Krakowscy chirurdzy ratowali postrzelonego policjanta. Ta decyzja mogła ocalić mu życie

2026-11-08 17:08

Na chwilę przed strzelaniną dwaj chirurdzy z Krakowa zakończyli obiad z bliskimi i jako pierwsi pobiegli ratować poszkodowanych. Ruszyli w sam środek zamieszania, ryzykując, że również staną się celem ataku. Lekarze przyznają, że „tak znaleźliśmy się w samym oku cyklonu”. W rozmowie z dziennikarzami opowiedzieli o dramatycznym ratowaniu życia funkcjonariusza i zdradzili decyzję, która mogła zaważyć na losach całej akcji.

Nic nie zapowiadało dramatu podczas zwykłego sobotniego obiadu, który prof. Michał Pędziwiatr oraz dr Mateusz Wierdak spożywali z rodzinami. Obaj lekarze pracujący na co dzień jako chirurdzy w krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim zdążyli się już pożegnać przed lokalem gastronomicznym. Zaledwie moment później ten spokój został gwałtownie zburzony.

To była kwestia sekund. Usłyszeliśmy strzały. Mój syn zwrócił uwagę, że ludzie do siebie strzelają i upadają na ziemię − relacjonuje dr Mateusz Wierdak.

Kiedy strzelanina ucichła, medycy nie wahali się ani sekundy i od razu ruszyli w kierunku źródła hałasu. Pomyśleli wówczas, że „skoro są strzały, to prawdopodobnie są też ofiary”. W ten sposób w ułamku chwili uczestnicy rodzinnego spotkania oraz ojcowie przeobrazili się w lekarzy działających na pierwszej linii frontu. Sami określają tę sytuację jako znalezienie się w „samym oku cyklonu”.

Chirurdzy z Krakowa wspominają chaos na miejscu strzelaniny

W miejscu ataku panowało ogromne zamieszanie. Chirurdzy od razu zaprzeczyli pogłoskom sugerującym, że działali tam w pojedynkę.

Funkcjonariusze pojawili się tam w tym samym czasie co my. Byli też inni przechodnie, którzy zaangażowali się w pomoc − podkreśla dr Wierdak.

Największe wyzwanie stanowił początkowy brak orientacji w sytuacji. Medycy dostrzegli cztery ranne osoby, lecz odróżnienie poszkodowanych od napastnika graniczyło z cudem.

Gdy tam dotarliśmy, nie wiedzieliśmy, kto jest kim. Zamachowiec wyglądał jak antyterrorysta. Widzieliśmy dwóch rannych policjantów, jednego mężczyznę w stroju taktycznym i osobę z raną twarzy. Nie widzieliśmy żadnych zamaskowanych bandytów, stąd nasza początkowa konsternacja − wspomina prof. Michał Pędziwiatr.

Lekarze rozpoczęli akcję ratunkową pomimo własnego lęku oraz sprzecznych relacji świadków, którzy wspominali o dwóch lub nawet większej liczbie agresorów. Kiedy poinformowali obecnych na miejscu funkcjonariuszy o swoim zawodzie, mundurowi wykazali się profesjonalizmem, przekazali im ratowanie rannych, a sami zajęli się zabezpieczaniem obszaru.

Prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak walczyli o życie policjanta

Stan jednego z postrzelonych mundurowych był krytyczny, a odniesione przez niego rany okazały się niezwykle rozległe. Prof. Pędziwiatr opisuje tę sytuację bardzo dosadnie.

Dostał prawdopodobnie z dwóch metrów z karabinu. Każdy, kto zna takie urazy, ten wie, że to jest po prostu miazga.

Medycy nie dysponowali specjalistycznym sprzętem, więc do walki z uciekającym czasem wykorzystali wyposażenie apteczki wyjętej z policyjnego radiowozu. Najważniejszym zadaniem było powstrzymanie krwotoku oraz zabezpieczenie rannego przed utratą ciepła, co przy temperaturze oscylującej wokół zera stopni stanowi jeden z czynników tak zwanej „urazowej triady śmierci”.

W ocenie profesora Pędziwiatra zasługi jego współpracownika w tej akcji są absolutnie bezdyskusyjne.

Chciałbym powiedzieć wszystkim, że gdyby Mateusz Wierdak nie zaopatrzył policjanta, który obezwładnił napastnika − gdyby bez zabezpieczenia i rękawiczek nie uciskał mu krwawiącej rany i nie upchał gazików do otwartej klatki piersiowej − ten człowiek nie doczekałby przyjazdu karetki! Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Jeśli ktoś uratował mu życie, to na pewno on.

Krakowscy lekarze podjęli decyzję wbrew procedurom ratowniczym

Po przybyciu zespołów ratownictwa medycznego standardowe wytyczne wymagałyby przetransportowania poszkodowanych do najbliżej położonych placówek medycznych wedle poleceń koordynatora. Chirurdzy zdawali sobie jednak sprawę z charakteru urazów najciężej poszkodowanego funkcjonariusza i postawili na ryzykowny, niestandardowy krok.

My jednak uparliśmy się jak osły, żeby tego najciężej rannego policjanta przewieźć bezpośrednio do szpitala z oddziałem torakochirurgii i kardiochirurgii − przyznaje prof. Pędziwiatr.

Lekarz użył prywatnych kontaktów i wykonał telefon do wybranego szpitala, uzyskując informację o przygotowywanym już dodatkowym bloku operacyjnym dla tego pacjenta.

Zaryzykuję stwierdzenie, że w żadnym innym szpitalu w Krakowie nie zaopatrzyliby go tak dobrze, jak w Szpitalu im. Jana Pawła II − dodaje.

W obliczu zamieszania towarzyszącego zdarzeniu masowemu i przy braku kierownika akcji ratunkowej obaj chirurdzy wzięli na siebie zarządzanie działaniami, co mogło mieć decydujące znaczenie.

Zakończenie działań na ulicy nie oznaczało dla nich powrotu do domów.

Lekarzem się jest, a nie bywa, proszę państwa − mówi prof. Pędziwiatr.

Chirurdzy udali się prosto do swojego macierzystego szpitala, aby nieść dalszą pomoc. Jednocześnie stanowczo zaprzeczają informacjom, że przeprowadzali operacje którejkolwiek z osób poszkodowanych w tym zdarzeniu. Obaj lekarze jednym głosem wskazują też osobę, która w tym dniu wykazała się największym bohaterstwem.

Głównym bohaterem, któremu należą się największe podziękowania, jest policjant, który obezwładnił zamachowca. Dokonał tego mimo rozległej rany klatki piersiowej! Wykazał się niesamowitym heroizmem − mówi dr Wierdak.

Gdyby tego nie zrobił, zamachowiec mógłby ruszyć dalej w naszą stronę. Następnymi ofiarami moglibyśmy być my lub nasze rodziny.

Kiedy dziennikarze pytają ich o ratowanie życia samemu sprawcy ataku, lekarze przywołują zasady etyki zawodowej.

Dla nas to nie jest sprawca, dla nas to nie jest ofiara − dla nas to jest pacjent. Kwestię winy pozostawiamy odpowiednim organom − ucina prof. Pędziwiatr.

Pomimo pomyślnego finału samej akcji ratowniczej krakowscy chirurdzy wciąż zachowują dużą ostrożność w swoich prognozach.

To są olbrzymie urazy. Nie wiemy, czy wszyscy przeżyją. A jeśli przeżyją, to w jakim będą stanie fizycznym i psychicznym. Mamy jednak nadzieję, że wszystko skończy się dobrze.

Sonda
Czy obawiasz się zamachu terrorystycznego w Polsce?
 

ROLKI