Ceremonia ostatniego pożegnania 35-letniego Mateusza G. odbyła się bez rozwieszania nekrologów, palenia zniczy, przynoszenia wiązanek i dźwięku kościelnych dzwonów. O pochówku mężczyzny, podejrzewanego przez prokuraturę o pozbawienie życia 27-letniej żony Gabrieli, ośmiodniowej Luizy oraz 59-letniej teściowej Zofii P., poinformowano wyłącznie wąskie grono krewnych. W miejscowości Jaroszowice, gdzie zorganizowano to dyskretne wydarzenie, miejscowa ludność wolała nie zabierać głosu na temat pogrzebu.
Osoby pracujące na miejscowym cmentarzu również zachowywały dużą powściągliwość w dzieleniu się informacjami. Pracownicy, którzy jeszcze w piątkowy poranek szykowali miejsce spoczynku dla rodziny G., stanowczo przekonywali, że nie mają pojęcia o dokładnym terminie ceremonii oraz lokalizacji złożenia trumny. Ostatecznie ciało domniemanego mordercy spoczęło w grobowcu należącym do jego bliskich.
Co ciekawe, ceremonia w Jaroszowicach rozpoczęła się w piątek równo o godzinie 13. Był to dokładnie ten sam moment, w którym zrozpaczona rodzina i przyjaciele brali udział w ostatniej drodze zamordowanej Gabrieli, jej matki oraz małego dziecka. „Zrobili to po cichu. Ten pogrzeb był utrzymywany w wielkiej tajemnicy, nikt z mieszkańców o nim nie wiedział. A ci co wiedzieli nikomu nie mówili” – wyznała w rozmowie z dziennikarzami „Super Expressu” mieszkanka miejscowości.
Polecany artykuł:
Do makabrycznych wydarzeń w Skawinie doszło na początku wakacji, 3 lipca. Starszy mężczyzna, zaniepokojony przedłużającym się brakiem jakichkolwiek wieści od swoich bliskich, poprosił o interwencję odpowiednie organy. Gdy funkcjonariusze policji i straży pożarnej sforsowali drzwi wejściowe, ich oczom ukazał się porażający widok. Wewnątrz mieszkania natrafiono na zwłoki 27-letniej kobiety, noworodka, 59-letniej babci dziewczynki oraz 35-letniego sprawcy całego dramatu.
Zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami organów ścigania, Mateusz G. brutalnie rozprawił się ze swoimi najbliższymi, a chwilę później sam odebrał sobie życie. Zamordowana 59-latka odwiedziła dom małżeństwa, aby wspierać córkę w pierwszych dniach macierzyństwa. Wielkie szczęście po przyjściu na świat dziecka błyskawicznie przerodziło się w ogromny dramat, o którym mówiła cała Polska. Śledczy nieustannie analizują zebrane dowody, jednak wciąż nie potrafią jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o motywy działania 35-latka.