Tajemnicza seria zgonów pod Wolbromiem. Prokuratura bada przyczyny tragedii

2026-03-03 16:55

Tragiczne wydarzenia w Domaniewicach koło Wolbromia wstrząsnęły lokalną społecznością. W niewyjaśnionych okolicznościach zmarło dwóch braci oraz 70-letni przyjaciel rodziny. 47-latek przegrał walkę z ciężkim zapaleniem płuc, a zaledwie tydzień wcześniej odszedł jego starszy brat. Matka mężczyzn również zachorowała i w ciężkim stanie trafiła do szpitala.

  • Społeczność Domaniewic pod Wolbromiem żyje w strachu po serii niewyjaśnionych zgonów.
  • Bilans ostatnich dwóch tygodni jest tragiczny: nie żyje dwóch braci oraz 70-letni przyjaciel rodziny, a matka mężczyzn stoczyła ciężką walkę o życie w szpitalu.
  • Śledczy prowadzą postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci i proszą świadków o wszelkie informacje mogące pomóc w sprawie.
  • Służby starają się ustalić, co było źródłem nagłej choroby i dlaczego doprowadziła ona do śmierci aż trzech osób w tak krótkim czasie.

Mieszkańcy niewielkiej miejscowości Domaniewice w Małopolsce Zachodniej są przerażeni ostatnimi wydarzeniami. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni odeszło tam trzech mężczyzn: bracia Robert B. (47 l.) i Mariusz B. (49 l.) oraz bliski znajomy rodziny, 70-letni Zbigniew N. Lekarze  uratowali życie ich matki, pani Danuty. Kobieta przez siedem dni przebywała na oddziale szpitala w Olkuszu, zmagając się z ostrym zapaleniem płuc. Podobne objawy wystąpiły u jej trzeciego syna, 46-letniego Grzegorza, który poczuł się gorzej bezpośrednio po pogrzebie jednego z braci.

Tragiczna seria rozpoczęła się od nagłej śmierci 70-letniego Zbigniewa N., który był partnerem pani Danuty. Mężczyzna zmarł niespodziewanie na terenie fermy drobiu, gdzie był zatrudniony. Matka braci również tam dorabiała. Zbigniew był silnie związany z rodziną, często nocował w ich domu, a lokalna społeczność traktowała go i Danutę jako parę.

Zbyszek pomieszkiwał na tej fermie, tam miał taki mały pokój i właśnie w nim zmarł. Siedział przy stole, nikt się nie zorientował, że nie żyje. Podobno Danuta jeszcze następnego dnia widziała przez okienko, jak on cały czas przy tym stole siedzi – mówi w rozmowie z "Super Expressem" mieszkaniec Domaniewic.

Śmierć  uznana za naturalną

Zbigniew N. odszedł 28 stycznia, a ze względu na jego styl życia, który miejscowi określali jako mało higieniczny, zgon nie wzbudził początkowo wątpliwości śledczych. Lekarz stwierdził śmierć z przyczyn naturalnych. Podobna sytuacja miała miejsce zaledwie dwa dni później, gdy życie stracił 49-letni syn pani Danuty, Mariusz B. Mężczyzna, tak jak jego poprzednik, zmarł w pozycji siedzącej przy stole.

My do tej pory nie wiemy co to się stało. Mariusz był w dobrej formie. Niedawno pomagał mi przerzucić węgiel do piwnicy. Na nic się nie skarżył, podobnie jak jego brat Robert – opowiada w rozmowie z Super Expressem pani Katarzyna ( 88 l.) mieszkanka wsi.

Matka trafiła do szpitala

Stan zdrowia matki zmarłego gwałtownie pogorszył się tuż po uroczystościach pogrzebowych Mariusza.

Zaczęłam się źle czuć. Nawet nie miałam gorączki, ale byłam bardzo słaba, trochę kaszlałam, czułam się na tyle źle, że poszłam do lekarza. I chyba było ze mną źle, bo jeszcze tego samego pojechałam karetką do szpitala i tam spędziłam tydzień. Leżałam na sali z innymi kobietami, codziennie mnie badali – mówi w rozmowie z "Super Expressem" Danuta S.

Diagnostyka medyczna wykazała, że kobieta cierpi na poważne zapalenie płuc.

- Nie wiedziałam, że mój kolejny syn też jest chory. Byłam w szpitalu, gdy on zmarł. Nie powiedzieli mi o tym, nawet nie byłam na jego pogrzebie. A gdy wyszłam ze szpitala nie mogłam wrócić do domu, bo go dezynfekowali – dodaje kobieta.

Podczas hospitalizacji kobiety, choroba zaatakowała jej kolejnego syna, 47-letniego Roberta B. Mężczyzna trafił pod opiekę lekarzy w stanie krytycznym z zaawansowanym zapaleniem płuc. Mimo wysiłków medyków, pacjenta nie udało się uratować. Jego śmierć nastąpiła dokładnie tydzień po odejściu starszego brata, Mariusza.

Prokuratura wyklucza ptasią grypę

Posesja rodziny B. została poddana gruntownej dezynfekcji. Wstępne hipotezy zakładały, że źródłem infekcji mogły być hodowane gęsi, jednak badania weterynaryjne nie wykazały u ptactwa żadnych chorób. Prokuratura wszczęła oficjalne śledztwo w sprawie tej serii zgonów. Obecnie czynności prowadzone są pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

Badania wykluczyły ptasią grypę. Nie otrzymaliśmy jeszcze wyników sekcji zwłok. Wyniki badań osób zakażonych wskazały, że nie była to grypa odzwierzęca, lecz zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki. Apelujemy do osób, które mogą mieć informacje na temat tych tragicznych zgonów i mogą one wnieść coś nowego do śledztwa, o zgłaszanie się na policję lub do prokuratury, zgłaszać się można także anonimowo. Czekamy na wszelkie informacje, które pomogą nam wyjaśnić tę sprawę – poinformował media prokurator Piotr Piekarski.

Tragedia w Puławach. Spłonął żywcem we własnym domu