł w depresję, bał się innych więźniów, nie wychodził na spacery, nie chodził nawet do kaplicy na mszę, całymi dniami płakał. Bał się współwięźniów, więźniowie odnosili się do niego z dystansem i niechęcią, niektórzy nie chcieli być z nim w jednej celi, był nagabywany co zrobił, cały czas był atakowany, bombardowany tymi pytaniami, czuł się zaszczuty, wyizolowany, nie był pewny swojego dalszego losu" - opisywała przeżycia syna pani Maria.
"Docierały do niego informacje z mediów, że jest „Wampirem”, „Skórą”. Czuł wrogość całego społeczeństwa, był jak osaczone zwierzę, wszyscy się od niego odwrócili" - wspominała mama Roberta Janczewskiego.
Konieczność analizy dokumentacji
Według relacji matki, przed zatrzymaniem Janczewski był zdrowym, dbającym o formę mężczyzną. Jego obecny, ciężki stan zdrowia ma być bezpośrednim rezultatem braku odpowiedniej opieki medycznej w areszcie oraz nieludzkiego traktowania. Sąd ogłosił przerwę w postępowaniu, aby zgromadzić niezbędny materiał dowodowy. Biegli muszą przeanalizować dokumentację medyczną oraz akta sprawy karnej, które aktualnie znajdują się w Sądzie Najwyższym w Warszawie w związku z toczącą się procedurą kasacyjną.
Polecany artykuł: