Strzelanina w Krakowie. 30 osób uciekło przed kulami do klasztoru dominikanów

2026-11-08 7:39

Szukając ratunku przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, tłum ludzi wbiegł za mury krakowskiego klasztoru dominikanów. Około 30 przerażonych przechodniów znalazło tam bezpieczną przystań podczas sobotniej (7 listopada) strzelaniny w Krakowie. Jeden z mężczyzn widział z bliska, jak postrzelona osoba upada na ziemię. Zakonnik, który otworzył im drzwi, podzielił się wstrząsającą relacją i przyznał, że w śmiertelnym niebezpieczeństwie znaleźli się także jego rodzice.

Strzelanina w Krakowie. Ludzie szukali ratunku w klasztorze przy Stolarskiej

W sobotnie popołudnie w samym sercu Krakowa rozegrały się dramatyczne sceny. Gdy padły strzały, spanikowani przechodnie zaczęli gorączkowo szukać bezpiecznego miejsca. Nikt nie miał pewności, gdzie dokładnie przebywa agresor, czy wciąż używa broni i kto może stać się jego kolejnym celem. W tej sytuacji schronieniem dla około 30 uciekających osób stał się klasztor dominikanów przy ulicy Stolarskiej.

Relacją z wydarzeń, które rozegrały się wewnątrz zakonnych murów, podzielił się w poruszającym wpisie na Facebooku dominikanin Marcin Marian Porożyński OP.

„Spod ostrzału uciekło ok. 30 osób, którzy schronili się w naszym klasztorze. Byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem ich w atrium – ludzi, którzy mówili raczej cicho, ale ich wzrok krzyczał” – napisał zakonnik.

Przerażonym przechodniom zależało wyłącznie na jednym. Pragnęli ukryć się w bezpiecznym miejscu, do którego nie przedostanie się uzbrojony sprawca.

„Pytali się, czy mogą zostać za zamkniętymi drzwiami – mogli, oczywista” – relacjonuje dominikanin.

Duchowni natychmiast otoczyli opieką wystraszonych ludzi, wskazując im toalety oraz podając wodę. W grupie osób, które znalazły azyl w budynku, byli naoczni świadkowie mrożących krew w żyłach scen.

„Jeden wspomniał, że widział, jak upada obok niego postrzelony człowiek” – opisuje Porożyński.

Za murami budynku wciąż wyczuwało się ogromne napięcie i brak informacji. Ukryci wewnątrz ludzie starali się ustalić, jak wygląda sytuacja na ulicach i kiedy będą mogli bezpiecznie wyjść na zewnątrz.

„Inni pytali, czy piszą coś w mediach – wtedy jeszcze nie pisali. Trzeba było dzwonić na 112, by czegoś się dowiedzieć. Zalecili pozostanie na miejscu” – wspomina zakonnik.

Dominikanin Marcin Marian Porożyński o strzelaninie. Jego rodzice byli w pobliżu

Z perspektywy czasu zakonnik w pełni dotarł do przerażającego wniosku, że niewiele dzieliło jego własną rodzinę od znalezienia się w samym środku tej tragedii.

Właśnie w tę sobotę z wizytą z Poznania przyjechali jego rodzice, którzy zjawili się w Krakowie w okolicach godziny 14.10, czyli tuż przed wybuchem paniki. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że najpierw udali się na wspólny obiad, a następnie przeszli do pokoju gościnnego, dzięki czemu uniknęli obecności na ulicy w momencie rozpoczęcia ataku.

„Bogu dziękujemy, że najpierw poszliśmy na obiad, a później do pokoju gościnnego, gdyż mieści się on przy ulicy, którą przed 15:00 przejeżdżał strzelający terrorysta” – napisał dominikanin.

Po otrzymaniu potwierdzenia o ujęciu napastnika duchowny opuścił mury budynku, aby zorientować się w sytuacji. Wokół rozlegał się dźwięk policyjnych syren oraz hałas krążących na niebie śmigłowców, a na ulicy oczom zakonnika ukazał się kolejny dramatyczny widok.

Ofiary strzelaniny w Krakowie. Zakonnik modlił się nad ranną kobietą

Na bruku leżała kobieta raniona z broni palnej. Zanim na miejsce zdołał dotrzeć zespół ratownictwa medycznego, pierwszej pomocy poszkodowanej udzielali strażacy wspólnie z przypadkowymi świadkami.

„Widziałem, jak Straż i przypadkowi przechodnie udzielali pomocy postrzelonej, zanim przyjechała karetka” – opisuje zakonnik.

W pamięci duchownego głęboko zapisały się rany widoczne na ciele poszkodowanej. Ta wstrząsająca scena skłoniła go do zatrzymania się i odmówienia modlitwy w jej intencji.

„Dużo osób już tam było, więc ja po prostu schwyciłem za koronkę przy moim pasku i zacząłem się modlić za ofiary, a szczególnie za tę panią, na którą patrzyłem, a której ciało nosiło 2 lub 3 rany postrzałowe” – relacjonuje.

W tym momencie duchowny zrozumiał, jak cienka linia oddzielała ocalonych uciekinierów od ofiar, które stanęły na drodze uzbrojonego sprawcy.

„Zdałem sobie sprawę, że na jej miejscu mógł być ktokolwiek z tych wspaniałych ludzi, których poznałem w atrium, że to mógł być ktoś z moich braci, że to mogli być moi rodzice” – napisał.

Kolejny fragment internetowego wpisu krakowskiego zakonnika brzmi jeszcze bardziej poruszająco.

„Ale dzisiejsze ofiary to właśnie są wspaniali ludzie – czyiś bracia czy siostry, czyiś rodzice, przyjaciele, małżonkowie.”

Zakonnik z ulicy Stolarskiej otwarcie wyraża swój ogromny smutek w związku z krwawymi wydarzeniami z centrum miasta.

„Nawet nie wiem, jak opisać tę szkodę, że ta pani i inni postrzeleni nie zdołali znaleźć się w tym czy innym atrium – azylu. Bardzo proszę o modlitwę za nich i ich bliskich” – zaapelował.

Tragiczny bilans ataku w Krakowie. Sześć osób nie żyje, sprawca zatrzymany

Sobotni atak w śródmieściu Krakowa przyniósł śmierć sześciu osobom, a kilkanaście innych odniosło obrażenia. Funkcjonariusze policji postrzelili i ostatecznie obezwładnili agresora.

W swojej relacji Marcin Marian Porożyński zwrócił także uwagę na poświęcenie służb mundurowych, które ryzykowały własnym zdrowiem i życiem dla ratowania obywateli.

„Policja z narażeniem życia powstrzymała zamachowca przed kolejnymi zbrodniami” – podkreślił.

Duchowny wspomniał również o symbolicznym i budującym zachowaniu jednego z krakowian. Wieczorem Antoni Kowalik zaparzył w termosie gorącą herbatę, po czym zaniósł ją policjantom pełniącym wartę na ulicy.

W obliczu ogromnego dramatu, lęku i rozpaczy nie zabrakło więc odruchów zwykłej ludzkiej życzliwości. Tego tragicznego popołudnia mury klasztoru dominikanów zapewniły bezpieczne schronienie dla około 30 uciekających osób, choć niestety nie wszyscy przechodnie mieli tyle szczęścia.

STRZELANINA W KRAKOWIE

ROLKI