Spis treści
Horror w Suchej Beskidzkiej. Mężczyzna z zakrwawioną siekierą terroryzował przechodniów
Policja otrzymała dramatyczne zgłoszenia od świadków, którzy zauważyli masywnego mężczyznę krążącego po ulicach Suchej Beskidzkiej. Mieszkańcy relacjonowali, że agresor trzyma we krwi umazaną siekierę i prowokacyjnie dopytuje napotkane osoby, czy mają z nim jakiś problem. Na miejsce błyskawicznie skierowano policyjny patrol. W rejonie boiska przy Zespole Szkół im. W. Witosa funkcjonariusze natrafili na 23-letniego Kacpra H. Młody mężczyzna był w stanie krytycznym - z pękniętą czaszką i w kałuży. Rannego natychmiast przewieziono karetką na stół operacyjny. Niedaleko od miejsca znalezienia ofiary mundurowi dostrzegli podejrzanego. W rękach wciąż trzymał potężną siekierę, z której kapała krew. Choć Kacper H. opuścił szpital po tygodniu, to tylko cud sprawił, że uszedł z życiem.
Podczas rozprawy sądowej biegły lekarz, 51-letni Marian S., nie ukrywał, że przeżycie ofiary było prawdziwym cudem. Z jego analizy wynika, że obrażenia czaszki wskazywały na zadanie potężnych uderzeń tępą stroną lub ostrzem siekiery. Dodatkowo jedno z tych uderzeń spowodowało poważne złamanie kości ręki u poszkodowanego.
Ojciec młodego chłopaka przyznał, że stan jego syna po ataku był bardzo krytyczny i rodzina obawiała się najgorszego. Obecnie Kacper przechodzi żmudną rehabilitację i kontynuuje leczenie szpitalne. W związku z doznanymi obrażeniami i cierpieniem poszkodowany domaga się przed sądem zadośćuczynienia w wysokości 150 tysięcy złotych.
Agresor z przeszłością kryminalną. W sądzie w Krakowie wyraził skruchę
23-latek przed krakowskim Sądem Okręgowym wyznał, że całkowicie nie pamięta momentu ataku na boisku, a świadomość odzyskał dopiero leżąc w szpitalnym łóżku. Z kolei na ławie oskarżonych zasiadł Grzegorz M., który częściowo przyznał się do zarzucanych mu czynów, jednak on również początkowo twierdził, że przebieg wydarzeń uległ mu zatarciu w pamięci.
Mężczyzna tłumaczył swój stan mieszanką środków odurzających i ogromnej ilości alkoholu - miał wypić aż półtora litra wódki. Jednak pod naporem szczegółowych pytań zadawanych przez sędziego Jarosława Gaberle, w pamięci oskarżonego zaczęły pojawiać się fragmenty tamtego popołudnia.
Agresor wyznał, że doszło między nimi do szarpaniny, po której poszedł po siekierę, by wymierzyć sprawiedliwość. Przyznał, że podejrzewał 23-latka o kradzież portfela i kluczy, a nawet o próbę wcześniejszego włamania do jego lokum. Narzędzie zbrodni miał pożyczyć od znajomej sąsiadki.
Tę wersję w sądzie potwierdziła 66-letnia Bożena J. Kobieta zeznała, że oskarżony wziął od niej siekierę, tłumacząc, że zgubił klucze i musi wybić szybę w swoim mieszkaniu. Po okazaniu dowodu rzeczowego, emerytka rozpoznała w nim swoje narzędzie. Sędzia zaznaczył, że ważyło ono około 4 kg i mierzyło 77 cm.
Oskarżony w sądzie przyznał, że żałuje swoich czynów i przeprosił ofiarę. Podkreślał, że to alkohol i furia popchnęły go do ataku. Z jego słów wynikało, że pamięta moment, w którym uderzany próbował się osłaniać i coś niewyraźnie mówił.
Przed obliczem sprawiedliwości Grzegorz M. prezentował się spokojnie i przepraszał za wyrządzone krzywdy. Oprócz ataku siekierą odpowiada również za wcześniejszy incydent. Trzy miesiące przed krwawym zajściem, wdał się w konflikt w sklepie rybnym. Zaatakował tam innego klienta = groził mu, szarpał i opluł. Co zaskakujące, zaatakowany 46-letni Krzysztof S. zdołał powalić większego napastnika i obezwładnić go.
Poszkodowany z tamtego zdarzenia wspominał w sądzie, że oskarżony obrzucał go wulgaryzmami, gdy ten trzymał go przyciśniętego do ziemi w oczekiwaniu na policję. Grzegorz M., który czeka teraz na wyrok w areszcie, ma na swoim koncie również wyroki wydane w Wielkiej Brytanii, gdzie spędził 10 lat. Był tam skazany za kradzieże oraz nielegalne posiadanie broni.
Polecany artykuł: