Spis treści
Strzelanina w Krakowie. Ludzie szukali ratunku w klasztorze przy Stolarskiej
W sobotnie popołudnie w samym sercu Krakowa rozegrały się dramatyczne sceny. Gdy padły strzały, spanikowani przechodnie zaczęli gorączkowo szukać bezpiecznego miejsca. Nikt nie miał pewności, gdzie dokładnie przebywa agresor, czy wciąż używa broni i kto może stać się jego kolejnym celem. W tej sytuacji schronieniem dla około 30 uciekających osób stał się klasztor dominikanów przy ulicy Stolarskiej.
Relacją z wydarzeń, które rozegrały się wewnątrz zakonnych murów, podzielił się w poruszającym wpisie na Facebooku dominikanin Marcin Marian Porożyński OP.
„Spod ostrzału uciekło ok. 30 osób, którzy schronili się w naszym klasztorze. Byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem ich w atrium – ludzi, którzy mówili raczej cicho, ale ich wzrok krzyczał” – napisał zakonnik.
Przerażonym przechodniom zależało wyłącznie na jednym. Pragnęli ukryć się w bezpiecznym miejscu, do którego nie przedostanie się uzbrojony sprawca.
„Pytali się, czy mogą zostać za zamkniętymi drzwiami – mogli, oczywista” – relacjonuje dominikanin.
Duchowni natychmiast otoczyli opieką wystraszonych ludzi, wskazując im toalety oraz podając wodę. W grupie osób, które znalazły azyl w budynku, byli naoczni świadkowie mrożących krew w żyłach scen.
„Jeden wspomniał, że widział, jak upada obok niego postrzelony człowiek” – opisuje Porożyński.
Za murami budynku wciąż wyczuwało się ogromne napięcie i brak informacji. Ukryci wewnątrz ludzie starali się ustalić, jak wygląda sytuacja na ulicach i kiedy będą mogli bezpiecznie wyjść na zewnątrz.
„Inni pytali, czy piszą coś w mediach – wtedy jeszcze nie pisali. Trzeba było dzwonić na 112, by czegoś się dowiedzieć. Zalecili pozostanie na miejscu” – wspomina zakonnik.
Dominikanin Marcin Marian Porożyński o strzelaninie. Jego rodzice byli w pobliżu
Z perspektywy czasu zakonnik w pełni dotarł do przerażającego wniosku, że niewiele dzieliło jego własną rodzinę od znalezienia się w samym środku tej tragedii.
Właśnie w tę sobotę z wizytą z Poznania przyjechali jego rodzice, którzy zjawili się w Krakowie w okolicach godziny 14.10, czyli tuż przed wybuchem paniki. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że najpierw udali się na wspólny obiad, a następnie przeszli do pokoju gościnnego, dzięki czemu uniknęli obecności na ulicy w momencie rozpoczęcia ataku.
„Bogu dziękujemy, że najpierw poszliśmy na obiad, a później do pokoju gościnnego, gdyż mieści się on przy ulicy, którą przed 15:00 przejeżdżał strzelający terrorysta” – napisał dominikanin.
Po otrzymaniu potwierdzenia o ujęciu napastnika duchowny opuścił mury budynku, aby zorientować się w sytuacji. Wokół rozlegał się dźwięk policyjnych syren oraz hałas krążących na niebie śmigłowców, a na ulicy oczom zakonnika ukazał się kolejny dramatyczny widok.
Ofiary strzelaniny w Krakowie. Zakonnik modlił się nad ranną kobietą
Na bruku leżała kobieta raniona z broni palnej. Zanim na miejsce zdołał dotrzeć zespół ratownictwa medycznego, pierwszej pomocy poszkodowanej udzielali strażacy wspólnie z przypadkowymi świadkami.
„Widziałem, jak Straż i przypadkowi przechodnie udzielali pomocy postrzelonej, zanim przyjechała karetka” – opisuje zakonnik.
W pamięci duchownego głęboko zapisały się rany widoczne na ciele poszkodowanej. Ta wstrząsająca scena skłoniła go do zatrzymania się i odmówienia modlitwy w jej intencji.
„Dużo osób już tam było, więc ja po prostu schwyciłem za koronkę przy moim pasku i zacząłem się modlić za ofiary, a szczególnie za tę panią, na którą patrzyłem, a której ciało nosiło 2 lub 3 rany postrzałowe” – relacjonuje.
W tym momencie duchowny zrozumiał, jak cienka linia oddzielała ocalonych uciekinierów od ofiar, które stanęły na drodze uzbrojonego sprawcy.
„Zdałem sobie sprawę, że na jej miejscu mógł być ktokolwiek z tych wspaniałych ludzi, których poznałem w atrium, że to mógł być ktoś z moich braci, że to mogli być moi rodzice” – napisał.
Kolejny fragment internetowego wpisu krakowskiego zakonnika brzmi jeszcze bardziej poruszająco.
„Ale dzisiejsze ofiary to właśnie są wspaniali ludzie – czyiś bracia czy siostry, czyiś rodzice, przyjaciele, małżonkowie.”
Zakonnik z ulicy Stolarskiej otwarcie wyraża swój ogromny smutek w związku z krwawymi wydarzeniami z centrum miasta.
„Nawet nie wiem, jak opisać tę szkodę, że ta pani i inni postrzeleni nie zdołali znaleźć się w tym czy innym atrium – azylu. Bardzo proszę o modlitwę za nich i ich bliskich” – zaapelował.
Tragiczny bilans ataku w Krakowie. Sześć osób nie żyje, sprawca zatrzymany
Sobotni atak w śródmieściu Krakowa przyniósł śmierć sześciu osobom, a kilkanaście innych odniosło obrażenia. Funkcjonariusze policji postrzelili i ostatecznie obezwładnili agresora.
W swojej relacji Marcin Marian Porożyński zwrócił także uwagę na poświęcenie służb mundurowych, które ryzykowały własnym zdrowiem i życiem dla ratowania obywateli.
„Policja z narażeniem życia powstrzymała zamachowca przed kolejnymi zbrodniami” – podkreślił.
Duchowny wspomniał również o symbolicznym i budującym zachowaniu jednego z krakowian. Wieczorem Antoni Kowalik zaparzył w termosie gorącą herbatę, po czym zaniósł ją policjantom pełniącym wartę na ulicy.
W obliczu ogromnego dramatu, lęku i rozpaczy nie zabrakło więc odruchów zwykłej ludzkiej życzliwości. Tego tragicznego popołudnia mury klasztoru dominikanów zapewniły bezpieczne schronienie dla około 30 uciekających osób, choć niestety nie wszyscy przechodnie mieli tyle szczęścia.