"Schroniliśmy się w restauracji". Strzelanina na krakowskim Rynku oczami świadków. Turyści i mieszkańcy opisują chwile grozy

Sobotnia strzelanina na Rynku w Krakowie pozostawiła w sercach świadków oraz lokalnej społeczności ogromną traumę. Ludzie przynoszą znicze w miejsce tragedii i relacjonują panikę, jaka wybuchła podczas ucieczki przed kulami napastnika. W wyniku brutalnego ataku śmierć poniosło sześć osób, a szesnaście odniosło obrażenia.

Wśród osób oddających hołd ofiarom na Rynku znalazła się pani Marzena, która zwróciła uwagę na pierwsze zapalone tam znicze. Kobieta miała pojawić się w centrum z bliskimi już dzień wcześniej, jednak gęsta mgła zmusiła jej rodzinę do zmiany planów. „Postanowiłam przyjść. Czuję się bezpiecznie, bo jest tu dużo policjantów. Nie ma się czego bać. Przyszłam jednak, żeby wyrazić żal i smutek” – powiedziała. Przyznała również, że dotychczas uważała stolicę Małopolski za wyjątkowo bezpieczne miejsce.

Inny mieszkaniec, Arek, często odwiedza główny plac miasta i zamierzał pospacerować tam również w feralną sobotę. Od wyjścia z domu powstrzymał go jednak nagły ból głowy, a o całym dramacie przypomniała mu dopiero wiadomość od zaniepokojonego przyjaciela, który dopytywał o jego bezpieczeństwo.

To ogromna, niewyobrażalna tragedia, która mogła zdarzyć się wszędzie, nie tylko w Krakowie. Mam nadzieję, że już nigdy więcej do takiej tragedii nie dojdzie - powiedział Arek.

Dramatyczne chwile przeżyła także pochodząca z północnej Anglii Ryan. Kiedy rozległy się wystrzały, jej ojciec początkowo wziął ten huk za dźwięki odstraszające ptactwo, ale nieustający hałas szybko uświadomił im powagę sytuacji. „Zobaczyliśmy ludzi biegnących z lewej strony. Krzyknęłam: »Uciekajmy!«. Cała nasza trójka pobiegła boczną ulicą i schroniła się w restauracji” – opowiedziała.

Czytaj też: Przyjechała do Krakowa ze swoimi obrazami. Zginęła w strzelaninie na Rynku Głównym

Przypomnijmy, że tragiczne wydarzenia rozegrały się w sobotnie popołudnie, kiedy to 24-letni zamaskowany Michał O. wjechał samochodem na płytę krakowskiego Rynku i zaczął strzelać do napotkanych ludzi. W rezultacie zginęło sześć osób, a szesnaście zostało rannych, w tym dwóch policjantów i sam napastnik, którego zatrzymano po strzelaninie z funkcjonariuszami. Tego samego dnia w jednym z mieszkań w Ostrowcu Świętokrzyskim znaleziono ciała rodziców oraz siostry 24-latka, a śledczy z prokuratury badający oba te wątki podejrzewają, że za wszystkimi zabójstwami może stać ten sam sprawca.

Kraków po zamach – tak strzelał Michał O

ROLKI