- Policja zrobiła tutaj wszystko dobrze, a nawet dużo lepiej, niż spodziewali się eksperci - powiedział Radiu Eska Cieślak. Podkreślił, że pierwsi na miejscu funkcjonariusze podjęli prawidłową interwencję mimo zagrożenia własnego życia. - Przerwali proces zabijania - ocenił.
Do strzelaniny doszło w sobotę, 7 listopada, tuż po godz. 15. Mężczyzna jadący samochodem zaczął strzelać do przypadkowych osób w rejonie Rynku Głównego. Zginęło sześć osób, a 15 zostało rannych. Wśród poszkodowanych są policjanci.
Napastnik został postrzelony i zatrzymany przez policjantów w rejonie skrzyżowania ulic Dietla i Stradomskiej. Według ustaleń mediów ma 24 lata i jest obywatelem Polski. Policja przekazała, że działał sam, a wcześniejsze doniesienia o drugim sprawcy zdementowała.
Mężczyzna miał na sobie ubranie przypominające strój wojskowy i używał długiej broni. W samochodzie znaleziono inne sztuki broni oraz amunicję. Miał pozwolenie na broń. Nie był wcześniej karany.