Ojciec Mateusza G. przerywa milczenie po tragedii w Skawinie. Nie wierzy w winę syna

2026-07-04 19:29

Wstrząsające odkrycie w centrum Skawiny (woj. małopolskie). W jednym z mieszkań znaleziono zalaną krwią czteroosobową rodzinę, w tym zaledwie ośmiodniową dziewczynkę. Śledczy podejrzewają tzw. zabójstwo rozszerzone, a głównym podejrzanym jest 35-letni Mateusz G. Dramat wydarzył się tuż po powrocie jego żony i nowo narodzonej córeczki ze szpitala. Dziennikarce "Super Expressu" udało się porozmawiać z ojcem domniemanego sprawcy.

Ojciec Mateusza G. wstrząśnięty tragedią w Skawinie

Pan Józef, ojciec Mateusza G., jest zdruzgotany dramatem, który rozegrał się w jego rodzinie. Mężczyzna nagle stracił nie tylko syna, ale też szanowaną synową Gabrysię oraz dopiero co narodzoną wnuczkę Luizę. W rozmowie z dziennikarzami "Super Expressu" wspomina, że para pobrała się zaledwie dwa lata wcześniej. Zorganizowali niewielkie wesele, a niedługo potem nabyli i wyremontowali lokal w Skawinie, z niecierpliwością oczekując przyjścia na świat dziecka. Dziewczynka narodziła się zaledwie kilka dni przed tragedią w jednej z krakowskich klinik. Matka z noworodkiem pojawiły się w domu dopiero w czwartek, a pan Józef przyznaje, że wciąż nie dociera do niego rozmiar tego nieszczęścia.

Z relacji teścia wynika, że na piątek (3 lipca) zaplanowano wizytę Gabrysi u lekarza w celu zdjęcia szwów. Z tego powodu w mieszkaniu pojawiła się matka 27-latki, która miała zaopiekować się maleńką Luizą podczas nieobecności córki.

Makabryczne odkrycie w centrum Skawiny

Kulisy wydarzeń w kamienicy, gdzie małżeństwo rezydowało od roku, pozostają niejasne. W piątek ojciec Gabrysi usiłował skontaktować się z żoną, jednak jej aparat milczał. Zestresowany mężczyzna wyruszył z Wadowic do Skawiny. Kiedy pukanie do drzwi nie przyniosło rezultatu, wezwał na miejsce odpowiednie służby. Strażacy, jeszcze przed siłowym wejściem do lokalu, zajrzeli przez szybę i dostrzegli pomieszczenia zalane krwią, co od razu wskazywało na najgorszy scenariusz. Po sforsowaniu zamków ich obawy się potwierdziły – wewnątrz znajdowały się zwłoki dwóch kobiet, mężczyzny oraz zaledwie ośmiodniowego noworodka.

Tomasz Waszczuk, pełniący funkcję rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Krakowie, w wypowiedzi dla "Super Expressu" zaznaczył, że do makabry doszło najprawdopodobniej w ciągu doby, pomiędzy czwartkiem a piątkiem. Dodał, że ostatni potwierdzony kontakt z ofiarami miał miejsce w czwartkowy wieczór, kiedy to dziadek rozmawiał ze swoją żoną. Następnego dnia, około godziny 15.00, zaniepokojony brakiem odpowiedzi na telefony, stawił się pod drzwiami mieszkania.

Przedstawiciel prokuratury poinformował również, że na ciałach ujawniono liczne obrażenia od ostrego narzędzia oraz rany tłuczone, zadane prawdopodobnie ciężkim przedmiotem.

"Mateusz G. był dobrym człowiekiem". Słowa ojca

Józef G. z rozpaczą podkreśla, że dla jego małej wnuczki był to zaledwie pierwszy dzień w nowym domu. Starszy pan absolutnie odrzuca myśl, by jego syn mógł okazać się bezlitosnym oprawcą. W jego opinii Mateusz był człowiekiem o łagodnym usposobieniu, który nikogo by nie skrzywdził, a już na pewno nie najbliższych. Małżonkowie uchodzili za zgraną parę, często odwiedzali rodzinne strony i bardzo cieszyli się z nadchodzącego powiększenia rodziny. Zaraz po narodzinach Luizy, Mateusz energicznie zabrał się za formalności, w tym zameldowanie dziecka.

Wiadomość o śmierci bliskich pan Józef otrzymał od ojca Gabrysi, który udał się na miejsce, gdy jego żona przestała odbierać telefony. Ojciec Mateusza przyznaje, że już od piątkowego poranka towarzyszyło mu dziwne napięcie, a wkrótce potem zadzwonił swat z fatalnymi wieściami. Zrozpaczony mężczyzna szuka alternatywnych wyjaśnień – sugeruje, że zbrodni mógł dokonać ktoś z zewnątrz, na przykład w wyniku tragicznej pomyłki lub płatnego zlecenia. Zaznacza, że młodzi nie mieli żadnych długów, cieszyli się własnym kątem i pracą, a ich relacje z teściami układały się bez zarzutu. Kompletny brak motywu potęguje jego niedowierzanie w winę syna.

Sąsiedzi wspominają 35-latka. "Złoty chłopak"

Lokalna społeczność w rodzinnej wsi Mateusza również nie może uwierzyć w doniesienia śledczych. Ludzie, z którymi spędził dzieciństwo i młodość, wypowiadają się o nim w samych superlatywach. Jeden z dawnych znajomych opisuje go jako ułożonego, spokojnego chłopaka, który zawsze grzecznie się kłaniał i nie sprawiał problemów wychowawczych. Pamięta go jako sumiennego, regularnie jeżdżącego rowerem na poranne nabożeństwa i pracowitego młodego człowieka, który nawet po wyprowadzce chętnie odwiedzał dom rodzinny.

Podobne opinie płyną ze strony osób odwiedzających sklep w Skawinie, gdzie 35-latek był zatrudniony. Klienci zapamiętali go jako uprzejmego i zaangażowanego pracownika, w którym nie było za grosz agresji. W ich mieszkaniu panował spokój, a sąsiedzi nigdy nie usłyszeli stamtąd żadnych podniesionych głosów ani awantur. Znajomi pary dodają, że jeszcze tydzień wcześniej młodzi organizowali grilla, z niecierpliwością odliczając dni do narodzin córeczki.

Znasz zasady pierwszej pomocy?
Pytanie 1 z 10
Obowiązek udzielenia pomocy ofiarom wypadku dotyczy:
Wymordował rodzinę, a potem siebie